Tylko życie ma przyszłość!

Aborcja postnatalna

Noworodek. Fot.: pl.123rf.com

Kie­dy dys­ku­sja o abor­cji z róż­nych po­wo­dów znów na­bie­ra tem­pa, do­brze na chwi­lę przy­sta­nąć i za­sta­no­wić się: co bę­dzie da­lej? Gru­py an­ti-li­fe nie za­trzy­ma­ją się w pół dro­gi. Nie po­wie­dzą: wresz­cie ma­my to, co chcie­li­śmy. Abor­cja jest za­le­d­wie wstę­pem do eu­ge­ni­ki no­wo­rod­ków. Szo­ku­ją­ce? Ow­szem. Ale i prawdziwe. 

Punk­tem wyj­ścia do de­ba­ty na te­mat abor­cji jest py­ta­nie o pod­miot. O kim lub o czym my roz­ma­wia­my? Na­ukow­cy nie ma­ją dziś wąt­pli­wo­ści – w ło­nie mat­ki od za­płod­nie­nia roz­wi­ja się no­wa oso­ba ludz­ka. Roz­wój pre­na­tal­ny nie ozna­cza, że coś sta­je się czymś, że przed­miot za­mie­nia się w czło­wie­ka. Ma­łe dziec­ko, choć na po­cząt­ku swe­go roz­wo­ju cał­ko­wi­cie za­leż­ne od or­ga­ni­zmu mat­ki, jest więc no­wym czło­wie­kiem. Za­tem abor­cja, dla zmy­dle­nia oczu na­zy­wa­na „za­bie­giem”, „ter­mi­na­cją pło­du”, „sztucz­nym po­ro­nie­niem” czy wresz­cie „prze­rwa­niem cią­ży”, jest to w isto­cie za­mie­rzo­na pro­ce­du­ra, ma­ją­ca na ce­lu za­bi­cie czło­wie­ka w ło­nie mat­ki od po­czę­cia do uro­dze­nia głów­ki dzie­wię­cio­mie­sięcz­ne­go dziecka.

Nie, nie tyl­ko do 12. czy 13. ty­go­dnia cią­ży, na któ­ry się uma­wia­my, bo z ja­kie­goś po­wo­du tak wła­śnie nam pa­su­je. W koń­cu abor­cja to po pro­stu umo­wa spo­łecz­na – tak jak umó­wi­li­śmy się na po­dat­ki, tak do­ga­da­li­śmy się w spra­wie za­bi­ja­nia w ma­je­sta­cie pra­wa. Są miej­sca na ma­pie świa­ta, gdzie za­bi­ja się dzie­ci tuż przed na­ro­dzi­na­mi. Bez znie­czu­le­nia, choć za­po­bie­ga­nie bó­lo­wi to pod­sta­wo­we pra­wo czło­wie­ka. Bez pra­wa do po­grze­bu. Bez serca.

Czło­wiek w swej źle po­ję­tej wol­no­ści mo­że pójść jesz­cze da­lej. Abor­cja po­st­na­tal­na, z an­giel­skie­go after birth abor­tion, to uśmier­ca­nie dzie­ci już po po­ro­dzie, w szcze­gól­no­ści tych obar­czo­nych nie­ule­czal­ną wa­dą ge­ne­tycz­ną, lecz nie tyl­ko. Nie­któ­re oso­by uwa­ża­ją­ce się za „na­ukow­ców” znaj­du­ją mo­ral­ne uspra­wie­dli­wie­nie dla za­bi­cia no­wo­rod­ka, któ­ry jest tyl­ko „po­ten­cjal­ną oso­bą”, a za­tem nie po­sia­da wszyst­kich atry­bu­tów isto­ty ludz­kiej i nie ma „mo­ral­ne­go pra­wa do ży­cia”. I tak np.: abor­cja po­st­na­tal­na po­win­na być le­gal­na tak­że w przy­pad­ku dzie­ci zdro­wych, gdy­by ich obec­ność „ozna­cza­ła zbyt du­że ob­cią­że­nie dla ro­dzi­ców, jak rów­nież dla spo­łe­czeń­stwa” – to cy­tat z dwóch wło­skich „my­śli­cie­li”, któ­rych na­zwi­ska nie war­to wy­mie­niać, by nie ro­bić dar­mo­wej reklamy.

Gdy pol­ski­mi uli­ca­mi ma­sze­ro­wa­ły skraj­nie le­wi­co­we fe­mi­nist­ki ze swo­imi wul­gar­ny­mi ha­sła­mi, wie­le ra­zy py­ta­łam: „A ja­ką ma­cie pro­po­zy­cję dla mat­ki cho­re­go dziec­ka, któ­re­go nie­peł­no­spraw­ność zdia­gno­zo­wa­no do­pie­ro po po­ro­dzie?” Py­ta­nie to po­zo­sta­wa­ło bez od­po­wie­dzi, choć prze­cież po­mysł z tzw. abor­cją no­wo­rod­ków nie jest ni­czym no­wym. Czo­ło­wy pro­mo­tor tej strasz­nej idei, nie­ja­ki pro­fe­sor Pe­ter Sin­ger z Au­stra­lii, po­stu­lu­je ją od po­nad 20 lat! W jed­nej ze swo­ich ksią­żek, wy­da­nych już daw­no te­mu, pi­sze: „Ludz­kie dzie­ci nie ro­dzą się sa­mo­świa­do­me ani zdol­ne do zro­zu­mie­nia, że ist­nie­ją z bie­giem cza­su. Nie są oso­ba­mi”. Twier­dzi, że „ży­cie no­wo­rod­ka ma mniej­szą war­tość niż ży­cie świ­ni, psa czy szym­pan­sa”, co tłu­ma­czy spo­so­bem od­czu­wa­nia cier­pie­nia. Do­ro­słej kro­wy za­bić nie moż­na, bo cier­pi – więc Sin­ger jest we­ga­nem. No­wo­rod­ka za­bić moż­na – i po­dob­no ma­my do te­go pra­wo mi­ni­mum przez 28 dni po je­go na­ro­dzi­nach – bo no­wo­ro­dek to coś w ro­dza­ju przedczłowieka.

Te­go ty­pu teo­rie za­wsze ma­ją swój po­czą­tek w de­hu­ma­ni­za­cji. Bez uzna­nia, że ofia­ry nie są ludź­mi, nie by­ło­by Au­schwitz, nie by­ło­by też zgo­dy na mor­dy w Rwan­dzie czy na rzeź Or­mian. Do­kład­nie tak sa­mo jest w przy­pad­ku abor­cji. Pro­mo­to­rzy uty­li­ta­ry­zmu za nic ma­ją bio­lo­gię, me­dy­cy­nę, na­wet pra­wo. Dla Sin­ge­ra wa­run­kiem otrzy­ma­nia sta­tu­su oso­by jest sa­mo­świa­do­mość oraz świa­do­mość ist­nie­nia w cza­sie, co za­kła­da pa­mięć. In­ni roz­sze­rza­ją li­stę „wa­run­ków” o ro­zum­ność, zdol­ność do mi­ło­ści, wy­cho­wa­nia i wza­jem­ność mo­ral­ną. Oczy­wi­stym jest, że ta­kie za­ło­że­nia po­zba­wia­ją ochro­ny nie tyl­ko nie­na­ro­dzo­nych, ale tak­że no­wo­rod­ki czy dzieci.

Na ko­niec trzy wnio­ski. Pierw­szy: je­śli kto­kol­wiek miał jesz­cze reszt­ki na­dziei, że zwo­len­ni­cy abor­cji są za­in­te­re­so­wa­ni ja­kimś kom­pro­mi­sem, po­ra się otrzą­snąć. Dru­gi: abor­cja po­st­na­tal­na, ale też eu­ta­na­zja czy eks­pe­ry­men­ty na em­brio­nach ma­ją za­wsze ten sam punkt wyj­ścia – za­ne­go­wa­nie czło­wie­czeń­stwa dziec­ka w ło­nie mat­ki. Ode­bra­nie mu bez­wa­run­ko­we­go pra­wa do ży­cia spra­wia, że sta­cza­my się po rów­ni po­chy­łej. I wnio­sek trze­ci: po­stu­lat tzw. abor­cji no­wo­rod­ków na­praw­dę nie wziął się z po­wie­trza. Do­pro­wa­dzi­ły do nie­go mniej­sze i więk­sze ustęp­stwa, ka­pi­tu­la­cja w de­ba­cie pu­blicz­nej ka­to­li­ków, któ­rzy zbyt czę­sto zwal­nia­ją się z rze­czo­wej ar­gu­men­ta­cji i ak­tyw­nej dys­ku­sji z dru­gą stro­ną, za­do­wa­la­jąc się tym, że ma­ją ra­cję. Na­le­ży cie­szyć się, że pol­skie pra­wo chro­ni ży­cie dzie­ci nie­na­ro­dzo­nych. Na cóż nam jed­nak do­bre sa­mo­po­czu­cie, gdy cią­gle trze­ba być go­to­wym, aby te­go pra­wa bronić?

 

MG‑N

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj