Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Porodówki znikają z mapy Polski

Szpital
Szpital. Fot.: [wangsinawang]©123RF.COM

Od 1 lu­te­go w Wa­do­wi­cach ma zo­stać za­wie­szo­na dzia­łal­ność od­dzia­łów gi­ne­ko­lo­gicz­no-po­łoż­ni­cze­go oraz no­wo­rod­ków i wcze­śnia­ków. De­cy­zja lo­kal­ne­go szpi­ta­la wpi­su­je się w ogól­no­pol­ski trend za­my­ka­nia po­ro­dó­wek, któ­ry co­raz wy­raź­niej po­ka­zu­je ska­lę kry­zy­su de­mo­gra­ficz­ne­go w Polsce.

Po­wia­to­wy szpi­tal w Wa­do­wi­cach po­in­for­mo­wał, że w cią­gu ostat­nich czte­rech lat od­dzia­ły te wy­ge­ne­ro­wa­ły bli­sko 40 mln zł strat. Jak pod­kre­ślo­no w ko­mu­ni­ka­cie prze­ka­za­nym PAP, de­cy­zja by­ła trud­na, ale zda­niem dy­rek­cji, konieczna.

„Jest to de­cy­zja trud­na, ale nie­zbęd­na, aby umoż­li­wić spraw­ne pro­wa­dze­nie in­we­sty­cji, a póź­niej za­pew­nić dal­szy roz­wój szpi­ta­la w ob­sza­rach, któ­re są dziś naj­bar­dziej po­trzeb­ne lo­kal­nej spo­łecz­no­ści” – wska­za­no w sta­no­wi­sku placówki.

Dra­stycz­ny spa­dek licz­by urodzeń

Jesz­cze dzie­sięć lat te­mu w Wa­do­wi­cach ro­dzi­ło się nie­mal 1,5 tys. dzie­ci rocz­nie. W 2020 r. by­ło to oko­ło 1 tys., a w 2025 r. – już tyl­ko 566 po­ro­dów. To wła­śnie de­mo­gra­fia, obok pro­ble­mów fi­nan­so­wych i pro­wa­dzo­nych in­we­sty­cji, sta­ła się jed­nym z klu­czo­wych ar­gu­men­tów za za­wie­sze­niem dzia­łal­no­ści porodówki.

Szpi­tal zwró­cił uwa­gę, że obec­nie re­ali­zu­je in­we­sty­cje w ra­mach pro­gra­mu „de­kar­bo­ni­za­cja pa­wi­lo­nu C”, co wy­ma­ga opusz­cze­nia czę­ści po­miesz­czeń, w któ­rych dzia­ła gi­ne­ko­lo­gia. Jed­no­cze­śnie pod­kre­ślo­no, że świad­cze­nia sta­cjo­nar­ne z za­kre­su gi­ne­ko­lo­gii i po­łoż­nic­twa ma­ją prze­jąć ościen­ne pla­ców­ki – m.in. w Su­chej Be­skidz­kiej, Chrza­no­wie, Oświę­ci­miu czy My­śle­ni­cach. W Wa­do­wi­cach po­zo­sta­nie je­dy­nie po­rad­nia gi­ne­ko­lo­gicz­no-po­łoż­ni­cza z opie­ką ambulatoryjną.

Pol­ska ma­pa bez porodówek

Wa­do­wi­ce nie są wy­jąt­kiem. Z da­nych GUS wy­ni­ka, że tyl­ko w 2024 r. na od­dzia­łach gi­ne­ko­lo­gicz­no-po­łoż­ni­czych uby­ło 585 łó­żek, czy­li po­nad 4 proc. Jesz­cze więk­szy spa­dek do­tknął neo­na­to­lo­gię. Trend ten nie za­trzy­mał się w 2025 r. i jak wska­zu­ją eks­per­ci, nic nie za­po­wia­da je­go odwrócenia.

W ska­li kra­ju licz­ba uro­dzeń spa­da od lat. W 2024 r. uro­dzi­ło się bli­sko 252 tys. dzie­ci, pod­czas gdy w 2022 r. by­ło ich po­nad 305 tys. Dla po­rów­na­nia, w la­tach 80. XX wie­ku ro­dzi­ło się w Pol­sce po­nad 700 tys. dzie­ci rocz­nie. Współ­czyn­nik dziet­no­ści w 2024 r. wy­niósł za­le­d­wie 1,099, a przy­rost na­tu­ral­ny był ujemny.

„Izby po­ro­do­we” za­miast oddziałów

W od­po­wie­dzi na za­my­ka­nie po­ro­dó­wek Mi­ni­ster­stwo Zdro­wia za­pro­po­no­wa­ło roz­wią­za­nie awa­ryj­ne. W szpi­ta­lach bez od­dzia­łów po­łoż­ni­czych, ale po­sia­da­ją­cych izbę przy­jęć lub SOR, ma­ją po­wstać tzw. izby po­ro­do­we, w któ­rych po­ród mógł­by zo­stać ode­bra­ny przez po­łoż­ną w na­głych sytuacjach.

„Miej­sce ma być do­raź­ne w przy­pad­ku na­głych sy­tu­acji, gdy­by cię­żar­na trans­por­to­wa­na przez ze­spół ra­tow­nic­twa me­dycz­ne­go (…) nie mo­gła bez­piecz­nie do­je­chać do szpi­ta­la po­łoż­ni­czo-gi­ne­ko­lo­gicz­ne­go” – mó­wił wi­ce­mi­ni­ster zdro­wia To­masz Maciejewski.

Re­sort zdro­wia pod­kre­śla, że ta­kie po­ro­dy zda­rza­ją się w Pol­sce spo­ra­dycz­nie – od pię­ciu do dzie­wię­ciu rocz­nie – jed­nak pro­jekt bu­dzi kontrowersje.

Spór o bez­pie­czeń­stwo i odpowiedzialność

Część śro­do­wisk kry­ty­ku­je po­mysł „po­ro­dów na SOR-ach”. Fun­da­cja Ogól­no­pol­ski Strajk Ko­biet ostrze­ga przed prze­rzu­ca­niem od­po­wie­dzial­no­ści sys­te­mo­wej na po­łoż­ne i wska­zu­je na za­gro­że­nia dla ko­biet rodzących.

Z ko­lei eks­pert­ka Związ­ku Po­wia­tów Pol­skich Ber­na­de­ta Skó­bel za­zna­cza, że ta­kie roz­wią­za­nie na­le­ży trak­to­wać ja­ko za­bez­pie­cze­nie awaryjne.

„Le­piej, że­by w szpi­ta­lu by­ła po­łoż­na na wszel­ki wy­pa­dek, niż że­by jej nie by­ło. Tak trze­ba czy­tać prze­pi­sy re­sor­tu zdro­wia” – pod­kre­śli­ła w roz­mo­wie z PAP.

Kry­zys, któ­re­go nie da się przemilczeć

Za­my­ka­nie po­ro­dó­wek to nie tyl­ko pro­blem or­ga­ni­za­cyj­ny czy fi­nan­so­wy. To tak­że wi­docz­ny znak głę­bo­kie­go kry­zy­su de­mo­gra­ficz­ne­go, w któ­rym dzie­ci ro­dzi się co­raz mniej, a ca­łe re­gio­ny tra­cą in­fra­struk­tu­rę zwią­za­ną z na­ro­dzi­na­mi no­we­go życia.

De­cy­zje ta­kie jak ta pod­ję­ta w Wa­do­wi­cach po­ka­zu­ją, że spa­dek licz­by uro­dzeń ma re­al­ne kon­se­kwen­cje – dla ro­dzin, lo­kal­nych spo­łecz­no­ści i przy­szło­ści sys­te­mu ochro­ny zdro­wia. W tle po­zo­sta­je py­ta­nie, czy pań­stwo jest dziś go­to­we nie tyl­ko re­ago­wać na skut­ki de­mo­gra­fii, ale re­al­nie wspie­rać ży­cie ludz­kie od sa­me­go początku.

 

jb
Źró­dło: PAP

 

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj