Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Co naprawdę zmienia się dla rodziców po stracie dziecka?

Cienie
Cienie. Fot.: [koldunovaaa]©123RF.COM

W lip­cu te­go ro­ku Mi­ni­ster­stwo Ro­dzi­ny ogło­si­ło zmia­ny, któ­re w opi­nii wie­lu ma­ją „ra­dy­kal­nie uła­twić ży­cie” ro­dzi­com, któ­rzy stra­ci­li dziec­ko na wcze­snym eta­pie cią­ży. No­we prze­pi­sy umoż­li­wia­ją uzy­ska­nie skró­co­ne­go urlo­pu ma­cie­rzyń­skie­go i za­sił­ku po­grze­bo­we­go na pod­sta­wie sa­me­go za­świad­cze­nia le­ka­rza lub po­łoż­nej. Co waż­ne — do­ku­ment nie mu­si za­wie­rać okre­śle­nia płci dziec­ka, a sam etap cią­ży rów­nież nie ma znaczenia.

To, co na pierw­szy rzut oka wy­da­je się prze­ło­mem, w prak­ty­ce mo­że oka­zać się tyl­ko ko­sme­tycz­ną ko­rek­tą, je­śli nie zo­sta­ną speł­nio­ne in­ne wa­run­ki — re­al­ne, spo­łecz­ne i instytucjonalne.

Roz­po­rzą­dze­nia to nie wszyst­ko — z czym na­praw­dę zma­ga­ją się ro­dzi­ce po stracie?

Od­po­wiedź pły­nie z do­świad­cze­nia tych, któ­rzy to­wa­rzy­szą ro­dzi­nom po stra­cie od lat. Dr. Piotr Guz­dek z Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka, wspie­ra­ją­ce­go ro­dzi­ców po po­ro­nie­niu nie kry­je sceptycyzmu:

„Do­ce­niam wy­sił­ki pa­ni mi­ni­ster, ale za­cho­wu­ję du­ży dy­stans wo­bec eu­fo­rii me­dial­nej. To nie prze­pi­sy są naj­więk­szym pro­ble­mem. Pro­ble­mem jest nie­wie­dza, opór i cza­sem obo­jęt­ność lekarzy.”

Z je­go re­la­cji wy­ła­nia się smut­ny i za­ra­zem bo­le­sny ob­raz: ro­dzi­ce, któ­rzy stra­ci dziec­ko, czę­sto mu­szą naj­pierw wal­czyć o do­ku­men­ty, po­tem o  do po­chów­ku, a na koń­cu — o zrozumienie.

Nie­wie­dza i opór per­so­ne­lu medycznego

Choć prze­pi­sy od lat ze­zwa­la­ją na po­chó­wek dziec­ka bez ko­niecz­no­ści okre­śla­nia je­go płci, wie­lu le­ka­rzy od­ma­wia wy­sta­wie­nia kar­ty zgo­nu – w czę­ści prze­zna­czo­nej dla ad­mi­ni­stra­cji cmen­ta­rza, w przy­pad­ku bra­ku ba­dań ge­ne­tycz­nych — co jest nie­zgod­ne z prawem.

Na­wet le­ka­rze pra­cu­ją­cy w pry­wat­nych prak­ty­kach, gdzie by­ła pro­wa­dzo­na od po­cząt­ku cią­ży, nie za­wsze czu­ją się od­po­wie­dzial­ni za wy­sta­wie­nie do­ku­men­tów po­trzeb­nych do po­grze­bu. Co wię­cej — by­wa, że le­ka­rze nie chcą spraw­dzać no­wych prze­pi­sów na­wet wte­dy, gdy pa­cjent­ka ich o to prosi.

Or­ga­ni­za­cyj­ny cha­os – kto ma wy­sta­wić dokumenty?

Ko­bie­ty, któ­re ro­nią w do­mu, czę­sto zo­sta­ją sa­me z cia­łem swo­je­go zmar­łe­go dziec­ka – bez wspar­cia i bez ja­snych in­for­ma­cji, co da­lej. Chcą god­nie po­cho­wać swo­je dziec­ko, ale nie wie­dzą, do ko­go się zwrócić.

  • Czy kar­tę zgo­nu wy­sta­wia prywatny?
  • A mo­że ten, któ­ry przyj­mo­wał pa­cjent­kę w szpitalu?
  • Czy po­łoż­na mo­że wy­peł­nić wszyst­ko, co potrzebne?
  • A co je­śli nikt nie chce wziąć za to odpowiedzialności?

Efekt? Ty­go­dnie szu­ka­nia le­ka­rza, proś­by, tłu­ma­cze­nia, cza­sem wstyd i po­czu­cie wi­ny. Wszyst­ko w cza­sie, gdy ro­dzi­na po­win­na móc prze­żyć ża­ło­bę w spokoju.

Styg­ma­ty­za­cja i niezrozumienie

Nie cho­dzi tyl­ko o brak wie­dzy. Zda­rza się, że per­so­nel me­dycz­ny otwar­cie wy­ra­ża nie­chęć wo­bec ro­dzi­ców, któ­rzy chcą po­cho­wać swo­je dziec­ko — zwłasz­cza, je­śli by­ła to wcze­sna . Jak­by ża­ło­ba po kil­ku ty­go­dniach cią­ży by­ła „na wy­rost”, nie­po­trzeb­na, nie­sto­sow­na. To nie jed­nost­ko­we przy­pad­ki. To sys­te­mo­wy brak em­pa­tii i opie­ki psy­cho­lo­gicz­nej w sy­tu­acjach granicznych.

No­we prze­pi­sy? Tak. Ale co z edu­ka­cją i odpowiedzialnością?

Mi­ni­ster­stwo mo­że wy­da­wać ko­lej­ne roz­po­rzą­dze­nia, uprasz­czać for­mu­la­rze, do­da­wać za­świad­cze­nia — ale to nie zmie­ni nic, je­śli per­so­nel me­dycz­ny nie bę­dzie wiedział:

  • co moż­na wystawić,
  • kto jest za co odpowiedzialny,
  • ja­kie pra­wa przy­słu­gu­ją rodzinom.

Bez szko­le­nia per­so­ne­lu od­dzia­łów po­łoż­ni­czych, bez ja­sne­go sys­te­mu in­for­ma­cji dla pa­cjen­tów, bez jed­no­znacz­nych pro­ce­dur i stan­dar­dów, każ­da zmia­na praw­na bę­dzie tyl­ko półśrodkiem.

Cho­ciaż in­ten­cje re­sor­tu są słusz­ne, a kie­ru­nek – do­bry, trze­ba gło­śno po­wie­dzieć: pra­wo w Pol­sce wciąż nie chro­ni w peł­ni ro­dzi­ców po stra­cie dziec­ka. A już na pew­no nie w prak­ty­ce. Do­pie­ro gdy le­ka­rze, po­łoż­ne, re­je­stra­tor­ki me­dycz­ne i urzęd­ni­cy bę­dą wie­dzie­li, co ro­bić — i bę­dą to ro­bić z em­pa­tią — wte­dy moż­na mó­wić o re­al­nej zmia­nie. Do te­go cza­su, ro­dzi­ce, któ­rzy stra­ci dziec­ko, bę­dą zda­ni na wła­sne si­ły, de­ter­mi­na­cję i… szczę­ście. A to zde­cy­do­wa­nie zbyt mało.

 

jb

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj