Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Rząd nie zamierza chronić nienarodzonych dzieci

Pigułka
Pigułka

Miał to być pi­lo­taż. Miał się skoń­czyć. Za­miast te­go mi­ni­ster­stwo za­po­wia­da dwa ko­lej­ne la­ta do­stęp­no­ści pi­guł­ki, któ­ra od­bie­ra ży­cie po­czę­te­mu dziec­ku. Bez re­cep­ty. Dla piętnastolatków.

Jak po­da­je Pol­ska Agen­cja Pra­so­wa, Mi­ni­ster­stwo Zdro­wia po­in­for­mo­wa­ło, że „pla­no­wa­ne jest prze­dłu­że­nie pi­lo­ta­żu o dwa la­ta, w nie­zmie­nio­nej for­mie”. Krót­ko, spo­koj­nie, urzę­do­wo. Jak­by cho­dzi­ło o prze­dłu­że­nie pro­gra­mu bez­płat­nych, bez­piecz­nych szcze­pień al­bo do­fi­nan­so­wa­nia ap­tek na wsiach. W rze­czy­wi­sto­ści od­no­si się jed­nak do kwe­stii o zu­peł­nie in­nym cię­ża­rze, sto­so­wa­nia sub­stan­cji mo­gą­cej pro­wa­dzić do za­bi­cia po­czę­te­go dziec­ka jesz­cze przed je­go za­gnież­dże­niem w or­ga­ni­zmie matki.

Kie­dy za­czy­na się człowiek?

Na­uka nie po­zo­sta­wia tu złu­dzeń: ży­cie ludz­kie roz­po­czy­na się od po­czę­cia. Wte­dy ma­my do czy­nie­nia z od­ręb­nym or­ga­ni­zmem, z wła­snym ko­dem ge­ne­tycz­nym, wła­sną toż­sa­mo­ścią bio­lo­gicz­ną, wła­snym nie­po­wta­rzal­nym ży­ciem. Ko­ściół ka­to­lic­ki na­ucza te­go od wie­ków, a współ­cze­sna em­brio­lo­gia je­dy­nie po­twier­dza to, co wia­ra chrze­ści­jań­ska wy­zna­je od za­wsze: każ­de po­czę­te dziec­ko jest czło­wie­kiem i za­słu­gu­je na ochronę.

Tym­cza­sem tzw. pi­guł­ka „dzień po” mo­że dzia­łać m.in. po­przez unie­moż­li­wie­nie za­gnież­dże­nia za­rod­ka czło­wie­ka w bło­nie ślu­zo­wej ma­ci­cy. Ozna­cza to, że w sy­tu­acji, gdy do­szło już do za­płod­nie­nia, dal­szy roz­wój za­rod­ka nie jest możliwy.

„Je­śli po­czę­ło się dziec­ko, to nie bę­dzie mo­gło się za­gnieź­dzić i da­lej roz­wi­jać. A więc to dziec­ko umiera”

– mó­wi dr Mag­da­le­na Szy­mań­ska, ginekolog.

Trud­no o bar­dziej jed­no­znacz­ne stwier­dze­nie ze stro­ny lekarza.

„Usłu­ga far­ma­ceu­tycz­na”. Ję­zyk, któ­ry za­bi­ja po raz drugi

W ma­ju 2024 ro­ku ów­cze­sna mi­ni­ster zdro­wia Iza­be­la Lesz­czy­na wy­da­ła roz­po­rzą­dze­nie wpro­wa­dza­ją­ce pi­lo­ta­żo­wy pro­gram sprze­da­ży pi­guł­ki „dzień po” bez re­cep­ty le­kar­skiej. Pro­gram za­kła­da, że ta­blet­kę mo­że sprze­dać far­ma­ceu­ta i to każ­dej oso­bie, któ­ra ukoń­czy­ła za­le­d­wie 15 lat. Re­cep­ta le­ka­rza nie jest po­trzeb­na. Wy­star­czy far­ma­ceu­ta z ap­te­ki ob­ję­tej pro­gra­mem. Ak­tu­al­nie ta­kich ap­tek jest 1446 na te­re­nie ca­łe­go kraju.

Za­sta­nów­my się przez chwi­lę, co to ozna­cza w prak­ty­ce. Pięt­na­sto­lat­ka to dziec­ko, któ­re sa­mo wy­ma­ga opie­ki i ochro­ny. Mo­że bez wie­dzy ro­dzi­ców, bez kon­sul­ta­cji z le­ka­rzem, bez ja­kiej­kol­wiek re­flek­sji me­dycz­nej, na­być sub­stan­cję o po­ten­cjal­nie wcze­sno­po­ron­nym dzia­ła­niu. I nikt nie mu­si wie­dzieć. Nikt nie mu­si py­tać. Nikt nie mu­si odpowiadać.

A ca­łość na­zy­wa­na jest „usłu­gą far­ma­ceu­tycz­ną” o „pre­wen­cyj­nym i edu­ka­cyj­nym charakterze”.

To wła­śnie ten ję­zyk nie­po­koi naj­bar­dziej. Abor­cja sta­ła się „wy­bo­rem”. Za­bi­cie nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka „pra­wem re­pro­duk­cyj­nym”. A sub­stan­cja mo­gą­ca po­wo­do­wać śmierć po­czę­te­go dziec­ka to te­raz „usłu­ga” i „pre­wen­cja”. Kie­dy sło­wa prze­sta­ją zna­czyć to, co zna­czą i kie­dy mor­der­stwo moż­na opa­ko­wać w biu­ro­kra­tycz­ny eu­fe­mizm, tra­ci­my coś wię­cej niż pre­cy­zję ję­zy­ko­wą. Tra­ci­my zdol­ność do mo­ral­nej oce­ny rzeczywistości.

Za­gro­że­nie nie tyl­ko dla dziecka

War­to też pa­mię­tać, bo mi­ni­ster­stwo zda­je się o tym nie wspo­mi­nać, że pi­guł­ka „dzień po” nie jest obo­jęt­na dla zdro­wia sa­mej ko­bie­ty. Dr Szy­mań­ska wska­zu­je na ca­ły sze­reg ry­zyk zwią­za­nych z hor­mo­nal­ną an­ty­kon­cep­cją: zwięk­szo­ne ry­zy­ko za­cho­ro­wa­nia na cho­ro­by prze­no­szo­ne dro­gą płcio­wą, ry­zy­ko za­to­ro­wo­ści i nad­mier­nej krze­pli­wo­ści krwi, za­bu­rze­nia go­spo­dar­ki li­pi­do­wej, uda­ry nie­do­krwien­ne mózgu.

Tro­ska o ko­bie­tę? Praw­dzi­wa tro­ska, a nie ta opa­ko­wa­na w po­li­tycz­ny slo­gan po­win­na ozna­czać rze­tel­ną in­for­ma­cję o tych za­gro­że­niach. Po­win­na ozna­czać opie­kę le­kar­ską, roz­mo­wę, to­wa­rzy­sze­nie. Nie sprze­daż ta­blet­ki przez okien­ko ap­tecz­ne pięt­na­sto­lat­ce, któ­ra być mo­że boi się po­wie­dzieć ro­dzi­com, co się wydarzyło.

Dwa la­ta to nie jest koniec

Mi­ni­ster­stwo uza­sad­nia prze­dłu­że­nie pro­gra­mu je­go „po­zy­tyw­ną oce­ną”. Nie wie­my, na pod­sta­wie ja­kich kry­te­riów ta oce­na zo­sta­ła wy­sta­wio­na. Nie wie­my, ile ra­zy w cią­gu ostat­nich mie­się­cy pi­guł­ka za­trzy­ma­ła ży­cie ludz­kie, któ­re wła­śnie za­czę­ło się roz­wi­jać. Ta­kich da­nych nikt nie zbie­ra, bo nikt nie chce ich znać.

Ale my chce­my wie­dzieć. I chce­my mówić.

Każ­de po­czę­te dziec­ko ma pra­wo do ży­cia, nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści swo­je­go po­czę­cia, nie­za­leż­nie od pla­nów ro­dzi­ców, nie­za­leż­nie od te­go, jak bar­dzo wy­god­ne by­ło­by je­go nie­ist­nie­nie. God­ność ludz­ka nie jest wa­run­ko­wa. Nie za­czy­na się od wy­bra­ne­go przez ko­goś ty­go­dnia cią­ży ani od de­cy­zji far­ma­ceu­ty za la­dą apteki.

Za­czy­na się od po­czę­cia. I trwa aż do na­tu­ral­nej śmierci.

To nie jest po­gląd re­li­gij­ny, któ­ry moż­na zba­ga­te­li­zo­wać ja­ko „na­rzu­ca­nie wia­ry”. To jest fun­da­ment cy­wi­li­za­cji, bez któ­re­go żad­ne spo­łe­czeń­stwo nie jest w sta­nie dłu­go przetrwać.

 

jb

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj