Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Pierwsza dama Marta Nawrocka: „Za życiem”

Marta Nawrocka
Marta Nawrocka. Fot.: Alicja Stefaniuk/KPRP

Wy­wiad udzie­lo­ny przez Mar­tę Na­wroc­ką sta­cji TVN24 stał się jed­nym z naj­gło­śniej ko­men­to­wa­nych wy­da­rzeń ostat­nich dni. W cen­trum roz­mo­wy zna­la­zła się kwe­stia abor­cji – te­mat fun­da­men­tal­ny dla ty­się­cy Po­la­ków, dla któ­rych pra­wo do ży­cia jest war­to­ścią nie­na­ru­szal­ną. Pierw­sza da­ma nie po­zo­sta­wi­ła wąt­pli­wo­ści co do swo­je­go stanowiska.

„Ja przede wszyst­kim je­stem za ży­ciem” – po­wie­dzia­ła wprost. Do­py­ty­wa­na o swo­ją opi­nię na te­mat abor­cji, do­da­ła: „je­stem za ży­ciem, a prze­ciw­ko aborcji”.

Te sło­wa wy­brzmia­ły szcze­gól­nie moc­no, po­nie­waż pre­zy­den­to­wa od­nio­sła się do wła­snej hi­sto­rii. Jak przy­po­mnia­ła, sa­ma ja­ko bar­dzo mło­da dziew­czy­na sta­nę­ła przed dra­ma­tycz­nym wyborem.

 „Sta­łam przed wy­bo­rem; róż­ne rze­czy w gło­wie mia­łam, ale też ze wzglę­du na swo­ją wia­rę, ze wzglę­du na wspar­cie ro­dzi­ny, któ­re mia­łam, uro­dzi­łam. Te­raz mam wspa­nia­łe­go 23-let­nie­go sy­na i nie ża­łu­ję ani przez mi­nu­tę tej decyzji”

– wy­zna­ła.

To oso­bi­ste świa­dec­two sta­ło się moc­nym gło­sem w obro­nie ży­cia. Pierw­sza da­ma po­ka­za­ła, że na­wet w trud­nych oko­licz­no­ściach moż­li­we jest pod­ję­cie de­cy­zji zgod­nej z su­mie­niem i wia­rą – de­cy­zji, któ­ra przy­no­si owo­ce na ca­łe życie.

W trak­cie roz­mo­wy pa­dły rów­nież py­ta­nia o kon­kret­ne roz­wią­za­nia praw­ne, jed­nak pre­zy­den­to­wa nie wcho­dzi­ła w szcze­gó­ło­we roz­wa­ża­nia le­gi­sla­cyj­ne. Naj­waż­niej­sze by­ło ja­sne wska­za­nie kie­run­ku: ży­cie – od po­czę­cia – ma war­tość i za­słu­gu­je na ochronę.

Dzien­ni­kar­ka za­bie­ra głos

Po emi­sji wy­wia­du w prze­strze­ni pu­blicz­nej po­ja­wi­ło się wie­le ko­men­ta­rzy. Do spra­wy od­nio­sła się dzien­ni­kar­ka Jo­an­na Kryń­ska, któ­ra prze­pro­wa­dzi­ła roz­mo­wę. W wy­po­wie­dzi dla por­ta­lu Ple­ja­da pod­kre­śli­ła zna­cze­nie tej rozmowy.

„Bar­dzo chcia­łam, że­by­śmy my Po­lki, że­by­śmy my Po­la­cy usły­sze­li pierw­szą da­mę” – za­zna­czy­ła. Do­da­ła rów­nież: „To bar­dzo do­brze, że pierw­sza da­ma się wy­po­wie­dzia­ła. (…) Po­la­cy chcą wie­dzieć, chcą po­znać pierw­szą da­mę. Chcą wie­dzieć, ja­kie ma poglądy”.

Jak wy­ja­śni­ła, te­ma­ty roz­mo­wy by­ły wcze­śniej zna­ne kan­ce­la­rii, a sa­ma zgo­da na wy­wiad za­pa­dła już nie­dłu­go po za­przy­się­że­niu pre­zy­den­ta Ka­ro­la Na­wroc­kie­go. Dla wie­lu od­bior­ców by­ła to pierw­sza tak ob­szer­na wy­po­wiedź pierw­szej da­my w kwe­stiach światopoglądowych.

In vi­tro – bez ogra­ni­cza­nia innych

W dal­szej czę­ści roz­mo­wy po­ja­wił się tak­że te­mat pro­ce­du­ry in vi­tro. Mar­ta Na­wroc­ka za­zna­czy­ła, że sa­ma nie mie­rzy­ła się z pro­ble­mem nie­płod­no­ści, po­nie­waż – jak pod­kre­śli­ła – jest „szczę­śli­wą ma­mą trój­ki dzie­ci”. Jed­no­cze­śnie stwierdziła:

„Ja nie ogra­ni­cza­ła­bym, je­że­li ktoś nie mo­że mieć dziec­ka. (…) nie ogra­ni­cza­ła­bym dru­gie­mu czło­wie­ko­wi te­go prawa”.

Choć jej sta­no­wi­sko w spra­wie abor­cji wy­brzmia­ło ja­sno i bez nie­do­mó­wień – po stro­nie ży­cia od po­czę­cia – to w kwe­stii in vi­tro po­ja­wił się wy­raź­ny roz­jazd, któ­ry trud­no prze­mil­czeć. Pro­ce­du­ra ta od lat bu­dzi po­waż­ne za­strze­że­nia, po­nie­waż wią­że się z two­rze­niem wie­lu em­brio­nów ludz­kich, z któ­rych część ni­gdy nie otrzy­mu­je szan­sy na na­ro­dzi­ny. W prak­ty­ce ozna­cza to se­lek­cję i od­rzu­ca­nie ist­nień ludz­kich na naj­wcze­śniej­szym eta­pie rozwoju.

Dla­te­go wła­śnie sta­no­wi­sko do­pusz­cza­ją­ce in vi­tro stoi w sprzecz­no­ści z jed­no­znacz­ną de­kla­ra­cją „za ży­ciem”. Je­śli bo­wiem każ­de ży­cie ma war­tość i god­ność od po­czę­cia, to nie moż­na po­mi­jać fak­tu, że w pro­ce­du­rze za­płod­nie­nia po­za­ustro­jo­we­go po­wsta­ją kon­kret­ne, bio­lo­gicz­nie ist­nie­ją­ce ludz­kie za­rod­ki. Część z nich zo­sta­je za­mro­żo­na, część ob­umie­ra, część jest eli­mi­no­wa­na. To rze­czy­wi­stość, o któ­rej rzad­ko mó­wi się wprost. Trud­no po­go­dzić sprze­ciw wo­bec abor­cji z ak­cep­ta­cją pro­ce­du­ry, któ­ra – choć mo­ty­wo­wa­na pra­gnie­niem ro­dzi­ciel­stwa – rów­nież do­ty­ka naj­bar­dziej bez­bron­nych ist­nień ludzkich.

Wła­śnie dla­te­go te­mat in vi­tro nie jest je­dy­nie kwe­stią me­dycz­ną, lecz głę­bo­ko etycz­ną. Ży­cie ludz­kie nie pod­le­ga stop­nio­wa­niu ani se­lek­cji. Każ­dy em­brion to czło­wiek w po­cząt­ko­wej fa­zie roz­wo­ju – oso­ba, któ­rej przy­słu­gu­je peł­na god­ność. Z tej per­spek­ty­wy nie spo­sób nie do­strzec na­pię­cia mię­dzy jed­no­znacz­ną de­kla­ra­cją obro­ny ży­cia a do­pusz­cze­niem prak­ty­ki, któ­ra to ży­cie trak­tu­je w spo­sób instrumentalny.

Ten roz­dź­więk po­ka­zu­je, jak trud­na i wy­ma­ga­ją­ca jest kon­se­kwen­cja w obro­nie ży­cia – zwłasz­cza dziś, gdy pre­sja spo­łecz­na i emo­cjo­nal­ne ar­gu­men­ty czę­sto prze­sła­nia­ją wy­miar mo­ral­ny ca­łej sprawy.

 

jb
Źró­dło: onet.pl, TVN24, Pol­skim Ra­diu 24, dorzeczy.pl

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj