Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

VI „Tydzień modlitw o ochronę życia” (2026)

Rodzice z noworodkiem
Rodzice z noworodkiem. Fot.: unsplash.com/kelly sikkema
VI „Tydzień modlitw o ochronę życia”! (2026)

Do­łącz do mo­dli­twy za ży­cie. Za­pisz się by otrzy­my­wać in­for­ma­cje o przy­go­to­wa­niach i jak włą­czyć się w pro­mo­cję Ty­go­dnia Mo­dlitw o Ochro­nę Życia.

Ty­dzień Mo­dlitw o Ochro­nę Ży­cia to czas szcze­gól­nej re­flek­sji, oka­zja do wspól­nej mo­dli­twy i du­cho­we­go umoc­nie­nia dla wszyst­kich, któ­rzy sto­ją na stra­ży god­no­ści ludz­kie­go ży­cia od po­czę­cia aż do na­tu­ral­nej śmier­ci. W dzi­siej­szych re­aliach, gdy tak czę­sto kwe­stio­nu­je się tak pod­sta­wo­we war­to­ści, na­sza tro­ska o naj­słab­szych jest wy­ra­zem mi­ło­ści bliź­nie­go i wier­no­ści Ewangelii.

„Z Ma­ry­ją i Jó­ze­fem bro­ni­my ży­cia” – te­go­rocz­ne ha­sło Ty­go­dnia Mo­dlitw – kie­ru­je na­sze my­śli w stro­nę ro­dzin. Chce­my pro­sić dla nich o od­wa­gę da­wa­nia świa­dec­twa w świe­cie, któ­ry czę­sto de­pre­cjo­nu­je war­tość ludz­kie­go ży­cia. Naj­święt­sza Ma­ry­ja Pan­na, któ­ra z od­wa­gą przy­ję­ła ży­cie Zba­wi­cie­la w swo­im ło­nie, i Świę­ty Jó­zef, Opie­kun Sy­na Bo­że­go, są dla nas wzo­rem tro­ski o dru­gie­go czło­wie­ka, zwłasz­cza te­go naj­bar­dziej bez­bron­ne­go. Ich po­sta­wa przy­po­mi­na, że nie jest je­dy­nie ja­kąś bli­żej nie­okre­ślo­ną ideą, a kon­kret­ną po­sta­wą służ­by, u pod­staw któ­rej le­ży ewan­ge­licz­na mi­łość bliźniego.

W stycz­niu te­go ro­ku Oj­ciec Świę­ty Le­on XIV po raz ko­lej­ny pod­niósł te­mat god­no­ści ludz­kie­go ży­cia i spo­łecz­nej ro­li ro­dzi­ny. W swo­im prze­mó­wie­niu do kor­pu­su dy­plo­ma­tycz­ne­go akre­dy­to­wa­ne­go przy Sto­li­cy Apo­stol­skiej przy­po­mniał, że „po­wo­ła­nie do mi­ło­ści i do ży­cia, któ­re prze­ja­wia się w istot­ny spo­sób w wy­łącz­nym i nie­ro­ze­rwal­nym związ­ku mię­dzy ko­bie­tą i męż­czy­zną, wią­że się z fun­da­men­tal­nym im­pe­ra­ty­wem etycz­nym, aby umoż­li­wić ro­dzi­nom przy­ję­cie nie­na­ro­dzo­ne­go ży­cia i peł­ną nad nim opie­kę”. Tym sa­mym pod­kre­ślił, że tro­ska o ro­dzi­ny jest ni­czym in­nym, jak tro­ską o społeczeństwa.

Le­on XIV od­niósł się tak­że do zła abor­cji. „Ka­te­go­rycz­nie od­rzu­ca­my wszel­kie prak­ty­ki, któ­re za­prze­cza­ją po­cząt­ko­wi ży­cia lub wy­ko­rzy­stu­ją je­go roz­wój. Wśród nich znaj­du­je się , któ­ra prze­ry­wa roz­wi­ja­ją­ce się ży­cie i od­rzu­ca przy­ję­cie da­ru ży­cia” – mó­wił Oj­ciec Świę­ty. I do­dał: „W tym wzglę­dzie Sto­li­ca Apo­stol­ska wy­ra­ża głę­bo­kie za­nie­po­ko­je­nie pro­jek­ta­mi ma­ją­cy­mi na ce­lu fi­nan­so­wa­nie mo­bil­no­ści trans­gra­nicz­nej w ce­lu uzy­ska­nia do­stę­pu do tak zwa­ne­go «pra­wa do bez­piecz­nej aborcji»”.

Pa­pież zwró­cił uwa­gę na pro­blem wy­ko­rzy­sty­wa­nia fi­nan­sów pu­blicz­nych do te­go, by opła­cać pro­ce­der za­bi­ja­nia nie­na­ro­dzo­nych. Pod­kre­ślił, że świat mu­si dą­żyć do te­go, by ży­cie po­czę­te wspie­rać, a nie uni­ce­stwiać. „Głów­nym ce­lem mu­si po­zo­stać ochro­na każ­de­go nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka oraz sku­tecz­ne i kon­kret­ne wspar­cie każ­dej ko­bie­ty, aby mo­gła ona przy­jąć ży­cie” – mó­wił Le­on XIV.

Niech te­go­rocz­ny Ty­dzień Mo­dlitw o Ochro­nę Ży­cia bę­dzie więc dla nas cza­sem po­głę­bio­nej re­flek­sji nad sło­wa­mi Oj­ca Świę­te­go, oka­zją do od­no­wy za­an­ga­żo­wa­nia w dzie­ło obro­ny ży­cia i szan­są na da­wa­nie świa­dec­twa mi­ło­ści wo­bec tych, któ­rzy sa­mi nie po­tra­fią się obro­nić. Niech Ma­ry­ja i Jó­zef sta­ną się na­szy­mi prze­wod­ni­ka­mi i orę­dow­ni­ka­mi na pięk­nej, ale wy­ma­ga­ją­cej dro­dze służby.

Ser­decz­nie za­pra­sza­my do wzię­cia udzia­łu w VI Ty­go­dniu Mo­dlitw o Ochro­nę Ży­cia. Roz­pocz­nie się 19 mar­ca br., w uro­czy­stość Św. Jó­ze­fa i po­trwa do 25 mar­ca br., uro­czy­sto­ści Zwia­sto­wa­nia Pań­skie­go – Dnia Świę­to­ści Życia.

Za­chę­ca­my, aby za­mó­wić bez­płat­ne mo­dli­tew­ni­ki-bro­szu­ry i za­pro­sić do wspól­nej mo­dli­twy człon­ków ro­dzi­ny, przy­ja­ciół, zna­jo­mych ze wspólnot.

Za­mów bez­płat­ne bro­szu­ry
na Ty­dzień Mo­dlitw o Ochro­nę Życia!
 
Za­ma­wiam bez­płat­ne bro­szu­ry o „Ty­go­dniu mo­dlitw o ochro­nę ży­cia”. W przy­pad­ku więk­szej licz­by eg­zem­pla­rzy, pro­si­my o kon­takt te­le­fo­nicz­ny: 12 421–08-43.

:

Bro­szu­ra A5 – e‑wydanie

Bro­szu­ra A5 do druku

Pla­kat A3 PDF

Pla­kat A3 JPG

Ban­ner poziomy

Ban­ner pionowy

Za ro­dzi­ców i wy­cho­waw­ców – o przy­ję­cie każ­de­go dziec­ka z mi­ło­ścią, mą­dre na­śla­do­wa­nie Świę­tej Ro­dzi­ny z Na­za­re­tu: Ma­ryi i Jó­ze­fa − oraz o go­to­wość szu­ka­nia u Nich ra­dy w trud­no­ściach wychowawczych.

By­cie ro­dzi­cem − oj­cem, mat­ką − to spra­wa wiel­kiej wa­gi. Za­rów­no przy­ję­cie no­we­go ży­cia, jak i po­pro­wa­dze­nie dziec­ka ścież­ka­mi świa­ta, aby doj­rze­wa­ło i czy­ni­ło po­stę­py w ludz­kiej i nad­przy­ro­dzo­nej mą­dro­ści, nie są ła­twy­mi za­da­nia­mi. Tu nic nie „zro­bi się sa­mo”, „spon­ta­nicz­nie”, „tak ja­koś”, „po pro­stu”. Ro­dzi­ciel­stwo wy­ma­ga za­an­ga­żo­wa­nia – to trud i ofia­ra, ale jesz­cze bar­dziej: pięk­no miłości.

Czy Ma­ry­ja i Jó­zef zma­ga­li się z trud­no­ścia­mi wy­cho­waw­czy­mi? Nie, ale to nie zna­czy, że by­cie ro­dzi­ca­mi by­ło dla nich ła­twe. Po przy­to­cze­niu pro­ro­czej wy­po­wie­dzi Sy­me­ona o ma­łym Je­zu­sie Ewan­ge­li­sta Łu­kasz za­no­to­wał: „A Je­go oj­ciec i Mat­ka dzi­wi­li się te­mu, co o Nim mó­wio­no” (Łk 2, 33). Gdy z ko­lei po trzech dniach po­szu­ki­wań Ma­ry­ja i Jó­zef od­na­leź­li 12-let­nie­go Je­zu­sa w świą­ty­ni i usły­sze­li: „Cze­mu­ście Mnie szu­ka­li? Czy nie wie­dzie­li­ście, że po­wi­nie­nem być w tym, co na­le­ży do me­go Oj­ca?” (Łk 2, 49), nie zro­zu­mie­li tej odpowiedzi.

Już wte­dy, gdy Je­zus był ma­łym dziec­kiem, Ma­ry­ja i Jó­zef no­si­li w ser­cach py­ta­nia bez od­po­wie­dzi. Jed­nak choć za­my­sły Bo­że w du­żej mie­rze by­ły przed ni­mi za­kry­te, nie żą­da­li od Bo­ga uza­sad­nień dla te­go, co się dzia­ło. Po pro­stu szli za Nim. Z uf­no­ścią. Krok za kro­kiem − i da­lej, aż wy­peł­ni się Bo­ży plan. Gdy bez­gra­nicz­ne za­ufa­nie Bo­gu mie­sza­ło w nich się ze zdu­mie­niem, wie­dzie­li to, co naj­waż­niej­sze: że nic nad mi­łość i nic prócz miłości.

Sko­ro Jó­zef i Ma­ry­ja – tak bar­dzo świę­ci i wy­bra­ni do mi­sji zu­peł­nie wy­jąt­ko­wych − nie wszyst­ko wie­dzie­li i ro­zu­mie­li, to tym bar­dziej nie dzi­wi nas, że tak­że w nor­mal­nym ży­ciu trud ro­dzi­ciel­skiej tro­ski na­po­ty­ka na py­ta­nia, na któ­re trud­no od­na­leźć od­po­wiedź. Dru­gi czło­wiek, na­wet ten naj­bliż­szy, po­zo­sta­je dla nas ta­jem­ni­cą. Tym bar­dziej jest dla nas ta­jem­ni­cą Bo­ży za­miar wo­bec nie­go. Tym wię­cej po­trze­ba, by po­śród spraw ma­łych i wiel­kich, do­cze­snych i du­cho­wych, ża­den ro­dzic nie po­prze­sta­wał wy­łącz­nie na swo­ich wła­snych „me­to­dach” czy „in­tu­icjach” wy­cho­waw­czych, ale szu­kał świa­tła praw­dy i mi­ło­ści u Te­go, któ­ry „Je­den tyl­ko jest Do­bry” (por. Mt 19, 17).

Pro­śmy dzi­siaj za ro­dzi­ców i wy­cho­waw­ców – aby każ­de dziec­ko przyj­mo­wa­li z mi­ło­ścią i mą­drze pro­wa­dzi­li je po Bo­żych dro­gach; i aby w tym tru­dzie otwar­ci by­li na Bo­że na­tchnie­nia, tak bar­dzo po­trzeb­ne, gdy z bli­ska do­ty­ka się ta­jem­ni­cy dru­gie­go człowieka.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

Za i mło­dzież – o do­bre ży­cio­we de­cy­zje, wier­ność chrze­ści­jań­skim war­to­ściom i umie­jęt­ność od­róż­nia­nia praw­dy, do­bra i pięk­na od te­go, co jest ich zaprzeczeniem.

Mó­wił kie­dyś św. Jan Pa­weł II do mło­dzie­ży: „Pa­mię­tam, że kie­dy by­łem mło­dy, tak jak wy, i czy­ta­łem Ewan­ge­lię, to dla mnie naj­sil­niej­szym ar­gu­men­tem za praw­dzi­wo­ścią te­go, co czy­tam, by­ło to, że tam nie ma żad­nej ta­niej obiet­ni­cy”. Zwy­kle to, co naj­pięk­niej­sze i naj­bar­dziej war­to­ścio­we, wy­ma­ga naj­wię­cej wy­sił­ku. Doj­rza­ły, ufor­mo­wa­ny czło­wiek, z ba­ga­żem ży­cio­we­go do­świad­cze­nia, do­brze to ro­zu­mie. Mło­dy czło­wiek po­trze­bu­je po­mo­cy, aby stop­nio­wo od­kryć tę nie­ła­twą prawdę.

Świat ja­ko su­per­mar­ket ta­nich przy­jem­no­ści ku­si złud­ną wi­zją pseu­dosz­czę­ścia. Co ma być je­go źró­dłem? Szyb­kie, in­ten­syw­ne, zmy­sło­we ży­cie zgod­ne z ide­olo­gią na­tych­mia­sto­wo­ści: po co się tru­dzić, for­mo­wać, cze­kać, do­ra­stać, sko­ro nie­mal wszyst­ko moż­na mieć już, te­raz, na­tych­miast? Wie­lu mło­dych lu­dzi ule­ga po­ku­sie się­ga­nia po to, co jest na wy­cią­gnię­cie rę­ki. I cza­sa­mi pła­ci za to wy­so­ką cenę.

Z dru­giej jed­nak stro­ny w wie­lu mło­dych ser­cach jest pra­gnie­nie cze­goś wiel­kie­go i pięk­ne­go. Na­si mło­dzi przy­ja­cie­le pra­gną praw­dy. Nie cier­pią ob­łu­dy i nie chcą być oszu­ki­wa­ny­mi. Od­kry­wa­ją – jak św. Au­gu­styn – że „nie­spo­koj­ne jest ludz­kie , do­pó­ki nie spo­cznie w Bo­gu”. Nie prze­ra­ża ich trud ewan­ge­licz­nych wy­ma­gań − o ile tyl­ko spo­tka­ją na swej dro­dze do­brych prze­wod­ni­ków. Mo­gą być ni­mi lu­dzie o ser­cach sil­nych i czu­łych za­ra­zem, któ­rzy po­ka­żą, że na­uka Je­zu­sa, tak bar­dzo nie­przy­sta­ją­ca do ocze­ki­wań świa­ta, nie jest tyl­ko po to, aby ją gło­sić, ale że praw­dzi­wie moż­na nią żyć. Au­ten­tycz­ny­mi świad­ka­mi dla mło­de­go po­ko­le­nia mo­gą być mał­żon­ko­wie, ka­pła­ni, sio­stry za­kon­ne, oso­by ży­ją­ce sa­mot­nie – sło­wem: wszy­scy, któ­rzy ży­ją swym po­wo­ła­niem na 100% i ma­ją przy tym po­kój i ra­dość – ta­ką ra­dość i ta­ki po­kój, ja­kich świat dać nie mo­że. Świa­dec­two ta­kich lu­dzi – ko­biet i męż­czyzn, któ­rzy ko­cha­ją mą­drze i wier­nie – jest dla mło­dych jak świa­tło, któ­re po­ma­ga od­na­leźć dro­gę. A szcze­gól­nie po­trzeb­ne i cen­ne dla mło­de­go po­ko­le­nia są dziś przy­kła­dy dziel­nych i de­li­kat­nych, mą­drych i skrom­nych ko­biet, któ­re ufa­ją – jak Ma­ry­ja – że każ­de „tak” wy­po­wie­dzia­ne Bo­gu przy­no­si świa­tu życie.

Pro­śmy dziś za dzie­ci i mło­dzież − aby spo­ty­ka­li na swo­jej dro­dze au­ten­tycz­nych świad­ków Chry­stu­sa. Pro­śmy też, by­śmy sa­mi by­li dla mło­de­go po­ko­le­nia wia­ry­god­ny­mi świad­ka­mi war­to­ści, o któ­rych mówimy.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

Za mat­ki i oj­ców spo­dzie­wa­ją­cych się na­ro­dzin dziec­ka – o przy­ję­cie go z mi­ło­ścią tak­że wte­dy, gdy z ludz­kie­go punk­tu wi­dze­nia wy­da­je się, że po­ja­wi­ło się nie w porę.

Żad­na w hi­sto­rii świa­ta nie by­ła tak bar­dzo nie­pla­no­wa­na jak cią­ża Ma­ryi. Na­wet Ona sa­ma, po­mi­mo swo­jej cał­ko­wi­tej nie­ska­zi­tel­no­ści, nie ro­zu­mia­ła, jak za­mysł Bo­ga mógł się zi­ścić: „Jak­że się to sta­nie, sko­ro nie znam mę­ża?” − py­ta (Łk 1, 34). Ale po­mi­mo zdzi­wie­nia i nie­zro­zu­mie­nia od­po­wia­da Ga­brie­lo­wi: „Niech się tak sta­nie” (por. Łk 1, 38). Te sło­wa nie wy­ra­ża­ją re­zy­gna­cji, bier­ne­go pod­da­nia się te­mu, co nie­unik­nio­ne, ale żar­li­we pra­gnie­nie, by wy­peł­nić wo­lę Boga.

Pa­trząc po ludz­ku, Bo­ży plan nie był dla Ma­ryi ła­twy. Nie­któ­rzy twier­dzą, że zło­ży­ła Ona wcze­śniej ślub dzie­wic­twa; in­ni przy­pusz­cza­ją, że za­mie­rza­ła pro­wa­dzić z Jó­ze­fem nor­mal­ne ży­cie mał­żeń­skie; nie­za­leż­nie jed­nak od wszyst­kie­go, Zwia­sto­wa­nie zmie­ni­ło wszyst­ko. A wła­ści­wie pra­wie wszyst­ko – bo na­dal z ca­łych swych sił i z ca­łe­go ser­ca ko­cha­ła Boga.

A Jó­zef? Dla nie­go tym bar­dziej cią­ża Ma­ryi by­ła trud­na do przy­ję­cia. Czy po­dej­rze­wał zdra­dę? Na­wet je­śli tak, to nie prze­stał trosz­czyć się o tę, któ­rą po­ko­chał. Usły­szaw­szy we śnie po­ucze­nie od anio­ła, przy­jął Ma­ry­ję do sie­bie (zob. Mt 1, 20). Wziął na sie­bie wiel­ką od­po­wie­dzial­ność − tak róż­ną od każ­dej, któ­rą sam by dla sie­bie wybrał.

Ma­ry­ja i Jó­zef – dwa czy­ste ser­ca, któ­re wo­bec no­wi­ny prze­kra­cza­ją­cej wszel­kie ich pla­ny i prze­wi­dy­wa­nia za­cho­wu­ją uf­ność Bo­gu i po­dej­mu­ją w peł­ni wiel­ką od­po­wie­dzial­ność, któ­rą On im po­wie­rza. Mo­gą być wzo­rem dla wszyst­kich oj­ców i ma­tek, dla któ­rych wia­do­mość o roz­wi­ja­ją­cym się w mat­czy­nym ło­nie dziec­ku jest po ludz­ku trud­na do przyjęcia.

Wie­le ży­dow­skich ko­biet ma­rzy­ło, by zo­stać mat­ką Me­sja­sza. Po przyj­ściu Zba­wi­cie­la ta­kie ocze­ki­wa­nia są już nie­uza­sad­nio­ne, ale prze­cież ten­że Zba­wi­ciel po­wie­dział: „Kto jed­no z tych dzie­ci przyj­mu­je w imię mo­je, Mnie przyj­mu­je” (Mk 9, 39). Czy za­tem po­dob­ne hi­sto­rie nie wy­da­rza­ją się i dziś? Ow­szem, prze­cież każ­de ma­leń­kie dziec­ko jest po­wie­rzo­ne ro­dzi­com przez sa­me­go Bo­ga. Każ­de jest Je­go darem.

Mó­dl­my się za mat­ki i oj­ców, dla któ­rych przy­ję­cie te­go da­ru nie jest ła­twe − aby wzo­rem Ma­ryi i Jó­ze­fa oto­czy­li bez­bron­ne dziec­ko tro­skli­wą miłością.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

Za le­ka­rzy i far­ma­ceu­tów – o wier­ność za­sa­dom ety­ki chrze­ści­jań­skiej, by swo­ją wie­dzę i do­świad­cze­nie za­wsze wy­ko­rzy­sty­wa­li dla służ­by życiu.

Spo­śród wszyst­kich lu­dzi, któ­rzy po­kło­ni­li się Dzie­ciąt­ku Je­zus, naj­bar­dziej zna­czą­cy­mi po­sta­cia­mi – w ziem­skich ka­te­go­riach – by­li Mę­dr­cy ze Wscho­du. Do­tar­li do Be­tle­jem za gwiaz­dą, któ­ra „za­trzy­ma­ła się nad miej­scem, gdzie by­ło Dzie­cię, we­szli do do­mu i zo­ba­czy­li Dzie­cię z Mat­ką Je­go, Ma­ry­ją; upa­dli na twarz i od­da­li Mu po­kłon” (por. Mt 2, 9–11).

To pięk­na sce­na: gdy ci, któ­rzy w świe­cie coś zna­czą – ucze­ni, my­śli­cie­le, lu­dzie wpły­wu – klę­ka­ją przed Dziec­kiem, któ­re w oczach świa­ta zda­je się nie zna­czyć nic. W Nim jed­nak roz­po­zna­ją praw­dę więk­szą niż wszyst­kie praw­dy, któ­re do­tąd zgłę­bia­li. Mą­drość ludz­ka klę­ka przed Bo­giem, któ­ry jest sa­mą Mą­dro­ścią. To ob­raz każ­de­go au­ten­tycz­ne­go po­szu­ki­wa­nia praw­dy: ro­zum bo­wiem znaj­du­je swo­je speł­nie­nie wte­dy, gdy do­cho­dzi do po­kor­ne­go uzna­nia, że źró­dłem wszel­kiej praw­dy jest Bóg.

Mę­dr­cy sta­ją rów­nież przed Ma­ry­ją − i w Niej, któ­rą na­zy­wa­my Sto­li­cą Mą­dro­ści, mo­gą do­strzec wzór do na­śla­do­wa­nia w ca­łym swo­im ży­ciu. W Ma­ryi mą­drość i czu­łość spo­ty­ka­ją się w do­sko­na­łej har­mo­nii − har­mo­nii, któ­rej tak czę­sto dziś bra­ku­je tam, gdzie prym wio­dą wła­dza i pie­nią­dze. Za­tem w pięk­nej sce­nie Na­ro­dze­nia sła­wie to­wa­rzy­szy skrom­ność, bo­gac­twu – pro­sto­ta, mą­dro­ści książ­ko­wej – ta życiowa.

Dziś my­śli­my o roz­wo­ju na­uki i tech­ni­ki. Nie jest on ce­lem sa­mym w so­bie. Osta­tecz­nie bo­wiem praw­dzi­wy roz­wój czło­wie­ka ma miej­sce wów­czas, gdy wzra­sta on i doj­rze­wa w mi­ło­ści do Bo­ga i bliź­nie­go. Wszyst­ko in­ne ma tej mi­ło­ści słu­żyć lub ją wy­ra­żać. Sens ludz­kich po­szu­ki­wań praw­dy speł­nia się do­pie­ro wte­dy, gdy słu­żą one do­bru czło­wie­ka – gdy po­ma­ga­ją le­czyć, chro­nić i bro­nić ży­cia. Zgod­nie z Bo­żym za­my­słem, któ­ry nie ogra­ni­cza ludz­kie­go ro­zu­mu, lecz go prowadzi.

Pro­śmy dziś za le­ka­rzy, far­ma­ceu­tów i wszyst­kich, któ­rych za­wo­do­wą mi­sją jest tro­ska o ludz­kie ży­cie: aby swo­ją wie­dzę łą­czy­li z mą­dro­ścią ser­ca; aby w świe­cie, w któ­rym na­wet me­dy­cy­na by­wa pod­po­rząd­ko­wa­na lo­gi­ce zy­sku lub ide­olo­gii, po­zo­sta­li wier­ni pra­we­mu su­mie­niu; aby mie­li od­wa­gę sprze­ci­wiać się wszyst­kie­mu, co go­dzi w god­ność czło­wie­ka – od ma­ni­pu­la­cji ge­ne­tycz­nych po eu­ta­na­zję. Niech ich pra­ca sta­nie się zna­kiem tej sa­mej po­ko­ry, z ja­ką Mę­dr­cy ze Wscho­du uklę­kli przed Bo­skim Dzie­cię­ciem. Bo kto klę­ka przed Bo­giem, po­tra­fi też z mi­ło­ścią sta­nąć przy człowieku.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

Za po­li­ty­ków, aby sta­no­wio­ne przez nich sta­ło na stra­ży mał­żeń­stwa i ro­dzi­ny zgod­nej z pra­wem na­tu­ral­nym oraz sza­no­wa­ło nie­na­ru­szal­ność i świę­tość ludz­kie­go życia.

Uciecz­ka Świę­tej Ro­dzi­ny do Egip­tu po­ru­sza nas do głę­bi. Anioł bu­dzi Jó­ze­fa w no­cy i mó­wi: „Wstań, weź Dzie­cię i Je­go Mat­kę i uchodź do Egip­tu (…)” (Mt 2, 13). Szyb­ko, prędko!

Ale jak to? Dla­cze­go? Czy gniew He­ro­da mógł­by do­się­gnąć Sy­na Bo­ga? To nie­moż­li­we, mo­że więc le­piej zo­stać tu, w Betlejem…

Co wte­dy my­śla­ła Ma­ry­ja? Nie wie­my. Wi­dzi­my jed­nak, że w peł­ni za­ufa­ła Jó­ze­fo­wi. Te­raz nie ma cza­su na tłu­ma­cze­nie. W tym mo­men­cie za wy­ja­śnie­nie wy­star­czy więź mi­ło­ści, któ­ra ich łą­czy: więź prze­nik­nię­ta obec­no­ścią Boga.

Ży­cie Ma­łe­go Zba­wi­cie­la by­ło re­al­nie za­gro­żo­ne. A ochro­na te­go ży­cia wy­ma­ga­ła wiel­kie­go wy­sił­ku. Pa­trzy­my jed­nak na ten wy­si­łek: na trud dro­gi, zmę­cze­nie, oba­wę przed opraw­ca­mi, nie­pew­ność ju­tra − i mi­mo wszyst­ko wi­dzi­my tu pięk­no: wi­dzi­my pięk­ne Ma­ryi, któ­ra nie tra­ci uf­no­ści po­kła­da­nej w Bo­gu, i do­ce­nia­my za­tro­ska­nie Jó­ze­fa, któ­ry za swo­ją Żo­nę i przy­bra­ne Dziec­ko bie­rze od­po­wie­dzial­ność do końca.

Mia­rą czło­wie­czeń­stwa jest tro­ska o te­go, któ­ry z ludz­kie­go punk­tu wi­dze­nia nie mo­że mi nic dać: ma mniej sił, mniej pie­nię­dzy, mniej zdol­no­ści, mniej ukła­dów – a mo­że po pro­stu mniej szczę­ścia. Choć w oczach świa­ta ta­cy lu­dzie cza­sem nie­wie­le zna­czą, to wła­śnie te­go in­tu­icyj­nie pra­gnie­my, na­wet nie­za­leż­nie od wy­zna­wa­nej wia­ry: by sil­niej­szy ochra­niał słab­sze­go; by bo­ga­ty nie pa­trzył obo­jęt­nie na ubo­gie­go; by umie­jęt­ny był prze­wod­ni­kiem dla za­gu­bio­ne­go; by ten, kto ma wie­le moż­li­wo­ści, wy­ko­rzy­sty­wał je w służ­bie bez­bron­ne­go. By ro­dzi­ce za­wsze sta­wa­li po stro­nie swych dzie­ci; le­ka­rze – po stro­nie swo­ich pa­cjen­tów; po­li­ty­cy – po stro­nie obywateli.

Wie­my, że świat ni­gdy nie bę­dzie do koń­ca ta­ki – za­wsze bę­dzie w nim wie­le krzyw­dy, bó­lu i nie­spra­wie­dli­wo­ści. Dla ni­ko­go nie po­wi­nien to być jed­nak pre­tekst do uciecz­ki od od­po­wie­dzial­no­ści: za­rów­no w ży­ciu pry­wat­nym, jak i spo­łecz­nym. Bo choć nie le­ży w na­szej mo­cy prze­mia­na ca­łe­go świa­ta, to jed­nak każ­dy z nas mo­że być słu­gą kró­le­stwa Bo­że­go w tym wszyst­kim, co jest od nie­go zależne.

He­rod dla za­cho­wa­nia wła­dzy zde­cy­du­je o rze­zi be­tle­jem­skich Mło­dzian­ków. Sil­niej­szy za­bi­je słab­sze­go – to jed­na z naj­więk­szych ludz­kich nie­spra­wie­dli­wo­ści. Żą­dza za­cho­wa­nia wła­dzy to po­ku­sa po­li­ty­ków wszyst­kich cza­sów – tak­że tych obecnych.

Tym bar­dziej mó­dl­my się za spra­wu­ją­cych wła­dzę: aby wzo­rem św. Jó­ze­fa od­waż­nie sta­wa­li w obro­nie tych, któ­rzy sa­mi sie­bie obro­nić nie mo­gą, i nie ucie­ka­li od od­po­wie­dzial­no­ści na­wet wte­dy, gdy wier­ność praw­dzie nie przy­no­si son­da­żo­wych korzyści.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

O spra­wie­dli­wość spo­łecz­ną, któ­ra prze­ja­wia się m.in. w re­al­nej po­mo­cy pań­stwa oso­bom z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi, a tak­że o roz­wój i pro­mo­cję ho­spi­cjów perinatalnych.

Gdy czy­ta­my Ewan­ge­lię, wi­dzi­my wy­raź­nie, że nasz Pan ni­ko­go nie wy­klu­cza: na­ucza eli­ty i zwy­kłych lu­dzi; czy­ni cu­da wśród Ży­dów i po­gan; jest ra­zem z bo­ga­ty­mi i z bied­ny­mi; uzdra­wia trę­do­wa­tych, ale też bie­rze na rę­ce dzie­ci i bło­go­sła­wi im. Wo­bec ni­ko­go nie jest obo­jęt­ny, ale wszyst­kich chce ob­da­rzyć swo­ją miłością.

Na­śla­do­wa­nie Chry­stu­sa czę­sto po­le­ga na przyj­ściu z po­mo­cą te­mu, kto o tę pro­si − ale nie tyl­ko na tym. Bo są też na­si bra­cia i sio­stry, któ­rych wo­ła­nia o  z róż­nych po­wo­dów nie usły­szy­my. Do­strzec ich, uprze­dzić ich nie­me wo­ła­nie o mi­łość – tak­że do te­go ja­ko ucznio­wie Chry­stu­sa je­ste­śmy wezwani.

Dzie­ci przed i po na­ro­dzi­nach, na­sto­lat­ki, do­ro­śli, a tak­że lu­dzie w po­de­szłym wie­ku; do­tknię­ci kry­zy­sem, cho­ro­bą, nie­peł­no­spraw­no­ścią fi­zycz­ną czy in­te­lek­tu­al­ną − w nich wszyst­kich Bóg wo­ła o mi­łość. Ich wszyst­kich chce nią ob­da­rzyć przez na­sze rę­ce i usta − przez na­sze serca.

Pięk­no mi­ło­ści wy­ra­ża się w jej bez­wa­run­ko­wo­ści. W spo­sób szcze­gól­ny wi­dzi­my to w mi­ło­ści mat­ki, któ­ra ko­cha swo­je dziec­ko nie­za­leż­nie od trud­no­ści, z ja­ki­mi się spo­ty­ka. A choć mi­łość czę­sto wy­ma­ga ofia­ry, nie­raz ci­chej i nie­do­ce­nio­nej, to Ten, któ­ry nie za­po­mi­na na­wet o po­da­nym z mi­ło­ści „kub­ku świe­żej wo­dy” (Mt 10, 42), nie za­po­mni rów­nież o tru­dzie opie­ki nad ży­ciem, któ­re po­trze­bu­je tro­ski i obecności.

Pa­nie, któ­ry z mi­ło­ści do nas sta­łeś się ma­łym, bez­bron­nym Dziec­kiem, pro­si­my Cię, aby każ­de ży­cie kru­che i sła­be by­ło oto­czo­ne opie­ką. A tam, gdzie Ci się to spodo­ba, uczyń i nas Two­imi współ­pra­cow­ni­ka­mi w tym dziele.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

Za dzien­ni­ka­rzy i lu­dzi me­diów – o to, by do­stęp­ne im na­rzę­dzia wy­ko­rzy­sty­wa­li do od­waż­ne­go gło­sze­nia praw­dy o ży­ciu i god­no­ści człowieka.

Mo­że­my po­wie­dzieć, że w pew­nym sen­sie praw­dzi­wy pro­rok, gdy mó­wi – mil­czy. Bo je­śli gło­si praw­dę Bo­ga, to sam nie jest jej źró­dłem, lecz je­dy­nie prze­ka­zi­cie­lem. Jest gło­sem – ale nie Lo­go­sem, któ­re­mu służy.

Ta­ki był po­przed­nik Pa­na, naj­więk­szy z pro­ro­ków – św. Jan Chrzci­ciel. Mó­wił o so­bie: „Jam głos wo­ła­ją­ce­go na pu­sty­ni: pro­stuj­cie dro­gę Pań­ską” (J 1, 23). Wcze­śniej je­go oj­ciec, Za­cha­riasz, po­wie­dział o nim: „Pój­dziesz przed Pa­nem przy­go­to­wać Mu dro­gi” (Łk 1, 76).

Jan ca­łym so­bą słu­żył praw­dzie. I w tej służ­bie praw­dzie – służ­bie Chry­stu­so­wi – od­dał ży­cie. Wo­lał ra­czej umrzeć, niż sprze­nie­wie­rzyć się mi­sji gło­sze­nia praw­dy. A prze­cież, by za­cho­wać ży­cie, nie mu­siał na­zy­wać zła do­brem czy fał­szu praw­dą – wy­star­czy­ło­by, gdy­by uciekł w milczenie.

Jak­że wiel­ka to po­ku­sa: dro­ga tchórz­li­we­go mil­cze­nia, któ­rą tak ła­two uspra­wie­dli­wić prze­rzu­ce­niem od­po­wie­dzial­no­ści na in­nych al­bo dą­że­niem do prak­tycz­nej sku­tecz­no­ści. Ta sa­ma po­ku­sa obec­na jest i dziś.

Jest ta­ki spo­sób świad­cze­nia o praw­dzie, któ­ry bar­dziej niż ze sło­wa­mi zwią­za­ny jest z czy­na­mi. Tak w szcze­gól­no­ści ofiar­na tro­ska ma­tek o swo­je dzie­ci jest nie­mym krzy­kiem w obro­nie praw­dy o war­to­ści i god­no­ści ludz­kie­go ży­cia. Każ­de­go ży­cia. I w każ­dych oko­licz­no­ściach. Jest zna­kiem sprze­ci­wu wo­bec cy­wi­li­za­cji śmier­ci. To gło­sze­nie praw­dy przez ży­cie nią w kon­kre­cie co­dzien­no­ści – ono jest i za­wsze bę­dzie ko­niecz­ne i klu­czo­we. To dro­ga Ma­ryi, Elż­bie­ty i wie­lu in­nych, zna­nych i nie­zna­nych świę­tych ko­biet na prze­strze­ni dziejów.

Ale po­trze­ba tak­że lu­dzi jak Jan – tych, któ­rzy praw­dę gło­szą sło­wem: od­waż­nie, bez kom­pro­mi­sów, a za­ra­zem z mi­ło­ścią. Bo bez niej gło­sze­nie praw­dy bar­dziej jej szko­dzi, niż pomaga.

Pro­śmy dziś za lu­dzi me­diów: aby, wzo­rem św. Ja­na Chrzci­cie­la, od­waż­nie gło­si­li praw­dę – na­wet je­śli w ludz­kich ka­te­go­riach nie bę­dzie im się to opła­ca­ło. Pro­śmy szcze­gól­nie, aby w kul­tu­rze na­zna­czo­nej przez he­do­nizm i re­la­ty­wizm nie ba­li się mó­wić o ży­ciu i god­no­ści człowieka.

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vi­tae oraz Li­ta­nia do Świę­tej Ro­dzi­ny (str. 17–18)

Mo­dli­twa św. Ja­na Paw­ła II z en­cy­kli­ki Evan­ge­lium vitae

O Ma­ry­jo, ju­trzen­ko no­we­go świa­ta, Mat­ko ży­ją­cych, To­bie za­wie­rza­my spra­wę ży­cia: spójrz, o Mat­ko, na nie­zli­czo­ne rze­sze dzie­ci, któ­rym nie po­zwa­la się przyjść na świat, ubo­gich, któ­rzy zma­ga­ją się z trud­no­ścia­mi ży­cia, męż­czyzn i ko­biet – ofia­ry nie­ludz­kiej prze­mo­cy, star­ców i cho­rych za­bi­tych przez obo­jęt­ność al­bo fał­szy­wą li­tość. Spraw, aby wszy­scy wie­rzą­cy w Two­je­go Sy­na po­tra­fi­li otwar­cie i z mi­ło­ścią gło­sić lu­dziom na­szej epo­ki Ewan­ge­lię życia.

Wy­jed­naj im ła­skę przy­ję­cia jej ja­ko za­wsze no­we­go da­ru, ra­dość wy­sła­wia­nia jej z wdzięcz­no­ścią w ca­łym ży­ciu oraz od­wa­gę czyn­ne­go i wy­trwa­łe­go świad­cze­nia o niej, aby mo­gli bu­do­wać, wraz z wszyst­ki­mi ludź­mi do­brej wo­li, cy­wi­li­za­cję praw­dy i mi­ło­ści na cześć i chwa­łę Bo­ga Stwór­cy, któ­ry mi­łu­je ży­cie. Amen.

Li­ta­nia do Świę­tej Rodziny

Ky­rie ele­ison – Chry­ste ele­ison, Ky­rie ele­ison.
Chry­ste, usłysz nas – Chry­ste, wy­słu­chaj nas.
Oj­cze z nie­ba, Bo­że zmi­łuj się nad na­mi.
Sy­nu, Od­ku­pi­cie­lu świa­ta, Bo­że,
Du­chu Świę­ty, Bo­że,
Świę­ta Trój­co, Je­dy­ny Bo­że,
Je­zu, Sy­nu Bo­ga ży­we­go, któ­ry sta­jąc się czło­wie­kiem z mi­ło­ści ku nam, uświę­ci­łeś wię­zy rodzinne,

Świę­ta Ro­dzi­no, ob­ra­zie Trój­cy Prze­naj­święt­szej na zie­mi wspo­ma­gaj nas.
Świę­ta Ro­dzi­no, do­sko­na­ły wzo­rze wszel­kich cnót,
Świę­ta Ro­dzi­no, wzgar­dzo­na w Be­tle­jem od lu­dzi,
ale uczczo­na śpie­wem anio­łów,
Świę­ta Ro­dzi­no, od­bie­ra­ją­ca hołd pa­ste­rzy i mę­dr­ców,
Świę­ta Ro­dzi­no, wy­sła­wio­na przez star­ca Sy­me­ona,
Świę­ta Ro­dzi­no, prze­śla­do­wa­na i wy­gna­na do ob­cej zie­mi wspo­ma­gaj nas.
Świę­ta Ro­dzi­no, ży­ją­ca w ukry­ciu i nie­zna­na,
Świę­ta Ro­dzi­no, wier­na prze­pi­som pra­wa Pań­skie­go,
Świę­ta Ro­dzi­no, któ­rej Opie­kun jest wzo­rem mi­ło­ści oj­cow­skiej,
Świę­ta Ro­dzi­no, któ­rej Mat­ka jest wzo­rem mi­ło­ści ma­cie­rzyń­skiej,
Świę­ta Ro­dzi­no, któ­rej Dzie­cię jest wzo­rem po­słu­szeń­stwa i mi­ło­ści sy­now­skiej,
Świę­ta Ro­dzi­no, pa­tron­ko i opie­kun­ko wszyst­kich ro­dzin,
Świę­ta Ro­dzi­no, uciecz­ko na­sza w ży­ciu i na­dzie­jo w go­dzi­nę śmierci,

Od wszyst­kie­go, co by mo­gło za­kłó­cać spo­kój i jed­ność sercza­cho­waj nas, Świę­ta Ro­dzi­no.
Od roz­pro­sze­nia umy­słu i ser­ca,
Od ozię­bło­ści w służ­bie Bo­żej,
Od szu­ka­nia przy­jem­no­ści i wy­gód świa­to­wych,
Od przy­wią­za­nia do dóbr ziem­skich,
Od pra­gnie­nia próż­nej chwa­ły,
Od złej śmierci,

Przez naj­do­sko­nal­sze złą­cze­nie serc Wa­szych wy­słu­chaj nas, Świę­ta Ro­dzi­no.
Przez Wa­sze ubó­stwo i po­ko­rę,
Przez Wa­sze do­sko­na­łe po­słu­szeń­stwo,
Przez smut­ki i bo­le­sne przej­ścia Wa­sze,
Przez pra­ce i tru­dy Wa­sze,
Przez mo­dli­twy i mil­cze­nie Wa­sze,
Przez do­sko­na­łość czy­nów Wa­szych,
Ba­ran­ku Bo­ży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta – prze­puść nam, Pa­nie.
Ba­ran­ku Bo­ży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta – wy­słu­chaj nas, Pa­nie.
Ba­ran­ku Bo­ży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta – zmi­łuj się nad na­mi.

K. Ro­dzi­no świę­ta i czci­god­na, ucie­ka­my się do Cie­bie z mi­ło­ścią i na­dzie­ją.
W. Daj nam po­znać skut­ki Twej zba­wien­nej opieki.

Mó­dl­my się: Bo­że, Ty w Świę­tej Ro­dzi­nie da­łeś nam wzór ży­cia. Spraw, aby­śmy złą­cze­ni wza­jem­ną mi­ło­ścią na­śla­do­wa­li w na­szych ro­dzi­nach jej cno­ty i do­szli do wiecz­nej ra­do­ści w Two­im do­mu. Przez Chry­stu­sa, Pa­na na­sze­go. Amen.

Li­sty na­de­sła­ne przez Księ­ży Biskupów:

Pa­tro­nat honorowy:

Part­ne­rzy:

Współ­pra­ca medialna:

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj