„Jak lot w kosmos”
Choć przy dwójce dzieci z niepełnosprawnościami wyzwań jest dwa razy więcej, to w takim domu jest także podwójny, kosmiczny wręcz ładunek miłości.
Asia i Dawid są bliźniętami, mają jedenaście lat. Urodzili się przedwcześnie, bo w trzydziestym tygodniu ciąży. – Wojtek i ja bardzo pragnęliśmy mieć dzieci, staraliśmy się o nie dziesięć lat. Przeszłam kilka operacji, w tym usuwanie mięśniaków i torbieli z macicy. Brzuch miałam pokiereszowany od tych wszystkich zabiegów – mówi Jowita, mama bliźniąt. – W pewnym momencie już przestaliśmy się starać, bo lekarz nie dawał nadziei na to, że po tylu operacjach i problemach jest możliwe poczęcie dziecka. Powiedział, że moja ciąża jest możliwa tak samo jak jego lot w kosmos. Kiedy więc przestałam miesiączkować, byłam przekonana, że zaczynam menopauzę. A tu taka niespodzianka i ogromna radość. Ciąża, i to w dodatku bliźniacza! – wspomina kobieta.
„Zbywano nas”
– W trzydziestym tygodniu ciąży zaczęłam tracić wody płodowe. Pojechaliśmy z mężem na SOR, w kolejce czekaliśmy kilka godzin. Najpierw zbadał mnie jeden lekarz, potem drugi. I po tym drugim badaniu zaczęła się akcja porodowa. Natychmiast zadecydowano o cięciu cesarskim. Asia urodziła się z masą 1550 gramów, Dawid ważył 1500 gramów i od początku walczył o każdy oddech. Nie mogłam zostać w szpitalu z dziećmi, więc codziennie, przez ponad dwa miesiące, do nich dojeżdżałam. Ponad sto kilometrów w jedną stronę.
Dzieci miały dziewięć tygodni, kiedy lekarze w końcu powiedzieli, że Asia miała wylew, że przeszła sepsę, a jej płuca się zapadły. – Mówiono nam, że córka będzie roślinką i że musimy nastawić się „na wszystko”. Tak naprawdę o tym, jak dzieci sobie radzą, dowiadywaliśmy się przypadkiem, choć przecież ja byłam w szpitalu każdego dnia – mówi Jowita. – Nie wspominali też o tym, że Asię reanimowali. O wielu rzeczach nam nie mówiono, zbywano nas. To był straszny czas – dodaje.
Rehabilitacja albo wózek
Dzieci mają orzeczenia o niepełnosprawności. Asi przyznano do szesnastego roku życia, a Dawidowi, póki co, na okres kolejnych trzech lat. U bliźniąt zdiagnozowano między innymi mózgowe porażenie dziecięce. – Dawid dodatkowo urodził się z niezrośniętą przegrodą w serduszku, miał niewielką dziurkę. Groziła mu operacja, ale gdy miał dwa i pół roku, ta dziurka się zrosła, na całe szczęście. Dzięki temu nie musimy już myśleć o wizytach u kardiologa. Ale syn, podobnie jak i córka, potrzebuje rehabilitacji funkcjonalnej – wyjaśnia Jowita.
– Dawid ma teraz stan przedskoliotyczny. Powinien też chodzić na basen, żeby wzmocnić przede wszystkim mięśnie grzbietu. Przez pewien czas nawet jeździliśmy z nim na pływalnię, ale ciągle łapał jakieś infekcje. Musieliśmy z tego zrezygnować – mówi mama bliźniąt. Z kolei Asia od drugiego roku życia jeździ na botulinoterapię. – To się wiązało z dziesiątkami wizyt w Rzeszowie i Krakowie. Teraz jeździmy do Radziszowa. Konsultowaliśmy ją także w Katowicach i w Łodzi… Oprócz tego jeździmy na turnusy rehabilitacyjne z lokomatami, żeby usprawnić jej chód – wyjaśnia Jowita. – Dzięki wsparciu z waszego stowarzyszenia możemy opłacić prywatną rehabilitację. Bez niej Asia przestanie chodzić i będzie musiała korzystać z wózka inwalidzkiego. Jesteśmy wdzięczni za to, że nam pomagacie – mówi wyraźnie wzruszona.
Brakuje wrażliwości
Niestety Jowita i Wojtek boleśnie się przekonali, że nie wszyscy rozumieją potrzeby ich dzieci. – Kiedyś na przykład czekała nas wyprawa do Warszawy. Od nas to ponad czterysta kilometrów. Musieliśmy więc wyjechać dzień wcześniej, żeby być rano w szpitalu. I choć szef Wojtka wiedział, że przed nim długa podróż, zarzucił go pracą i mąż wyszedł z biura dopiero po zmroku – mówi kobieta. – Ja z kolei toczę walki z dyrekcją szkoły i niektórymi nauczycielami. Podam jeden przykład: uruchomienie windy. Wiedziałam, że gdy dzieci pójdą do czwartej klasy, będą miały lekcje w różnych salach. Przez rok zgłaszałam to, że Asia tej windy po prostu potrzebuje. Wiedział o tym dyrektor, burmistrz, kuratorium i wszyscy święci. Jeszcze w sierpniu zapewniano mnie, że wszystko będzie jak należy. I co się okazało? Pierwszego września winda… była nieczynna – wyznaje Jowita.
Pośmiewiska
Kiedy Jowita wysłała do naszego Stowarzyszenia wniosek o wsparcie z Funduszu Dziecka Chorego, do kompletu dokumentów dołączyła poruszający list. Pisała w nim, że dzieci są pośmiewiskiem w klasie. – Ciągle muszą coś udowadniać. Są w normie intelektualnej, a jednak naciskano na nas, żebyśmy zapisali je do szkoły specjalnej. Na zajęcia pozalekcyjne też nie mogą chodzić, bo nie ma wtedy nauczycieli wspomagających. A przecież moje dzieci także chcą korzystać z różnych kółek zainteresowań i mają do tego prawo – mówi Jowita. – Wiele razy robiono mi złośliwe uwagi, gdy czekałam na Asię i Dawida na korytarzu w szkole. Znosiłam to przez ostatnie trzy lata. Czasem się zastanawiam, ile jeszcze udźwigniemy – dodaje ze smutkiem. – Często powtarzam dzieciom, że jesteśmy z nich dumni. Wiem, że muszą wiele znosić. Tłumaczę im, że ludzie są różni i nie zawsze chcą dla nich dobrze – opowiada Jowita. – Podkreślam, że mają się dobrze uczyć, że nie są gorsi od innych, że ich niepełnosprawność nie jest ich winą czy karą za coś – mówi kobieta.
Asia jest bardzo dobra z angielskiego i matematyki. Lubi się uczyć, jest dokładna. Dawid z kolei potrafi myśleć abstrakcyjnie, ma też talent do języka polskiego. – Syn pisze piękne wypracowania, ma bogatą wyobraźnię. To chyba dlatego, że przeczytaliśmy razem dziesiątki, jeśli nie setki książek. Ostatnio nawet przyniósł szóstkę z opowiadania o Akademii Pana Kleksa – mówi z radością Jowita. – Każde z dzieci ma inne talenty, ale też inne potrzeby. Gdy przychodzi czas odrabiania lekcji, siadam sobie na schodach naprzeciw ich pokoi i po prostu podchodzę raz do Asi, raz do Dawida – tłumaczy.
„Wstydziłam się”
– Przez pierwszych osiem lat życia dzieci każda złotówka była wydawana na ich leczenie i rehabilitację. Nie zajmowaliśmy się domem, bo na nic innego nie mieliśmy czasu i pieniędzy – mówi pani Jowita. – Mąż pracuje w państwowej placówce, ja pracowałam w sklepie. Większość okolicznych mieszkańców nas zna. Wieść o tym, że nasze dzieci są chore, szybko się rozeszła. A mimo to przez wiele lat nie okazywałam tego, że jest nam trudno. Starałam się pokazywać, że ze wszystkim sobie radzę. I nigdy nie prosiłam o wsparcie. Wstydziłam się – mówi cicho. Jednak szybko ożywia się i dodaje: – Ale te wszystkie trudności przetrwamy, bo przecież kochamy dzieci nad życie. Bóg uczynił nas rodzicami, Jemu niech będzie chwała.
Imiona naszych podopiecznych zostały zmienione.
Kropla w morzu
Może się wydawać, że 1,5% podatku to kropla w morzu potrzeb. Rodziny, które otaczamy finansową opieką Stowarzyszenia, każdego dnia informują nas o dziesiątkach tysięcy wydanych na wózki inwalidzkie, ortezy, godziny rehabilitacji, terapii, niezbędne procedury medyczne czy leki. Czym jest więc moje lub Twoje 1,5%?
Jest siłą.
Siłą wielu wpłat, dzięki którym sprawiamy, że koszty ponoszone z tytułu niepełnosprawności w wielu rodzinach realnie stają się mniejsze. Bo może i 1,5% to niewiele, jednak pomnożony dzięki hojności tak wielu z Was staje się siłą, która niesie ulgę, oddech i spokój w walce o lepsze jutro chorych dzieci.
1,5% to deklaracja, że każde życie ma wartość.
W imieniu setek rodzin, które skorzystały z naszej-Waszej pomocy, składam Wam podziękowania i zapewnienia, że Wasze pieniądze nie idą na marne.
Wojciech Zięba
prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka
Jak przekazać 1,5% podatku dochodowego?
- W odpowiedniej rubryce PIT‑u należy podać numer KRS naszego Stowarzyszenia: 0000140437,
- należy podać wysokość 1,5% obliczonego podatku,
- zachęcamy, aby wyrazić zgodę na przekazanie Stowarzyszeniu swoich danych, byśmy mogli potwierdzić otrzymanie darowizny.
1,5% podatku dla Stowarzyszenia można przekazać, korzystając z rozliczenia rocznego przygotowanego przez Ministerstwo Finansów na stronie www.podatki.gov.pl/pit/ w usłudze „Twój e‑PIT” wpisując nasz numer KRS 0000140437.


