Tylko życie ma przyszłość!

My body, my choice! Czy aby na pewno?

My body, my choice. Fot.: https://pl.123rf.com/

Jed­nym z głów­nych ar­gu­men­tów wy­su­wa­nych prze­ciw­ko za­ka­zo­wi abor­cji jest ten na­wią­zu­ją­cy do nie­zby­wal­ne­go pra­wa sta­no­wie­nia o so­bie. My bo­dy – my cho­ice, Mo­je cia­ło – mój wy­bór, gło­szą sztan­da­ry jej zwo­len­ni­ków… To ha­sło zda­je się prze­ma­wiać do współ­cze­snej wy­obraź­ni naj­moc­niej ze wszyst­kich. Spra­wia, że w wie­lu lu­dziach, któ­rym bli­ska jest idea wol­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści, ro­dzą się dy­le­ma­ty, czy aby na pew­no wol­no na­rzu­cać dru­gie­mu czło­wie­ko­wi, jak ma on de­cy­do­wać o sobie?

Czło­wie­ka nie wol­no krzyw­dzić, fi­zycz­nie ani psy­chicz­nie, do ni­cze­go nie wol­no go zmu­szać ani wię­zić czy oka­le­czać. Nie ma czło­wie­ka przy zdro­wych zmy­słach, któ­ry by za­prze­czał te­mu pra­wu – przy­naj­mniej w świe­cie zbu­do­wa­nym na fun­da­men­cie cy­wi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej. I to wła­śnie w imię te­go pra­wa ogra­ni­cza­my wol­ność prze­stęp­ców i agresorów.

Prze­ko­na­nie, że każ­dy ma pra­wo do sa­mo­sta­no­wie­nia, nie prze­szka­dza nam rów­nież wy­cho­dzić z po­mo­cą do lu­dzi, któ­rzy oka­le­cza­ją swo­je cia­ła, nad­uży­wa­ją al­ko­ho­lu lub tkwią w re­la­cjach na­zna­czo­nych prze­mo­cą. Bez py­ta­nia o zgo­dę uda­rem­nia­my sa­mo­bój­stwa i ra­tu­je­my ich nie­do­szłe ofia­ry. W żad­nym rów­nież szpi­ta­lu nie usu­wa się zdro­wych or­ga­nów na żą­da­nie, a o te cho­re le­ka­rze wal­czą do koń­ca, do­pó­ki funk­cjo­nu­ją. Na­wet cho­ry ząb trud­no wy­rwać, je­śli den­ty­sta wi­dzi, że moż­na go jesz­cze le­czyć. Spo­łecz­ne pra­wo do sa­mo­sta­no­wie­nia czło­wie­ka jest pra­wem wy­łącz­nie po­zy­tyw­nym. Oczy­wi­ście, moż­li­we jest, że ktoś ze­chce tar­gnąć się na swo­je ży­cie, ale etycz­nym obo­wiąz­kiem bli­skich i spo­łe­czeń­stwa jest mu to uda­rem­nić, a nie w tym po­ma­gać. Każ­da for­ma au­to­agre­sji zwy­kle od ra­zu uru­cha­mia spo­łecz­ną re­ak­cję prze­ciw­dzia­ła­nia i wsparcia.

A za­tem, na­wet gdy­by by­ło praw­dzi­we twier­dze­nie, że po­czę­te dziec­ko jest cia­łem ko­bie­ty, i fak­tycz­nie wie­rzy­li­by w nie ci, któ­rzy je gło­szą, żą­da­nie przez ko­bie­tę abor­cji wy­wo­ły­wa­ło­by re­ak­cję ta­ką sa­mą, jak gdy­by przy­szła ona z żą­da­niem usu­nię­cia jej wła­snej gło­wy, koń­czyn czy kor­pu­su. Al­bo na­po­ty­ka­ła­by rze­czo­wy opór, jak wów­czas, gdy­by przy­szła z nad­ła­ma­nym zę­bem, do­ma­ga­jąc się je­go wy­rwa­nia. Nic ta­kie­go jed­nak się nie dzie­je wśród tych, któ­rzy chcą uwa­żać, że po­czę­te dziec­ko jest ni­czym wię­cej jak frag­men­tem cia­ła je­go matki.

Abor­cja to nie jest ży­cie, jak pró­bu­ją nam wmó­wić abor­cjo­nist­ki w spo­cie re­kla­mo­wym kam­pa­nii Jej cia­ło – jej wy­bór. Abor­cja to śmierć. Doj­rze­wa­ją­ce w ło­nie mat­ki dziec­ko nie jest jej cia­łem. Ma pra­wo do nie­ty­kal­no­ści i sa­mo­sta­no­wie­nia tak, jak każ­dy in­ny czło­wiek. Ja­ko za­leż­ne i bez­bron­ne – po­win­no szcze­gól­nie po­ru­szać le­wi­co­we ser­ca wraż­li­we na dys­kry­mi­na­cję. Brak współ­czu­cia dla nie­go i je­go mat­ki do­sad­nie po­ka­zu­je, że w ca­łej tej woj­nie na ha­sła wca­le nie cho­dzi o pra­wa ko­biet, o sza­cu­nek ani o wolność.

Zwo­len­ni­cy abor­cji wie­dzą, że żą­da­ją pra­wa do oka­le­cza­nia ko­bie­cych ciał, by usu­nąć z nich cia­ło in­ne­go czło­wie­ka. W pro­mo­wa­niu ha­sła Mo­je cia­ło – mój wy­bór cho­dzi im przede wszyst­kim o wy­kre­owa­nie nie­ludz­kiej za­sa­dy: Two­je cia­ło – twój pro­blem. Cho­dzi o to, by ko­bie­ta w cią­ży, w at­mos­fe­rze za­gro­że­nia, uwie­rzy­ła, że jest sa­ma. Cho­dzi o to, aby po­zba­wić spo­łe­czeń­stwo po­czu­cia so­li­dar­no­ści i od­ru­chu wspar­cia – wo­bec niej i dziec­ka. Cho­dzi wresz­cie o to, że­by męż­czyzn zo­bo­jęt­nić na los ich part­ne­rek i potomstwa.

Świat kon­stru­owa­ny przez abor­cyj­ne ha­sła to świat ze­rwa­nych ludz­kich wię­zi, obo­jęt­ny i nar­cy­stycz­ny. Nie daj­my so­bie wmó­wić w imię rze­ko­mej wol­no­ści, że nic nie mo­że­my dla sie­bie na­wza­jem zro­bić, bo nic nas nie łą­czy. Abor­cja do­ty­czy nas wszyst­kich, bo – jak wo­ła­ła Mat­ka Te­re­sa z Kal­ku­ty – je­śli mat­ka za­bi­ja swo­je dziec­ko, to kto na tym świe­cie mo­że czuć się bezpieczny?

 

KW

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj

Polecamy artykuły: