fbpx

Tylko życie ma przyszłość!

Cierpienie matki po aborcji

„Bardzo żałuję tego, co zro­biłam i codziennie na kolanach prze­praszam Pana Boga za tę zbrodnię i proszę o wyba­czenie”. Pani Teresa w prze­słanym do nas liście pragnie prze­strzec wszystkie kobiety, przed wynisz­cza­jącymi kon­se­kwen­cjami aborcji. Minęło już tyle lat, a utrata dziecka nadal jest mocno odczuwana. To głęboki ślad, przed którym nie da się uciec.

„Mam 74 lata, dobrego męża, czworo dzieci, sied­mioro wnucząt i pozornie sta­nowimy szczę­śliwą rodzinę. Jednak tak nie jest, ponieważ ciąży na mnie wielka zbrodnia aborcji, której dopu­ściłam się w młodym wieku w latach 70.

Wyszłam za mąż za czło­wieka bardzo dobrego. Pocho­dzi­liśmy z rodzin wie­lo­dzietnych, dlatego nasze życie na dorobku było trudne. Po roku uro­dziła się córeczka, a po trzech latach syn. Po 5 mie­siącach od narodzin syna kolejny raz zaszłam w ciążę. Byłam zroz­pa­czona, nie umiałam sobie z tym poradzić. Nikomu się nie przy­znałam, tylko mąż o tym wie­dział. Decyzję pozo­stawił mnie.

W latach 70. nie było świa­do­mości, czym jest aborcja. Trak­towano ją jak zwykły zabieg, dlatego bez zasta­no­wienia na niego poszłam. Po tym strasznym dniu prze­ży­wałam koszmar, ale z czasem, pośród wielu zajęć, życie toczyło się dalej. Wyspo­wia­dałam się, odpo­ku­to­wałam za ten ciężki grzech i myślałam, że zapomnę o tym zda­rzeniu. Jednak o tym nie da się zapomnieć.

Po roku od tej aborcji zaszłam w kolejną ciążę. Prze­ży­wałam tę sytuację, jednak o usu­nięciu dziecka nie było mowy. Uro­dziłam dru­giego syna, którego bardzo poko­cha­liśmy i cie­szy­liśmy się, że zre­kom­pensuje naszą stratę po utra­conym dziecku. Dosta­liśmy większe miesz­kanie i pro­wa­dzi­liśmy życie po kato­licku. Wydawało się nam, że jesteśmy szczę­śliwą rodziną. Po siedmiu latach uro­dziłam córeczkę, z której narodzin też byliśmy zado­woleni. Znowu sądzi­liśmy, że zastąpi nam dziecko, któremu ode­bra­liśmy życie. Ale inna osoba nie zastąpi tej, która zginęła.

W pracy, w codziennych obo­wiązkach nie­wiele myślałam o prze­szłości, bo nasze życie było trudne. Sta­ra­liśmy się prze­kazać war­tości chrze­ści­jańskie naszym dzieciom. Teraz, gdy założyły już swoje rodziny, a my jesteśmy na eme­ry­turze, przy­szedł czas na refleksje i wróciły przykre wspo­mnienia z przeszłości.

Dzisiaj tak wiele wiemy o tym, kim jest dziecko poczęte i jak wspa­niale się rozwija. Na USG można zobaczyć i usłyszeć, jak bije jego ser­duszko. Gdyby takie badania były dostępne wcze­śniej, nigdy nie zde­cy­do­wa­łabym się na aborcję. Bardzo żałuję tego, co zro­biłam i codziennie na kolanach prze­praszam Pana Boga za tę zbrodnię i proszę o wyba­czenie. Nadałam swojemu dziecku imię i proszę je o wsta­wien­nictwo za nami.

Nie mam odwagi powie­dzieć o tym swoim dzieciom, bowiem, że spra­wi­łabym im wielki ból. Od dłuż­szego czasu bie­rzemy w duchową adopcję dzieci nie­na­ro­dzone i modlimy się za nie przez 9 mie­sięcy oraz wspieramy finansowo różne fun­dacje bro­niące życia poczętego.

Tak bardzo bym chciała, aby moje świa­dectwo zostało roz­po­wszech­nione na cały świat. Żeby ci biedni ludzie, którzy nie wiedzą, co czynią, zro­zu­mieli, że sumienie się odezwie i będą tego bardzo żałować. Żaden dobrobyt, żadne sprawy mate­rialne, kariera nie zastąpią znisz­czonego życia przez matkę. Dlatego piszę ten list, aby ura­tować choć jedno istnienie

ludzkie”.

 

Teresa