Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Lekarze uratowali matkę i dziecko pod jej sercem

Noworodek
Noworodek. Fot.: envato.com

W cza­sach, gdy co­raz czę­ściej sły­szy­my, że „nie da się” ra­to­wać dwóch ist­nień ludz­kich jed­no­cze­śnie, hi­sto­ria z Ka­to­wic sta­je się moc­nym zna­kiem sprze­ci­wu wo­bec ta­kie­go my­śle­nia. Przez sie­dem mie­się­cy ze­spo­ły dwóch ślą­skich szpi­ta­li to­czy­ły dra­ma­tycz­ną, dzień po dniu, wal­kę o ży­cie dziec­ka nie­na­ro­dzo­ne­go i je­go mat­ki cho­rej na rzad­ką i śmier­tel­nie nie­bez­piecz­ną apla­zję szpi­ku. Zwy­cię­stwo nie by­ło oczy­wi­ste. A jed­nak – uro­dzi­ło się zdro­we dziec­ko, a mat­ka otrzy­ma­ła szan­sę na życie.

36-let­nia pa­cjent­ka tra­fi­ła do szpi­ta­la w 10. ty­go­dniu cią­ży. Wy­ni­ki ba­dań nie po­zo­sta­wia­ły złu­dzeń: cięż­ka nie­do­krwi­stość, dra­ma­tycz­nie ni­ski po­ziom pły­tek krwi i leu­ko­cy­tów. Roz­po­zna­nie – apla­zja szpi­ku, cho­ro­ba, w któ­rej szpik kost­ny nie­mal cał­ko­wi­cie prze­sta­je pro­du­ko­wać ko­mór­ki krwi.

Sy­tu­ację do­dat­ko­wo kom­pli­ko­wał fakt, że or­ga­nizm ko­bie­ty wy­twa­rzał prze­ciw­cia­ła nisz­czą­ce prze­ta­cza­ne płyt­ki krwi. Każ­dy dzień niósł re­al­ne ry­zy­ko ma­syw­ne­go krwo­to­ku, tak­że do­mó­zgo­we­go. Staw­ką by­ło ży­cie mat­ki. I ży­cie dziecka.

„To by­ła pa­cjent­ka eks­tre­mal­nie trud­na” – pod­kre­ślił pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej prof. Grze­gorz Hel­big, kie­row­nik Kli­ni­ki He­ma­to­lo­gii i Trans­plan­ta­cji Szpi­ku Sa­mo­dziel­ne­go Pu­blicz­ne­go Szpi­ta­la Kli­nicz­ne­go w Katowicach.

Cią­ża pod ści­słą kon­tro­lą. Bez skró­tów i „ła­twych decyzji”

He­ma­to­lo­dzy zwra­ca­li uwa­gę, że sa­ma cią­ża mo­gła mieć zwią­zek z roz­wo­jem cho­ro­by. Le­cze­nie wy­ma­ga­ło cią­głych prze­to­czeń krwi oraz in­dy­wi­du­al­nie do­bie­ra­nych pre­pa­ra­tów płytkowych.

„Licz­ba pły­tek krwi mo­men­ta­mi spa­da­ła do ze­ra lub kil­ku ty­się­cy na mi­kro­litr, pod­czas gdy do za­bie­gów ope­ra­cyj­nych po­trze­bu­je­my co naj­mniej 50–80 ty­się­cy” – opo­wia­dał prof. Helbig.

Pa­cjent­ka przez ca­łą ho­spi­ta­li­za­cję prze­by­wa­ła w izo­la­cji. Od­wie­dzi­ny ro­dzi­ny raz na trzy ty­go­dnie, by­ły ści­śle ogra­ni­czo­ne. Nad jej sta­nem czu­wał ze­spół he­ma­to­lo­gów, po­łoż­ni­ków i psy­cho­lo­gów. To nie by­ła tyl­ko wal­ka me­dycz­na. To by­ła pró­ba psy­chicz­nej wytrzymałości.

„Nie le­czy­li­śmy cho­ro­by. Ra­to­wa­li­śmy ciążę”

Rów­no­le­gle le­ka­rze Uni­wer­sy­tec­kie­go Cen­trum Kli­nicz­ne­go w Ka­to­wi­cach pro­wa­dzi­li cią­żę ja­ko skraj­nie wy­so­kie­go ryzyka.

„Z na­sze­go punk­tu wi­dze­nia nie by­ło to le­cze­nie cho­ro­by, ale pro­wa­dze­nie cią­ży w wa­run­kach bar­dzo wy­so­kie­go ry­zy­ka, aby jak naj­bez­piecz­niej do­pro­wa­dzić ją do rozwiązania”

– wy­ja­śnił dr To­masz Zie­liń­ski, po­łoż­nik z UCK.

Klu­czo­we nie by­ło sa­mo roz­wią­za­nie cią­ży, ale utrzy­ma­nie jej tak dłu­go, jak to tyl­ko moż­li­we, by dziec­ko mia­ło re­al­ną szan­sę na zdro­wy start. Każ­dy ty­dzień był wygraną.

De­cy­zja w 37. ty­go­dniu. Pre­cy­zja bez mar­gi­ne­su błędu

Z po­wo­du nie­wiel­kie­go za­ha­mo­wa­nia wzra­sta­nia dziec­ka le­ka­rze zde­cy­do­wa­li o wcze­śniej­szym za­koń­cze­niu cią­ży. 11 wrze­śnia 2025 ro­ku, po za­bez­pie­cze­niu od­po­wied­nich pre­pa­ra­tów krwi, wy­ko­na­no pla­no­we cię­cie cesarskie.

Na świat przy­szła dziew­czyn­ka w bar­dzo do­brym sta­nie ogól­nym: 2250 g, 50 cm, Ap­gar 10/10.

„Za­bieg mu­siał być prze­pro­wa­dzo­ny szyb­ko i pre­cyj­nie, przy bar­dzo ogra­ni­czo­nym mar­gi­ne­sie bez­pie­czeń­stwa” – za­zna­czył prof. Helbig.

Po po­ro­dzie: ko­lej­na wal­ka o ży­cie matki

Po­ród nie za­koń­czył dra­ma­tycz­nej hi­sto­rii. Cho­ro­ba nie ustą­pi­ła. Po uro­dze­niu się dziec­ka, ko­niecz­ne by­ło prze­szcze­pie­nie szpi­ku kost­ne­go od daw­cy nie­spo­krew­nio­ne­go. Daw­cę od­na­le­zio­no w mię­dzy­na­ro­do­wym rejestrze.

„Był to pierw­szy przy­pa­dek, kie­dy roz­po­zna­li­śmy cięż­ką apla­zję szpi­ku u pa­cjent­ki w cią­ży. (…) W tym przy­pad­ku po­stę­po­wa­nie jest na­praw­dę nie­stan­dar­do­we. Nie ma żad­nych wy­tycz­nych, któ­re mó­wią, co w ta­kiej sy­tu­acji na­le­ży ro­bić” – tłu­ma­czy­ła doc. An­na Ko­piń­ska z Kli­ni­ki Hematologii.

„To by­ła wal­ka z ty­go­dnia na ty­dzień, za­rów­no me­dycz­nie, jak i psychicznie”.

Pa­cjent­ka spę­dzi­ła w izo­la­cji ko­lej­ne dwa mie­sią­ce. Pod ko­niec li­sto­pa­da – już ja­ko mat­ka dwóch có­rek – mo­gła wró­cić do domu.

„Naj­bar­dziej ba­łam się o dziecko”

Dziś kil­ku­mie­sięcz­na dziew­czyn­ka roz­wi­ja się pra­wi­dło­wo. Jej ma­ma po­zo­sta­je pod sta­łą opie­ką po­rad­ni trans­plan­to­lo­gicz­nej i przyj­mu­je le­cze­nie im­mu­no­su­pre­syj­ne. Ro­ko­wa­nie le­ka­rze oce­nia­ją ja­ko dobre.

„Naj­trud­niej­sza by­ła izo­la­cja i nie­pew­ność, czy wszyst­ko się uda. Naj­bar­dziej ba­łam się o dziec­ko” – pod­su­mo­wa­ła matka.

Świa­dec­two me­dy­cy­ny, któ­ra chro­ni życie

Ta hi­sto­ria po­ka­zu­je, że ra­to­wa­nie ży­cia mat­ki i dziec­ka nie mu­si się wy­klu­czać. Wy­ma­ga od­wa­gi, cier­pli­wo­ści, współ­pra­cy wie­lu spe­cja­li­stów i odej­ścia od my­śle­nia, że je­dy­nym wyj­ściem jest re­zy­gna­cja z najsłabszego.

Ka­to­wic­ki przy­pa­dek to nie tyl­ko suk­ces kli­nicz­ny. To moc­ne świa­dec­two eto­su le­kar­skie­go, w któ­rym każ­de ży­cie ludz­kie ma war­tość – od po­czę­cia aż po ostat­ni oddech.

 

jb
Źró­dło: PAP

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj