Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Pierwszy cud zatwierdzony przez papieża Leona XIV

Niemowlę
Niemowlę. Fot.: [diyanski] ©123RF.COM

Ży­cie no­wo­rod­ka oca­lo­ne dzię­ki mo­dli­twie le­ka­rza. Wzru­sza­ją­ca hi­sto­ria cu­du ży­cia, któ­ry wy­da­rzył się w szpi­ta­lu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, zo­sta­ła ofi­cjal­nie uzna­na przez Sto­li­cę Apo­stol­ską. Pa­pież Le­on XIV za­twier­dził pierw­szy cud przy­pi­sy­wa­ny wsta­wien­nic­twu Słu­gi Bo­że­go ks. Sa­lva­do­ra Va­le­ry Par­ry. Cho­dzi o uzdro­wie­nie no­wo­rod­ka, któ­re mia­ło miej­sce 18 lat temu.

Dy­ka­ste­ria Spraw Ka­no­ni­za­cyj­nych opu­bli­ko­wa­ła de­kret, w któ­rym ogła­sza, że wy­da­rze­nie z 2007 ro­ku w Paw­tuc­ket (stan Rho­de Is­land, USA) speł­nia wszyst­kie wy­ma­ga­nia cu­du – by­ło na­tych­mia­sto­we, trwa­łe, nie­wy­tłu­ma­czal­ne me­dycz­nie oraz zo­sta­ło wy­pro­szo­ne na dro­dze mo­dli­twy za wsta­wien­nic­twem kon­kret­nej osoby.

Dra­ma­tycz­ne na­ro­dzi­ny i chwi­la decyzji

14 stycz­nia 2007 ro­ku, w jed­nym ze szpi­ta­li w Paw­tuc­ket, na świat przy­szedł Ty­qu­an Hall – chło­piec w sta­nie skraj­ne­go za­gro­że­nia ży­cia. Dziec­ko uro­dzi­ło się po­waż­nie nie­do­tle­nio­ne, z si­ną skó­rą, bra­kiem oznak od­de­chu i bar­dzo sła­bym tęt­nem. Ze­spół me­dycz­ny roz­po­czął na­tych­mia­sto­wą re­ani­ma­cję. Szan­se na prze­ży­cie by­ły znikome.

Wśród per­so­ne­lu był mło­dy hisz­pań­ski le­karz neo­na­to­log – dr Ju­an Sán­chez-Es­te­ban, któ­ry – jak sam opo­wia­da – zro­bił wszyst­ko, co moż­li­we z me­dycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia. Gdy sy­tu­acja wy­da­wa­ła się bez­na­dziej­na, le­karz przy­po­mniał so­bie mo­dli­twę, któ­rej na­uczy­li go ro­dzi­ce. By­ła to mo­dli­twa do ks. Sa­lva­do­ra Va­le­ry Par­ry, hisz­pań­skie­go ka­pła­na, zna­ne­go ze swej głę­bo­kiej wia­ry i po­słu­gi chorym.

W mil­cze­niu, sto­jąc nad in­ku­ba­to­rem z bez­wład­nym cia­łem dziec­ka, le­karz wyszeptał:

„Księ­że Va­le­ra, zro­bi­łem wszyst­ko, co w mo­jej mo­cy. Te­raz two­ja kolej.”

Chwi­lę póź­niej wy­da­rzy­ło się coś, cze­go nikt się nie spo­dzie­wał – pie­lę­gniar­ka za­uwa­ży­ła, że no­wo­ro­dek za­czy­na od­dy­chać. Tęt­no się wzmoc­ni­ło, skó­ra od­zy­ska­ła ko­lor, a w cią­gu ko­lej­nych dni stan chłop­ca usta­bi­li­zo­wał się do te­go stop­nia, że mógł opu­ścić szpi­tal bez żad­nych po­wi­kłań neurologicznych.

Ko­ściół po­twier­dza cud

Śledz­two die­ce­zjal­ne w spra­wie uzdro­wie­nia trwa­ło kil­ka lat. Zgro­ma­dzo­no świa­dec­twa le­ka­rzy, pie­lę­gnia­rek, ro­dzi­ców dziec­ka oraz do­ku­men­ta­cję me­dycz­ną. Kon­sy­lium wa­ty­kań­skich eks­per­tów nie zna­la­zło na­tu­ral­ne­go wy­tłu­ma­cze­nia te­go na­głe­go i trwa­łe­go po­wro­tu do zdrowia.

Dziś, po wni­kli­wym pro­ce­sie ro­ze­zna­nia, pa­pież Le­on XIV pod­pi­sał de­kret o uzna­niu cudu.

Ks. Sa­lva­dor Va­le­ra Par­ra – przy­szły święty?

Ks. Va­le­ra Par­ra był hisz­pań­skim ka­pła­nem, zna­nym z po­słu­gi ubo­gim, cier­pią­cym i umie­ra­ją­cym. Żył w dru­giej po­ło­wie XX wie­ku i do dziś cie­szy się opi­nią świę­to­ści wśród wier­nych, zwłasz­cza w ro­dzin­nej An­da­lu­zji. Pro­ces be­aty­fi­ka­cyj­ny je­go oso­by trwa od kil­ku­na­stu lat.

Za­twier­dze­nie cu­du otwie­ra dro­gę do je­go be­aty­fi­ka­cji, któ­rą – jak spe­ku­lu­ją wa­ty­ka­ni­ści – pa­pież mo­że ogło­sić już w przy­szłym roku.

„To nie tyl­ko cud me­dycz­ny, to cud wiary”

Dla wie­lu osób hi­sto­ria Ty­qu­ana Hal­la jest nie tyl­ko zna­kiem na­dziei, ale i przy­po­mnie­niem, że wia­ra i na­uka nie mu­szą się wy­klu­czać. Le­karz, któ­ry mo­dlił się w mo­men­cie, gdy me­dy­cy­na by­ła bez­sil­na, nie po­rzu­cił na­uki – ale po­wie­rzył los dziec­ka Te­mu, któ­ry jest Daw­cą życia.

Ty­qu­an Hall ma dziś 18 lat, jest zdro­wym, po­god­nym mło­dzień­cem. Je­go hi­sto­ria po­ru­sza ser­ca – i przy­po­mi­na, że Bóg nie prze­stał dzia­łać w świe­cie, a świę­ci są na­szy­mi bli­ski­mi orędownikami.

 

jb
Źró­dło: niedziela.pl

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj