Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Trojański koń z Genewy: pod płaszczykiem ochrony dzieci Polska współtworzy aborcyjny precedens

ONZ
ONZ. Fot.: The White House/wikipedia.org

Nikt roz­sąd­ny nie za­py­ta, czy war­to bro­nić dzie­ci przed przy­mu­so­wym za­mąż­pój­ściem. To py­ta­nie nie ist­nie­je, bo od­po­wiedź jest oczy­wi­sta dla każ­de­go. Pro­blem za­czy­na się gdzie in­dziej: przy sto­le ne­go­cja­cyj­nym w Ge­ne­wie, gdzie pod szyl­dem tej oczy­wi­stej spra­wy po­wsta­je do­ku­ment o zu­peł­nie in­nym cię­ża­rze ga­tun­ko­wym, a Pol­ska nie tyl­ko się pod nim pod­pi­su­je, ale współ­two­rzy go od podstaw.

An­to­nio Mel­la­do, dy­rek­tor ds. rzecz­nic­twa ge­new­skie­go biu­ra Glo­bal Cen­ter for Hu­man Ri­ghts, w ko­men­ta­rzu dla In­sty­tu­tu Or­do Iu­ris zwra­ca uwa­gę na fakt, któ­ry ła­two prze­oczyć w na­tło­ku in­for­ma­cji o „wal­ce z mał­żeń­stwa­mi dzie­ci”: Pol­ska fi­gu­ru­je wśród głów­nych au­to­rów tej re­zo­lu­cji. To istot­na róż­ni­ca wzglę­dem sa­me­go gło­so­wa­nia czy po­par­cia go­to­we­go tek­stu. Współ­au­tor­stwo ozna­cza udział w pi­sa­niu, ne­go­cjo­wa­niu i wpro­wa­dza­niu kon­kret­nych sfor­mu­ło­wań. A te sfor­mu­ło­wa­nia, jak do­wo­dzi Mel­la­do, się­ga­ją du­żo da­lej niż ochro­na nie­let­nich przed przy­mu­so­wym mał­żeń­stwem. Do do­ku­men­tu tra­fił ję­zyk do­ty­czą­cy abor­cji, edu­ka­cji sek­su­al­nej i po­li­ty­ki rodzinnej.

Słow­nik, któ­re­go nie znaj­dziesz w pod­ręcz­ni­ku dyplomacji

W ko­ry­ta­rzach ONZ funk­cjo­nu­je wła­sny kod ję­zy­ko­wy. Zwrot „pra­wa i zdro­wie sek­su­al­ne oraz re­pro­duk­cyj­ne” wy­glą­da nie­win­nie, jak de­kla­ra­cja o do­stę­pie do opie­ki me­dycz­nej. W rze­czy­wi­sto­ści to for­mu­ła re­gu­lar­nie wy­ko­rzy­sty­wa­na do roz­sze­rza­nia do­stę­pu do abor­cji i an­ty­kon­cep­cji wśród nie­let­nich oraz pod­wa­ża­nia kra­jo­wych prze­pi­sów chro­nią­cych ży­cie ludz­kie przed narodzeniem.

Po­dob­nie dzia­ła ter­min „kom­plek­so­wa edu­ka­cja sek­su­al­na”. W do­ku­men­tach agend ONZ ozna­cza on na­ucza­nie o toż­sa­mo­ści płcio­wej i orien­ta­cji sek­su­al­nej, pre­zen­to­wa­ne ja­ko nie­zby­wal­ne pra­wo dziec­ka, bez wzglę­du na sta­no­wi­sko ro­dzi­ców. Mię­dzy­na­ro­do­we wy­tycz­ne opra­co­wa­ne przez UNESCO idą w tym kie­run­ku wprost za­le­ca­jąc, by dzie­ci już w wie­ku dzie­wię­ciu lat uczy­ły się, że ich od­czu­wa­na toż­sa­mość płcio­wa mo­że róż­nić się od płci bio­lo­gicz­nej. Co istot­ne, wy­tycz­ne te czę­sto po­mi­ja­ją obo­wią­zek in­for­mo­wa­nia o tym ro­dzi­ców, mi­mo że art. 53 ust. 3 Kon­sty­tu­cji RP jed­no­znacz­nie gwa­ran­tu­je ro­dzi­com pra­wo do wy­cho­wa­nia dzie­ci zgod­nie z wła­sny­mi przekonaniami.

Trze­ci fi­lar te­go słow­ni­ka to „au­to­no­mia cie­le­sna”. Po­ję­cie, któ­re w prak­ty­ce ONZ-owskiej sta­ło się stan­dar­do­wym ar­gu­men­tem na rzecz abor­cji na ży­cze­nie. Do­cho­dzi do te­go po­zor­nie bła­hy szcze­gół: sło­wo „wszyst­kie” w zwro­cie „wszyst­kie ko­bie­ty i dziew­czę­ta”, któ­re w in­ter­pre­ta­cji śro­do­wisk gen­der by­wa roz­cią­ga­ne po­za ka­te­go­rie bio­lo­gicz­ne, oraz nie­pre­cy­zyj­ne okre­śle­nie prze­mo­cy „ze wzglę­du na płeć”, w an­giel­skiej wer­sji ro­bo­czej opar­tej na sło­wie „gen­der”, a nie „sex”. Ten sam me­cha­nizm wi­dzie­li­śmy już przy oka­zji Kon­wen­cji Stam­bul­skiej, gdzie „gen­der” z ory­gi­na­łu za­mie­nio­no w pol­skim tłu­ma­cze­niu na „płeć społeczno-kulturową”.

Dla­cze­go „nie­wią­żą­ce” nie zna­czy „bez znaczenia”

Moż­na by mach­nąć rę­ką: prze­cież re­zo­lu­cje Zgro­ma­dze­nia Ogól­ne­go czy Ra­dy Praw Czło­wie­ka ONZ nie ma­ją mo­cy trak­ta­tu. To praw­da tyl­ko po­ło­wicz­na. Ste­fa­no Gen­na­ri­ni, praw­nik z ame­ry­kań­skie­go Cen­ter for Fa­mi­ly and Hu­man Ri­ghts, wy­ja­śnia w swo­jej ana­li­zie, że sfor­mu­ło­wa­nia po­wta­rza­ne kon­se­kwent­nie z re­zo­lu­cji na re­zo­lu­cję z cza­sem za­czy­na­ją funk­cjo­no­wać ja­ko nor­my zwy­cza­jo­we­go pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go. Prak­tycz­nie rów­nie trwa­łe jak za­pi­sy trak­ta­to­we. Dla­te­go ame­ry­kań­ska dy­plo­ma­cja przy każ­dym kon­tro­wer­syj­nym do­ku­men­cie za­zna­cza, że nie zmie­nia on obo­wią­zu­ją­ce­go sta­nu pra­wa. To nie for­mal­ność, lecz za­bez­pie­cze­nie przed wła­śnie ta­kim mechanizmem.

Pań­stwa for­su­ją­ce abor­cję i po­stu­la­ty śro­do­wisk LGBT sto­su­ją tę stra­te­gię me­to­dycz­nie: raz wpro­wa­dzo­ny do re­zo­lu­cji zwrot o „zdro­wiu sek­su­al­nym i re­pro­duk­cyj­nym” póź­niej sta­je się ar­gu­men­tem, że kwe­stio­no­wa­nie go jest już nie­moż­li­we, a agen­dy ONZ za­czy­na­ją go wdra­żać w swo­ich pro­gra­mach ope­ra­cyj­nych ja­ko obej­mu­ją­cy pra­wo do abor­cji. Je­dy­nym re­al­nym ha­mul­cem jest kon­se­kwent­ny, otwar­ty sprze­ciw w dy­plo­ma­tycz­nym żar­go­nie okre­śla­ny ja­ko za­sa­da „trwa­łe­go opo­nen­ta”. Brak ta­kie­go sprze­ci­wu, jak pod­kre­śla Gen­na­ri­ni, jest od­czy­ty­wa­ny ja­ko mil­czą­ca zgoda.

Gra w otwar­te kar­ty, któ­rą pro­wa­dzi się po cichu

Ana­li­za C‑Fam po­ka­zu­je coś jesz­cze bar­dziej nie­po­ko­ją­ce­go: to sa­mi za­chod­ni dy­plo­ma­ci utrzy­mu­ją przy ży­ciu mit o „nie­wią­żą­cym” cha­rak­te­rze ta­kich re­zo­lu­cji, po­nie­waż po­zwa­la im to prze­my­cać za­pi­sy, któ­re we wła­snych kra­jach wy­wo­ła­ły­by po­li­tycz­ną bu­rzę. To wy­god­ne roz­wią­za­nie dla rzą­dów, któ­re chcą wpro­wa­dzić zmia­ny nie­ma­ją­ce po­par­cia spo­łecz­ne­go w kra­ju i za­miast prze­ko­ny­wać wy­bor­ców wprost, for­su­ją je na fo­rum mię­dzy­na­ro­do­wym, że­by po la­tach roz­ło­żyć rę­ce i po­wie­dzieć: to nie na­sza de­cy­zja, to mię­dzy­na­ro­do­we zobowiązanie.

Mel­la­do for­mu­łu­je to pre­cy­zyj­nie: je­śli pol­scy dy­plo­ma­ci sa­mi uczest­ni­czy­li w pi­sa­niu tych za­pi­sów, nie­uczci­we by­ło­by póź­niej twier­dze­nie, że pre­sja spa­dła zni­kąd. Współ­two­rze­nie re­zo­lu­cji to ini­cjo­wa­nie pro­jek­tu, ne­go­cjo­wa­nie tre­ści i wpro­wa­dza­nie go pod ob­ra­dy. To akt po­li­tycz­ny z re­al­ny­mi, od­le­gły­mi w cza­sie skut­ka­mi praw­ny­mi. Od­po­wie­dzial­ność po­wsta­je w mo­men­cie zło­że­nia pod­pi­su, nie do­pie­ro wte­dy, gdy na­dej­dzie ra­chu­nek za de­cy­zje, któ­re w mię­dzy­cza­sie mo­że już roz­li­czać zu­peł­nie in­ny rząd.

Pre­ce­dens sprzed lat

Spra­wie­dli­wie trze­ba przy­znać, że pro­blem nie za­czął się wraz z obec­ną eki­pą rzą­dzą­cą. We wrze­śniu 2022 ro­ku, jesz­cze za rzą­dów Zjed­no­czo­nej Pra­wi­cy, Zgro­ma­dze­nie Ogól­ne ONZ przy­ję­ło re­zo­lu­cję do­ty­czą­cą po­mo­cy ofia­rom prze­mo­cy sek­su­al­nej, w któ­rej abor­cję po­trak­to­wa­no ja­ko pra­wo czło­wie­ka, przy współ­udzia­le Pol­ski. Kie­dy Ni­ge­ria, po­pie­ra­na przez po­nad trzy­dzie­ści in­nych de­le­ga­cji, za­pro­po­no­wa­ła po­praw­ki usu­wa­ją­ce ten ję­zyk, Pol­ska ich nie po­par­ła, do­sto­so­wu­jąc się do wspól­ne­go sta­no­wi­ska Unii Eu­ro­pej­skiej, przed­sta­wio­ne­go przez am­ba­sa­do­ra Czech.

Ów­cze­sny sta­ły przed­sta­wi­ciel RP przy ONZ, Krzysz­tof Szczer­ski, za­pew­niał wów­czas pu­blicz­nie, że pol­ska de­le­ga­cja nie po­par­ła tre­ści re­zo­lu­cji. Od­po­wiedź pre­ze­sa Or­do Iu­ris Je­rze­go Kwa­śniew­skie­go by­ła rze­czo­wa: Pol­ska znaj­do­wa­ła się wśród pro­jek­to­daw­ców do­ku­men­tu, w jej imie­niu (bez sprze­ci­wu) głos za­brał przed­sta­wi­ciel UE, a nie­uczest­ni­cze­nie w gło­so­wa­niu nad po­praw­ka­mi Ni­ge­rii spro­wa­dza­ło się do bra­ku sprze­ci­wu wo­bec za­pi­sów, w któ­rych abor­cję i pi­guł­ki „po” za­kla­sy­fi­ko­wa­no ja­ko ele­ment praw czło­wie­ka. In­sty­tut Or­do Iu­ris ape­lo­wał wcze­śniej pi­sem­nie do pre­zy­den­ta RP i sta­łe­go przed­sta­wi­cie­la o za­ję­cie sta­no­wi­ska sprze­ci­wu, bez skutku.

Róż­ni­ca, któ­ra ma znaczenie

Mię­dzy tam­tą sy­tu­acją a obec­ną jest jed­nak istot­na róż­ni­ca ja­ko­ścio­wa. Po­przed­ni rząd przy­naj­mniej czuł po­trze­bę tłu­ma­cze­nia się przed opi­nią pu­blicz­ną i uni­kał jaw­ne­go fir­mo­wa­nia abor­cyj­ne­go słow­nic­twa. Na­wet je­śli w prak­ty­ce dzia­łał nie­kon­se­kwent­nie. Obec­ny rząd po­szedł o krok da­lej: Pol­ska prze­sta­ła być bier­nym uczest­ni­kiem pro­ce­su, któ­ry się „nie sprze­ci­wia”, a sta­ła się współ­au­to­rem do­ku­men­tu wpro­wa­dza­ją­ce­go do mię­dzy­na­ro­do­we­go obie­gu praw­ne­go abor­cję, wszech­stron­ną edu­ka­cję sek­su­al­ną i ter­mi­no­lo­gię gen­der pod przy­kryw­ką ochro­ny nie­let­nich przed przy­mu­so­wym małżeństwem.

Moż­na się spo­dzie­wać, że gdy w Pol­sce na­ro­śnie sprze­ciw wo­bec for­so­wa­nia abor­cji na ży­cze­nie czy obo­wiąz­ko­wej edu­ka­cji sek­su­al­nej opar­tej na wy­tycz­nych UNESCO i WHO, usły­szy­my zna­jo­me tłu­ma­cze­nie o „mię­dzy­na­ro­do­wych stan­dar­dach” i „zo­bo­wią­za­niach, któ­rych nie da się cof­nąć”. Róż­ni­ca po­le­ga na tym, że te zo­bo­wią­za­nia po­wsta­ną na ba­zie do­ku­men­tu, któ­ry pol­ski rząd sam współ­two­rzył bez de­ba­ty par­la­men­tar­nej, bez kon­sul­ta­cji spo­łecz­nych, bez jed­ne­go py­ta­nia skie­ro­wa­ne­go do obywateli.

Co da­lej ?

Za­an­ga­żo­wa­nie Pol­ski w wal­kę z mał­żeń­stwa­mi dzie­ci jest jak naj­bar­dziej uza­sad­nio­ne, pod wa­run­kiem że cho­dzi o czy­sty, jed­no­znacz­ny do­ku­ment, któ­ry po­tę­pia przy­mus i chro­ni ofia­ry, bez do­łą­czo­ne­go przy oka­zji ba­ga­żu ide­olo­gicz­ne­go. Szczyt­ny cel nie uspra­wie­dli­wia wpro­wa­dza­nia tyl­ny­mi drzwia­mi za­pi­sów, któ­rych nikt w kra­ju nie miał szan­sy oce­nić. Mil­cze­nie wo­bec te­go, co dzie­je się te­raz w Ge­ne­wie, ozna­cza zgo­dę na to, by klu­czo­we spo­ry zo­sta­ły roz­strzy­gnię­te po­za ja­ką­kol­wiek de­ba­tą pu­blicz­ną. W sa­lach kon­fe­ren­cyj­nych nad Je­zio­rem Ge­new­skim, do któ­rych zwy­kli oby­wa­te­le nie ma­ją wstępu.

 

jb
Źró­dło: dorzeczy.pl, ordoiuris.pl

 

 

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj