Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Jagódka, która jest światłem

Agnieszka i Maciej Tomiccy – laureaci nagrody „Przyjaciel Życia – Cichy Bohater” 2026
Agnieszka i Maciej Tomiccy – laureaci nagrody „Przyjaciel Życia – Cichy Bohater” 2026

Trud dźwi­ga­nia cho­ro­by czy nie­peł­no­spraw­no­ści jed­ne­go z członków ro­dzi­ny spra­wia, że wy­ostrza­ją się zmy­sły po­zo­sta­łych do­mow­ników na do­strze­ga­nie po­trzeb i na na­ukę bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści. To, co nisz­czy ro­dzi­nę to brak mi­ło­ści, cza­su i wię­zi. To są praw­dzi­wi mor­der­cy ro­dzin, a nie cho­ro­ba dziec­ka – mó­wią Agniesz­ka i Ma­ciej To­mic­cy, te­go­rocz­ni lau­re­aci Na­gro­dy „Przy­ja­ciel Ży­cia – Ci­chy Bohater”.

 Jak za­czy­na się hi­sto­ria Wa­szej miłości?

Ma­ciej To­mic­ki: Szcze­rze mó­wiąc, to ja już po pierw­szych pię­ciu mi­nu­tach wie­dzia­łem, że Agniesz­ka bę­dzie mat­ką mo­ich dzie­ci. Póź­niej trze­ba by­ło „tyl­ko” ten plan zre­ali­zo­wać. Ja by­łem chłop­cem z blo­ków, tro­chę ło­bu­zem i chu­li­ga­nem, a Agniesz­ka by­ła grzecz­ną dziew­czy­ną z naj­lep­sze­go li­ceum w Po­zna­niu. Lu­bię mó­wić, że to tro­chę jak mezalians.

Czym Agniesz­ka Cię urze­kła, że tak szyb­ko się zakochałeś?

MT: Jest sza­le­nie in­te­li­gent­na, od ra­zu za­im­po­no­wa­ła mi swo­ją wie­dzą. Kie­dy spo­ty­ka się pięk­ną i mą­drą ko­bie­tę, któ­ra na do­da­tek świet­nie go­tu­je, chce mieć du­żą ro­dzi­nę i dzie­li te sa­me war­to­ści, no to nie ma sen­su szu­kać ko­goś in­ne­go. Mu­sia­łem więc zro­bić wszyst­ko, że­by księż­nicz­ka chcia­ła wyjść za mąż za ta­kie­go pa­zia, jak ja.

Uda­ło się. Je­ste­ście mał­żeń­stwem od po­nad osiem­na­stu lat.

MT: I zje­dli­śmy ra­zem becz­kę so­li. A ra­czej kil­ka be­czek. Każ­de­go dnia prze­ko­nu­ję się, że do­brze wy­bra­łem, bo Agniesz­ka jest wspa­nia­łą ma­mą i żoną.

Agniesz­ka To­mic­ka: Ja z ko­lei cie­szę się, że Ma­ciej jest przy mnie, że jest dla mnie wspar­ciem. W ca­łej na­szej hi­sto­rii wal­ki o ży­cie Ja­go­dy, kie­dy psy­chi­kę zaj­mu­je lęk o dziec­ko, za­ko­py­wa­łam swo­je po­trze­by. A Ma­ciej przy­po­mi­na mi o tym, że je­stem nie tyl­ko ma­mą, ale też żo­ną. Czę­sto mi mó­wi, że mnie ko­cha, ad­o­ru­je mnie, czu­ję, że je­stem dla nie­go waż­na. Jest też po pro­stu od­po­wie­dzial­nym czło­wie­kiem i do­brym tatą.

Je­ste­ście ro­dzi­ca­mi czwór­ki dzie­ci: Oli, Sta­sia, Fran­ka i Ja­gód­ki. To ro­dzi­ciel­stwo na­zna­czo­ne pre­na­tal­ną stra­tą Sta­sia i cho­ro­bą Jagody.

AT: Ro­dzi­ciel­stwo by­ło dla nas speł­nie­niem ma­rzeń. Kie­dy się po­zna­li­śmy, pla­no­wa­li­śmy du­żą ro­dzi­nę. Ja od za­wsze wi­dzia­łam się w ro­li ma­my. Chcia­łam tę mi­łość, któ­ra we mnie ki­pi, prze­le­wać na dzieci.

Opo­wiedz­cie, pro­szę, jak prze­bie­ga­ła cią­ża z Ja­go­dą? Kie­dy do­wie­dzie­li­ście się, że coś jest nie tak?

MT: Ja od po­cząt­ku wie­dzia­łem, że nie bę­dzie lek­ko, bo pod­czas każ­dej po­przed­niej cią­ży by­ły mniej­sze lub więk­sze pro­ble­my. Ale od po­cząt­ku ko­cha­łem tak sa­mo moc­no i Ja­go­dę, i Agniesz­kę. I o każ­dą się bałem.

AT: W osiem­na­stym ty­go­dniu cią­ży za­czę­łam krwa­wić i mia­łam sil­ne skur­cze. Bar­dzo się ba­łam, że po­ro­nię, ale uda­ło się tę cią­żę utrzy­mać jesz­cze przez kil­ka ty­go­dni. Le­ka­rze ro­bi­li ko­lej­ne i ko­lej­ne ba­da­nia i mó­wi­li, że nie wi­dzą nic nie­po­ko­ją­ce­go. Jed­nak mój stan się po­gar­szał, mu­sia­łam mieć prze­ta­cza­ną krew. W koń­cu le­ka­rze za­czę­li bać się tak­że o mo­je ży­cie. Mó­wi­li, że Ja­go­da te­go nie prze­ży­je. To był trud­ny czas, bo mia­łam świa­do­mość, że w do­mu jest dwój­ka ma­łych dzie­ci. To, co by­ło naj­gor­sze w tej cią­ży, to tak na­praw­dę cze­ka­nie na śmierć. Mie­li­śmy wte­dy z Ma­cie­jem po dwa­dzie­ścia dzie­więć lat i roz­ma­wia­li­śmy o tym, gdzie bę­dzie­my po­cho­wa­ne z Ja­go­dą i kto zaj­mie się po­zo­sta­ły­mi dzieć­mi… W dwu­dzie­stym czwar­tym ty­go­dniu do­szło do cał­ko­wi­te­go od­kle­je­nia się ło­ży­ska i trze­ba by­ło roz­wią­zać ciążę.

MT: Nikt nie jest go­to­wy na coś ta­kie­go. Stres, strach i po­czu­cie bez­rad­no­ści to dla fa­ce­ta coś naj­trud­niej­sze­go. Chciał­bym zro­bić wszyst­ko, a nie mo­głem zro­bić nic. I wte­dy do­sze­dłem do wnio­sku, że je­dy­ne, co mo­gę zro­bić, to po pro­stu być opar­ciem dla Agniesz­ki i dzie­ci. Tyl­ko ty­le i aż tyle. 

Trud­no mi so­bie wy­obra­zić, przez co prze­cho­dzi­li­ście. Lęk o Ja­go­dę, o wła­sne życie…

AT: To by­ło bar­dzo trud­ne… Pa­mię­tam bar­dzo do­brze mo­ment jej po­ro­du. Je­cha­łam szpi­tal­nym ko­ry­ta­rzem i wie­dzia­łam, że być mo­że za chwi­lę spo­tkam się z Bo­giem. Za­czę­łam od­ma­wiać „Oj­cze nasz”, bo wie­dzia­łam, że nic już ode mnie nie za­le­ży. To mi przy­nio­sło ogrom­ny spo­kój. Wie­dzia­łam, że Pan Bóg jest tak do­bry, że tu­taj na zie­mi po­ukła­da ży­cie mo­jej ro­dzi­ny, je­śli mnie i Ja­go­dy zabraknie…

Co czu­łaś, kie­dy się obudziłaś?

AT: Ma­ciej był obok. Za­py­ta­łam, czy Ja­go­da so­bie po­ra­dzi­ła, czy prze­ży­ła. I gdy on od­po­wie­dział, że cór­ka ży­je, to ogar­nę­ło mnie uczu­cie nie­sa­mo­wi­tej ła­ski i wdzięcz­no­ści za to, że obie jesz­cze tu­taj je­ste­śmy. Te pierw­sze dni i ty­go­dnie to był czas ta­kie­go za­wie­sze­nia mię­dzy ży­ciem a śmier­cią. Ja­go­da wal­czy­ła z ca­łych sił, a my mo­gli­śmy tyl­ko pa­trzeć na jej ma­łe ciał­ko i na jej wal­kę o każ­dy ko­lej­ny dzień z nami.

Ja­kie dia­gno­zy po­sta­wi­li wte­dy le­ka­rze? Co mówili?

 MT: Ja­gód­ka przy po­ro­dzie wa­ży­ła sześć­set gra­mów. Kie­dy ją zo­ba­czy­łem pierw­szy raz, by­ła za­wi­nię­ta w róż­nych ko­cy­kach, le­ża­ła w in­ku­ba­to­rze. Le­ka­rze od­sło­ni­li mi jej pię­tę i po­wie­dzie­li, że mo­gę ją do­tknąć mo­im ma­łym pal­cem. Za­bra­li ją na in­ten­syw­ną te­ra­pię no­wo­rod­ka, za­ło­ży­li wkłu­cia, po pro­stu ją ratowali.

AT: Po dwóch czy trzech ty­go­dniach Ja­go­da mia­ła przejść pierw­szą ope­ra­cję, któ­ra mia­ła umoż­li­wić jej dal­sze ży­cie. Kie­dy za­py­ta­łam le­ka­rza o to, cze­go on się naj­bar­dziej boi, od­po­wie­dział mi, że w za­sa­dzie ona ma pięć pro­cent szans i że wła­ści­wie to po­win­ni­śmy się po­że­gnać z cór­ką. Schy­li­łam się wte­dy do in­ku­ba­to­ra, otwo­rzy­łam drzwicz­ki i za­czę­łam się mo­dlić: „Pa­nie Bo­że, wi­dzę, że wszyst­ko, co po ludz­ku jest moż­li­we, jest ro­bio­ne, ale Ty tym za­rzą­dzasz. Ty mo­żesz do­ło­żyć dni do na­sze­go ży­cia, Ty mo­żesz je za­brać”. I wte­dy bar­dzo świa­do­mie zgo­dzi­łam się na Je­go wo­lę. Wie­dzia­łam, że je­śli On po­sta­no­wi za­brać Ja­go­dę do sie­bie, to to bę­dzie dla niej naj­lep­sze. Wte­dy też po­sta­no­wi­łam, że je­śli Pan Bóg nam ją zo­sta­wi, to każ­dy dzień bę­dzie na Je­go chwa­łę, a ży­cie Ja­go­dy po­sta­ra­my się uczy­nić naj­pięk­niej­szym, jak to tyl­ko moż­li­we. Chcie­li­śmy, że­by ona by­ła świad­kiem Bo­żej miłości.

Ja­go­da skoń­czy­ła dzie­sięć lat. Jej hi­sto­rię, Agniesz­ko, opi­su­jesz na blo­gu oraz w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Wy­peł­niasz Two­ją obiet­ni­cę, że­by uczy­nić Ja­go­dę świad­kiem i świa­tłem w ży­ciu in­nych ludzi.

AT: Wie­rzę, że ży­cie Ja­go­dy to Bo­ży plan. Dla mnie to hi­sto­ria o tym, jak Pan Bóg wy­bie­ra ma­lut­kie na­rzę­dzie, któ­re dla in­nych, dla świa­ta, mo­gło­by się wy­da­wać ze­psu­te i uszko­dzo­ne… A to na­rzą­dzie jest za­rze­wiem do­brych hi­sto­rii. Przez te wszyst­kie la­ta, kie­dy pi­sa­łam blo­ga Ja­go­dy, spo­tka­li­śmy na swo­jej dro­dze bar­dzo wie­le osób, któ­rym Ja­go­da po­mo­gła pod­jąć waż­ne decyzje.

 To zna­czy?

AT: Zwra­ca­ją się do mnie ko­bie­ty w trud­nych mo­men­tach swo­je­go ży­cia: w za­gro­żo­nej cią­ży, po stra­cie, z nie­po­myśl­ną dia­gno­zą pre­na­tal­ną. Po­trze­bu­ją roz­mo­wy, obec­no­ści. I cho­ciaż się nie zna­my, to w ta­kim kry­zy­so­wym mo­men­cie nie to jest waż­ne. Waż­ne jest to, że­by po pro­stu z kimś być, po­świę­cić mu czas. Bo cza­sem w ser­cach lu­dzi ro­dzą się ta­kie py­ta­nia, któ­re bo­ją się za­dać swo­im bli­skim. Cza­sem ła­twiej jest po­roz­ma­wiać z nie­zna­jo­mym. Ła­twiej jest też po­wie­dzieć to, co w ser­cu, ko­muś, kto prze­szedł po­dob­ną dro­gę i mo­że po­dzie­lić się swo­im doświadczeniem.

Cza­sem to to­wa­rzy­sze­nie spra­wia, że ktoś zmie­nia swo­ją de­cy­zję o abor­cji i po­sta­na­wia uro­dzić dziec­ko i choć po­cząt­ko­wo my­ślał o od­da­niu go do ad­op­cji, to jed­nak przyj­mu­je to ma­leń­kie ży­cie w stu pro­cen­tach, za­bie­ra je do do­mu i two­rzy pięk­ną rodzinę…

My­ślę, że kie­dyś Ja­go­da za­bie­rze wszyst­kie te hi­sto­rie i za­nie­sie je w ko­szu Pa­nu Bo­gu. Ja­gód­ka po­ma­ga lu­dziom prze­ła­my­wać lę­ki, otwie­rać ser­ce na mi­łość, do­pro­wa­dza do wie­lu prze­mian i we­wnętrz­nych uzdrowień…

A cze­go uczy Was by­cie ro­dzi­cem dziec­ka z niepełnosprawnością?

AT: Pierw­sze dwa la­ta jej ży­cia wy­ku­ły w nas po­ko­rę i cier­pli­wość. Na­uczy­li­śmy się wte­dy, że ni­gdy nie po­zna­my od­po­wie­dzi na py­ta­nie o to, ile cza­su nam zo­sta­ło. To wła­śnie Ja­go­da na­uczy­ła nas, że sko­ro nie wie­my, ile cza­su ma­my, to trze­ba w każ­dej mi­nu­cie ży­cia da­wać mi­łość, mó­wić, jak bar­dzo się ko­cha bli­skich, przy­tu­lać ich, być obok. Bo tak na­praw­dę tyl­ko to się w ży­ciu liczy.

Nie­rzad­ko sły­szy się, że nie­peł­no­spraw­ność jest przy­czy­ną roz­pa­du ro­dzin. Wy po­ka­zu­je­cie coś zu­peł­nie innego.

AT: Trud dźwi­ga­nia cho­ro­by czy nie­peł­no­spraw­no­ści jed­ne­go z człon­ków ro­dzi­ny spra­wia, że wy­ostrza­ją się zmy­sły po­zo­sta­łych do­mow­ni­ków na do­strze­ga­nie po­trzeb i na na­ukę bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści. To, co nisz­czy ro­dzi­nę to brak mi­ło­ści, cza­su i wię­zi. To są praw­dzi­wi mor­der­cy ro­dzin, a nie cho­ro­ba dziecka.

MT: Świat czę­sto nas zwo­dzi i pró­bu­je nam po­ka­zać, że szczę­ście jest gdzie in­dziej. Lu­dziom się wy­da­je, że wie­dzą wszyst­ko. Ma­my ba­da­nia, na­ukę, le­ki, psy­chia­trów. A mi­mo to co­raz wię­cej lu­dzi jest nie­szczę­śli­wych… Nie po­trze­bu­je­my do szczę­ścia ogro­mu pie­nię­dzy, wy­jaz­dów, wa­ka­cji. Ja­go­da, jej szcze­ra ra­dość, czy­stość i we­wnętrz­ne świa­tło spra­wia, że wszyst­kie tru­dy ży­cia zni­ka­ją, a jej szczę­ście jest na­szym szczęściem.

Co, Wa­szym zda­niem, zna­czy być przy­ja­cie­lem życia?

 AT: Przy­ja­ciel ży­cia to ktoś, kto do­strze­ga w dru­gim czło­wie­ku szan­sę i po­ten­cjał. Wi­dzi w czło­wie­ku czło­wie­ka i wie, że ży­cie jest da­rem i ła­ską. Ta­ka oso­ba ni­gdy nie od­bie­rze dru­gie­mu szan­sy, nie zga­si na­dziei i nie po­grą­ży go w ciemności.

MT: Ja bym do­dał, że przy­ja­ciel ży­cia dba tak­że o god­ność czło­wie­ka. Nie de­fi­niu­je ni­ko­go przez je­go sła­bość, cho­ro­bę czy war­tość, ja­ką ktoś mo­że wnieść do spo­łe­czeń­stwa. Naj­waż­niej­sze jest to, by nie odzie­rać dru­gie­go czło­wie­ka z godności. 

„Kwiat Jagody” – wyjątkowa książka inspirowana życiem

Wi­sia jest po­god­ną dziew­czyn­ką, dla któ­rej każ­dy dzień jest oka­zją do przy­gód z przy­ja­ciół­mi. Ra­zem z bra­tem i in­ny­mi dzieć­mi z uli­cy, wśród bez­tro­skich wiej­skich kra­jo­bra­zów, wy­my­śla wciąż no­we zabawy.

Pew­ne­go dnia dziew­czyn­ka do­wia­du­je się, że jej ro­dzi­na ma się po­więk­szyć! Nie wszyst­ko jed­nak ukła­da się tak sie­lan­ko­wo, a w spo­koj­ną co­dzien­ność do­mu wkra­cza coś zu­peł­nie no­we­go i nie­ocze­ki­wa­ne­go – szpi­tal i wcze­śniac­two jej sio­strzycz­ki. „Kwiat Ja­go­dy” to wzru­sza­ją­ca opo­wieść, w któ­rej dzie­cię­ce przy­go­dy prze­pla­ta­ją się z waż­ny­mi ży­cio­wy­mi lekcjami.

Książ­ka w de­li­kat­ny spo­sób opo­wia­da o tym, co trud­ne, a jed­no­cze­śnie uczy, że mi­łość wy­gry­wa z tę­sk­no­tą i lę­kiem. „Kwiat Ja­go­dy” to wy­jąt­ko­wa pu­bli­ka­cja – Au­tor­ka wspie­ra nie tyl­ko emo­cje dziec­ka, lecz pa­mię­ta tak­że o ro­dzi­cach, dla któ­rych do­dat­ko­wo przy­go­to­wa­ła tre­ści wir­tu­al­ne – do­ro­sły czy­tel­nik od­naj­dzie je na koń­cu książ­ki w po­sta­ci ko­dów QR.

In­for­ma­cje o książce:

Au­tor­ka: Agniesz­ka To­mic­ka, Wy­daw­nic­two Ber­ry, ce­na: 47,50 zł.

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj