Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Każde życie ludzkie zasługuje na szansę – historia małej Ali

Nóżki noworodka
Nóżki noworodka. Fot.: [beerkoff]©123RF.COM

W In­sty­tu­cie Cen­trum Zdro­wia Mat­ki Po­lki w Ło­dzi do­ko­na­no rze­czy nie­zwy­kłej – ży­cie no­wo na­ro­dzo­nej dziew­czyn­ki zo­sta­ło ura­to­wa­ne dzię­ki szyb­kiej i pre­cy­zyj­nej in­ter­wen­cji ze­spo­łu le­ka­rzy. Ala przy­szła na świat z gu­zem ser­ca więk­szym niż jej serduszko. 

Hi­sto­ria wal­ki o jej ży­cie roz­po­czę­ła się jesz­cze przed na­ro­dzi­na­mi. W kwiet­niu 2025 ro­ku pod­czas ba­da­nia pre­na­tal­ne­go wy­kry­to guz w wor­ku osier­dzio­wym ota­cza­ją­cym ser­ce dziec­ka. Zdia­gno­zo­wa­no po­twor­nia­ka ser­ca, rzad­ki no­wo­twór, któ­ry w tym przy­pad­ku po­ja­wił się wy­jąt­ko­wo wcze­śnie, bo w po­ło­wie cią­ży. Jak wy­ja­śnia prof. Ma­ria Re­spon­dek-Li­ber­ska, kie­row­nik Za­kła­du Kar­dio­lo­gii Pre­na­tal­nej ICZMP w Łodzi:

„Zwy­kle po­ja­wia się po 30. ty­go­dniu cią­ży. W tym sta­dium moż­na by­ło­by za­koń­czyć cią­żę i za­pla­no­wać za­bieg kar­dio­chi­rur­gicz­ny. Jed­nak w sy­tu­acji pa­ni Na­ta­lii by­ło to nie­moż­li­we, bo dziec­ko by nie przeżyło.”

Le­ka­rze sta­ra­li się utrzy­mać cią­żę jak naj­dłu­żej, aby zwięk­szyć szan­se dziec­ka na prze­ży­cie. Nie­ste­ty guz po­więk­szył się trzy­krot­nie, blo­ku­jąc roz­wój płuc i za­gra­ża­jąc ży­ciu dziew­czyn­ki. Ko­niecz­na sta­ła się na­tych­mia­sto­wa ope­ra­cja tuż po porodzie.

Lo­gi­sty­ka by­ła jed­nym z naj­więk­szych wy­zwań – blok po­ro­do­wy i sa­la ope­ra­cyj­na kar­dio­chi­rur­gicz­na dzie­li­ły set­ki me­trów, a trans­port skraj­nie osła­bio­ne­go wcze­śnia­ka mógł za­koń­czyć się tra­gicz­nie. Dla­te­go ze­spół le­ka­rzy pod­jął wy­jąt­ko­we roz­wią­za­nie – przy­sto­so­wa­no sa­lę hy­bry­do­wą, gdzie jed­no­cze­śnie wy­ko­na­no ce­sar­skie cię­cie i przy­go­to­wa­no ope­ra­cję serca.

„Ma­ma zo­sta­ła znie­czu­lo­na ogól­nie, a więc mniej ty­po­wo niż do kla­sycz­nych cięć ce­sar­skich, ale za­sto­so­wa­li­śmy ta­kie roz­wią­za­nie, że­by­śmy mo­gli pod­jąć szyb­kie dzia­ła­nia re­su­scy­ta­cyj­ne u dziec­ka jesz­cze na dzia­ła­ją­cej pę­po­wi­nie. Za­czę­łam in­tu­bo­wać dziec­ko za­raz po tym, gdy je­go głów­ka zo­sta­ła wy­do­by­ta z ma­ci­cy. Spo­dzie­wa­li­śmy się zgod­nie z ba­da­nia­mi pre­na­tal­ny­mi, że dziec­ko bę­dzie w bar­dzo złym sta­nie” – mó­wi dr Ka­ta­rzy­na Fortecka-Piestrzeniewicz.

W mo­men­cie na­ro­dzin Ala wy­ma­ga­ła re­ani­ma­cji. Już w 11. mi­nu­cie ży­cia tra­fi­ła na stół ope­ra­cyj­ny, a w 17. mi­nu­cie guz wiel­ko­ści man­da­ryn­ki zo­stał bez­piecz­nie usu­nię­ty. Ca­ła ope­ra­cja trwa­ła 45 minut.

„Szy­pu­ła gu­za znaj­do­wa­ła się bar­dzo bli­sko aor­ty i pra­wej tęt­ni­cy wień­co­wej. Każ­dy błąd mógł ozna­czać śmierć dziec­ka” – pod­kre­śla prof. Ka­ta­rzy­na Gi­lis-Ja­nu­szew­ska, kie­row­nik Kli­ni­ki Kar­dio­chi­rur­gii ICZMP.

Dziś Ala ma dwa i pół mie­sią­ca, jest kar­mio­na mle­kiem ma­my i roz­wi­ja się pra­wi­dło­wo. Ten przy­pa­dek po­ka­zu­je, jak ogrom­ne zna­cze­nie ma współ­pra­ca in­ter­dy­scy­pli­nar­na, od­wa­ga w po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji i… to, co naj­waż­niej­sze – da­nie dziec­ku szan­sy. Bo każ­de ży­cie, nie­za­leż­nie od trud­no­ści, za­słu­gu­je na ochro­nę i moż­li­wość rozwoju.

 

jb
Źró­dło: www.rynekzdrowia.pl

 

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj