W Polsce w ciągu ostatnich piętnastu lat dokonała się głęboka zmiana w obszarze opieki okołoporodowej. Dane przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia oraz Główny Urząd Statystyczny pokazują wyraźny trend: nie tylko rodzi się coraz mniej dzieci, ale również systematycznie znika infrastruktura, która przez dekady służyła matkom i ich nowo narodzonym dzieciom.
Zniknęła jedna czwarta porodówek, jeszcze w 2010 roku w Polsce funkcjonowało 406 oddziałów ginekologiczno-położniczych. Dziś, jak wynika z danych resortu zdrowia, jest ich już tylko 305. Oznacza to, że w ciągu 15 lat z mapy kraju zniknęła niemal co czwarta porodówka.
Proces ten nie zwalnia. W samych ostatnich latach tempo zamykania oddziałów wyraźnie przyspieszyło:
- w 2020 roku zamknięto 12 porodówek,
- w 2021 – 10,
- w 2022 – 11,
- w 2023 – 7,
- w 2024 – 11,
- w 2025 – aż 27.
Początek 2026 roku przyniósł kolejne decyzje, trzy oddziały zostały zamknięte, a dwanaście zawiesiło działalność.
Dramatyczny spadek liczby urodzeń
Zmiany te są ściśle związane z pogłębiającym się kryzysem demograficznym. W 2010 roku w Polsce urodziło się 413 tysięcy dzieci. W roku 2025 było ich już tylko 238 tysięcy. To spadek o ponad 40 procent.
Dla porównania, jeszcze w 2020 roku liczba urodzeń wynosiła 355 tysięcy. W ciągu zaledwie kilku lat Polska weszła więc w etap wyraźnego załamania demograficznego, które niesie poważne konsekwencje społeczne i gospodarcze.
Ekonomia zamiast troski o życie?
Funkcjonowanie oddziałów położniczych coraz częściej podporządkowane jest rachunkowi ekonomicznemu. Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje świadczenia medyczne, w tym przypadku porody, jednak szpitale ponoszą stałe koszty utrzymania personelu i infrastruktury niezależnie od liczby pacjentek.
Średnie obłożenie porodówek w 2024 roku wyniosło niespełna 60 procent. Przy takich danych wiele placówek nie jest w stanie utrzymać płynności finansowej. Choć NFZ wypłaca około 12 tysięcy złotych za poród wraz z opieką neonatologiczną, dla wielu szpitali, zwłaszcza powiatowych, to wciąż za mało.
Eksperci podkreślają, że szczególnie trudna jest sytuacja mniejszych ośrodków, które starają się utrzymać oddziały mimo strat, kierując się potrzebami lokalnych społeczności.
Głos środowisk i organizacji
Przedstawiciele samorządów wskazują, że główną przyczyną zamykania porodówek jest niż demograficzny. Z kolei należy zauważyć, że nawet dobrze oceniane oddziały nie są w stanie przetrwać przy obecnym systemie finansowania.
To rodzi pytanie, czy państwo w wystarczającym stopniu chroni przestrzeń, w której zaczyna się ludzkie życie. Troska o matkę i dziecko nie powinna być jedynie elementem kalkulacji ekonomicznej, lecz wyrazem odpowiedzialności za przyszłość narodu.
Nowe rozwiązania – czy wystarczające?
Od lutego 2026 roku NFZ wprowadził finansowanie tzw. pokoi narodzin. Są to miejsca, gdzie porody mogą odbywać się pod opieką położnej w szpitalach oddalonych o ponad 25 kilometrów od najbliższej porodówki.
To rozwiązanie może częściowo złagodzić skutki likwidacji oddziałów, jednak nie zastąpi pełnoprawnej opieki szpitalnej, szczególnie w przypadkach wymagających interwencji medycznej.
Wyzwanie dla państwa i społeczeństwa
Malejąca liczba urodzeń oraz zanik infrastruktury porodowej to dwa powiązane ze sobą zjawiska, które wymagają zdecydowanej odpowiedzi. W centrum tej debaty powinno znaleźć się nie tylko pytanie o finanse, ale przede wszystkim o wartość życia i realne wsparcie dla rodzin.
Bo każda zamknięta porodówka to nie tylko decyzja administracyjna, to także znak czasu, który skłania do refleksji nad tym, czy jako społeczeństwo potrafimy stworzyć warunki sprzyjające przyjmowaniu nowego życia.
jb
Źródło: PAP



