Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Propozycja śmierci zamiast leczenia

Zastrzyk
Zastrzyk. Fot.: [chanawit] ©123RF.COM

Czy współ­cze­sna me­dy­cy­na, za­miast le­czyć i przy­wra­cać na­dzie­ję, nie­kie­dy za­czy­na pro­po­no­wać skró­ce­nie ży­cia ja­ko roz­wią­za­nie? Hi­sto­ria 84-let­niej Mi­riam Lan­ca­ster z Van­co­uver ob­na­ża nie­po­ko­ją­cy kie­ru­nek zmian – nie tyl­ko w sys­te­mie opie­ki zdro­wot­nej, lecz przede wszyst­kim w sa­mym spoj­rze­niu na czło­wie­ka, je­go cier­pie­nie oraz nie­zby­wal­ną, nie­na­ru­szal­ną godność.

Star­sza ko­bie­ta zgło­si­ła się do szpi­ta­la z po­wo­du bó­lu ple­ców. Jak re­la­cjo­nu­ją źró­dła, za­miast rze­tel­nej dia­gno­sty­ki i pod­ję­cia le­cze­nia, mia­ła usły­szeć pro­po­zy­cję sko­rzy­sta­nia z tzw. MAID – pro­ce­du­ry me­dycz­nie wspo­ma­ga­nej śmier­ci. Le­karz okre­ślił ją ja­ko „opcję, któ­ra po­ło­ży kres bó­lo­wi na zawsze”.

Sło­wa te nie są wy­ra­zem tro­ski o pa­cjen­ta, lecz prze­ja­wem głę­bo­kie­go kry­zy­su my­śle­nia o cier­pie­niu i sa­mej war­to­ści ludz­kie­go ży­cia. Me­dy­cy­na od swo­ich po­cząt­ków by­ła po­wo­ła­na do te­go, by to­wa­rzy­szyć czło­wie­ko­wi, ła­go­dzić ból i wal­czyć o zdro­wie. Tym­cza­sem w tym przy­pad­ku pa­dła pro­po­zy­cja za­koń­cze­nia ży­cia – pro­po­zy­cja, któ­ra w ogó­le nie po­win­na się po­ja­wić, zwłasz­cza za­nim pod­ję­to ja­ką­kol­wiek re­al­ną pró­bę le­cze­nia i ra­to­wa­nia zdro­wia pacjentki.

Na szczę­ście pa­ni Lan­ca­ster nie by­ła sa­ma. To­wa­rzy­szy­ła jej cór­ka, któ­ra sta­now­czo sprze­ci­wi­ła się ta­kie­mu roz­wią­za­niu. Dziś sa­ma za­da­je so­bie py­ta­nie: co by by­ło, gdy­by jej mat­ka osła­bio­na bó­lem lub po­grą­żo­na w chwi­lo­wym kry­zy­sie psy­chicz­nym, zo­sta­ła w szpi­ta­lu bez wspar­cia najbliższych?

Dal­szy roz­wój wy­da­rzeń po­ka­zu­je, jak wie­le moż­na by­ło jesz­cze uczy­nić. Oka­za­ło się, że przy­czy­ną bó­lu by­ło pęk­nię­cie mied­ni­cy zwią­za­ne z oste­opo­ro­zą. Po od­po­wied­nim le­cze­niu w in­nym ośrod­ku ko­bie­ta w cią­gu mie­sią­ca wró­ci­ła do spraw­no­ści i do swo­je­go do­mu. To fakt, któ­ry nie po­zwa­la przejść obo­jęt­nie: tam, gdzie za­pro­po­no­wa­no śmierć, moż­li­we by­ło po­wrót do życia.

Nie jest to przy­pa­dek od­osob­nio­ny. W Ka­na­dzie po­ja­wia­ją się ko­lej­ne świa­dec­twa osób, któ­rym za­miast kom­plek­so­wej opie­ki su­ge­ro­wa­no sko­rzy­sta­nie z pro­ce­du­ry MAID. Ro­ger Fo­ley, cier­pią­cy na po­waż­ne scho­rze­nie neu­ro­lo­gicz­ne, miał usły­szeć, że koszt je­go le­cze­nia jest wy­so­ki, a „al­ter­na­ty­wą” mo­że być jed­no­ra­zo­wy za­bieg za­koń­cze­nia ży­cia. Spra­wa tra­fi­ła do sądu.

Jesz­cze bar­dziej po­ru­sza­ją­ca jest hi­sto­ria pa­ra­olim­pij­ki Chri­sti­ne Gau­thier. Za­miast po­mo­cy w do­sto­so­wa­niu do­mu do jej po­trzeb, za­pro­po­no­wa­no jej… wspo­ma­ga­ną śmierć. Trud­no nie od­nieść wra­że­nia, że ży­cie oso­by cho­rej czy z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi za­czy­na być po­strze­ga­ne przez pry­zmat kosz­tu lub wy­go­dy systemu.

Rów­nie nie­po­ko­ją­ce są da­ne z Qu­ebe­cu, gdzie od­no­to­wa­no przy­pad­ki za­sto­so­wa­nia MAID wo­bec osób z re­la­tyw­nie nie­groź­ny­mi ura­za­mi, jak zła­ma­nie kost­ki. Każ­dy ta­ki przy­pa­dek jest sy­gna­łem alar­mo­wym, nie tyl­ko dla jed­ne­go kra­ju, ale dla ca­łej cy­wi­li­za­cji, któ­ra stoi dziś przed wy­bo­rem: czy iść dro­gą so­li­dar­no­ści z naj­słab­szy­mi, czy też do eli­mi­no­wa­nia cier­pie­nia po­przez eli­mi­na­cję cierpiących.

Czło­wiek, od po­czę­cia aż do na­tu­ral­nej śmier­ci po­sia­da god­ność, któ­rej nie na­da­je mu ani pań­stwo, ani sys­tem opie­ki zdro­wot­nej. Jest ona za­ko­rze­nio­na w sa­mym fak­cie by­cia oso­bą, stwo­rzo­ną na ob­raz Bo­ga. Cier­pie­nie, choć trud­ne i czę­sto nie­zro­zu­mia­łe, nie od­bie­ra tej god­no­ści. Prze­ciw­nie, do­ma­ga się szcze­gól­nej tro­ski, obec­no­ści i miłości.

Dla­te­go wła­śnie tak waż­ne jest, by me­dy­cy­na nie tra­ci­ła swo­je­go ser­ca. By le­karz po­zo­stał tym, któ­ry stoi po stro­nie ży­cia na­wet wte­dy, gdy wy­da­je się ono kru­che, sła­be czy „nie­opła­cal­ne”. Bo mia­rą czło­wie­czeń­stwa nie jest to, jak trak­tu­je sil­nych, lecz jak chro­ni tych naj­bar­dziej bezbronnych.

Hi­sto­ria Mi­riam Lan­ca­ster koń­czy się po­wro­tem do zdro­wia. Ale po­zo­sta­wia py­ta­nie, któ­re nie mo­że zo­stać zi­gno­ro­wa­ne: ile po­dob­nych hi­sto­rii mo­gło­by za­koń­czyć się ina­czej, gdy­by za­bra­kło czy­jejś czuj­no­ści, od­wa­gi lub miłości?

 

jb
Źró­dło: opoka.org.pl

 

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj