Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

„Panie, do kogóż pójdziemy?” W Łagiewnikach spotkają się rodzice po stracie dziecka

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia
Sanktuarium Bożego Miłosierdzia

Śmierć dziec­ka. Nie ma słów, któ­re mo­gły­by w peł­ni opi­sać ten ból. Nie ma go­to­wych re­cept na prze­ży­cie ża­ło­by, któ­ra po ta­kiej stra­cie spa­da na ro­dzi­nę z si­łą, ja­kiej nic wcze­śniej nie za­po­wia­da. W so­bo­tę, 16 ma­ja, do kra­kow­skich Ła­giew­nik przy­bę­dą po raz dzie­wią­ty ro­dzi­ny nio­są­ce wła­śnie ta­ką ra­nę, by zło­żyć ją przed ob­li­czem Bo­że­go Miłosierdzia.

IX Piel­grzym­ka Ro­dzin Dzie­ci Utra­co­nych to wy­da­rze­nie or­ga­ni­zo­wa­ne przez Wy­dział Ro­dzin Ar­chi­die­ce­zji Kra­kow­skiej, Die­ce­zjal­ne Dusz­pa­ster­stwo Ro­dzin Dzie­ci Utra­co­nych oraz Pol­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka. Jej ad­re­sa­ta­mi są wszy­scy, któ­rzy stra­ci­li dziec­ko, nie­za­leż­nie od te­go, czy ode­szło przed na­ro­dze­niem, w wy­pad­ku, wsku­tek cho­ro­by, czy w in­nych oko­licz­no­ściach. Każ­de dziec­ko. Każ­da strata.

Spo­tka­nie w ba­zy­li­ce roz­pocz­nie się mo­dli­twą Anioł Pań­ski o go­dzi­nie 12.00, po któ­rej od­pra­wio­na zo­sta­nie Msza Świę­ta. Cen­tral­nym mo­men­tem bę­dzie na­bo­żeń­stwo za­wie­rze­nia. Ro­dzi­ce otrzy­ma­ją świe­ce od­pa­la­ne od pas­cha­łu i ak­ty za­wie­rze­nia. Imio­na dzie­ci za­pi­sa­ne na kart­kach zło­żo­nych na oł­ta­rzu tra­fią do Księ­gi Dzie­ci Utra­co­nych pro­wa­dzo­nej w Sank­tu­arium. Piel­grzym­ka nie wy­ma­ga wcze­śniej­szej rejestracji.

Czym jest ta piel­grzym­ka dla ro­dzin, któ­re przyjeżdżają? 

Dr Piotr Guz­dek, fa­mi­li­log i czło­nek za­rzą­du Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka, nie ma wąt­pli­wo­ści co do jej sen­su i charakteru.

„Pierw­szym i ab­so­lut­nie na­tu­ral­nym źró­dłem wspar­cia jest współ­mał­żo­nek i ro­dzi­na po­cho­dze­nia, oczy­wi­ście tak­że per­so­nel me­dycz­ny to­wa­rzy­szą­cy ro­dzi­com w cho­ro­bie i śmier­ci dziec­ka. Kie­dy te na­tu­ral­ne za­so­by wspar­cia oka­zu­ją się nie­wy­star­cza­ją­ce, się­ga­my po wspar­cie in­sty­tu­cjo­nal­ne. Waż­ne jed­nak jest pod­kre­śle­nie klu­czo­wej ro­li ro­dzi­ny po­sze­rzo­nej. Brak kon­struk­tyw­ne­go wspar­cia ze stro­ny ro­dzi­ny po­cho­dze­nia two­rzy ko­lej­ne ob­sza­ry wy­ma­ga­ją­ce te­ra­peu­tycz­nej in­ter­wen­cji. Ja­ko ro­dzi­ny po­cho­dze­nia po­win­ni­śmy zdać so­bie spra­wę z na­szej od­po­wie­dzial­no­ści za osie­ro­co­nych rodziców”

– mó­wi dr Piotr Guzdek.

Jak za­tem to­wa­rzy­szyć tym, któ­rzy stra­ci­li dziec­ko? Jak zna­leźć wła­ści­we sło­wa, wła­ści­wy gest?

„Wbrew po­zo­rom od­po­wiedź jest pro­sta i przez to nie­zwy­kle trud­na w re­ali­za­cji. Ża­ło­ba jest po­zy­tyw­nym pro­ce­sem zdro­wie­nia. Za­opie­ko­wa­na ża­ło­ba wy­ma­ga wsłu­cha­nia się w po­trze­by ro­dzi­ców, dziad­ków i osie­ro­co­ne­go ro­dzeń­stwa. Obec­ność. To naj­waż­niej­sze na­rzę­dzie wspar­cia. Nie­wąt­pli­wie obec­ność, któ­ra otwie­ra się na trud­ne sta­ny emo­cjo­nal­ne oso­by osie­ro­co­nej, któ­ra nie boj­ko­tu­je bo­le­snej nar­ra­cji o stra­cie (raz ko­lej­ny po­wta­rza­nej), któ­ra nie war­to­ściu­je i nie wy­ma­ga okre­ślo­ne­go spo­so­bu za­cho­wa­nia, ale po­zo­sta­je otwar­ta i em­pa­tycz­na” – podkreśla.

Piel­grzym­ka ma głę­bo­ki wy­miar du­cho­wy i sym­bo­licz­ny. W jej cen­trum stoi Zmar­twych­wsta­ły Chry­stus i to nie przypadek.

„Pierw­szy, wi­ze­ru­nek Zmar­twych­wsta­łe­go uka­zu­je ro­dzi­com ich wła­sną toż­sa­mość po stra­cie i sta­je się zna­kiem na­dziei na to, że ro­dzi­ce do­świad­czą od­no­wy i wzro­stu w swo­im ży­ciu, od­zy­ska­ją ra­dość i po­czu­cie speł­nie­nia. Te­go stop­nio­we­go włą­cza do­świad­cze­nia stra­ty w dal­sze ży­cie nie prze­sła­nia fakt, że już na za­wsze bę­dą no­sić w so­bie zra­nie­nia. Mi­mo że za­opie­ko­wa­ne, to jed­nak zra­nie­nia. Ta­kie ra­ny do­strze­ga­ją na rę­kach i no­gach Pa­na Je­zu­sa z ob­ra­zu „Je­zu, Ufam To­bie”. Zmar­twych­wsta­ły Chry­stus ze śla­da­mi mę­ki osta­tecz­nie prze­ko­nu­je ro­dzi­ców, że ra­ny tak głę­bo­ko od­ci­śnię­te w ich psy­chi­ce i du­cho­wo­ści, są nie­kwe­stio­no­wal­ny­mi zna­ka­mi ich mi­ło­ści. Ro­dzi­ce cier­pią, bo ko­cha­ją, tak jak Chry­stus” – tłu­ma­czy dr Piotr Guzdek.

Rów­nie waż­nym zna­kiem jest świa­tło za­pa­lo­ne od paschału.

„Świa­tło z pas­cha­łu wska­zu­je z ko­lei na per­spek­ty­wę ży­cia wiecz­ne­go, bę­dą­ce­go no­wym, obec­nym ży­ciem dziec­ka. Przez zna­czą­cy czas ża­ło­by uwa­gę ro­dzi­ca zaj­mu­ją bo­le­sne wspo­mnie­nia, zwłasz­cza ter­mi­nal­nej fa­zy cho­ro­by lub oko­licz­no­ści wy­pad­ku. Pro­ces zdro­wie­nia po­zwa­la stop­nio­wo otwo­rzyć się na „no­wą te­raź­niej­szość” dziec­ka, któ­ra nie jest wy­peł­nio­na mro­kiem, ale jak ufa­my i o co się mo­dli­my, ra­do­ścią oglą­da­nia ob­li­cza Chry­stu­sa twa­rzą w twarz” – mówi.

Ża­ło­ba to dro­ga, nie trwa­nie w miejscu

Ża­ło­ba to nie trwa­nie w bez­ru­chu pod krzy­żem, lecz dro­ga ku no­we­mu ży­ciu – pas­chal­ny pro­ces przejścia.

„Ża­ło­ba jest pro­ce­sem pas­chal­nym – „zej­ścia” z Gol­go­ty. Ro­dzi­ce tuż po stra­cie na­tu­ral­nie za­trzy­mu­ją się w swo­ich do­świad­cze­niach emo­cjo­nal­nych na Gol­go­cie i nie­ja­ko wciąż wpa­tru­ją się w krzyż swo­ich dzie­ci… ale dzie­ci tam już nie ma. Pas­cha dziec­ka, czy­li je­go przej­ście do wiecz­no­ści, otwo­rzy­ło no­wy roz­dział w je­go ży­ciu. Ża­ło­ba po­zwa­la stop­nio­wo odejść spod krzy­ża i otwo­rzyć się na no­we „te­raz” – sa­me­go ro­dzi­ca i dziec­ka” – wy­ja­śnia dr Piotr Guzdek.

To wi­dać w świa­dec­twach ro­dzin po­wra­ca­ją­cych tu rok po roku.

„Nie­któ­rzy ro­dzi­ce przy­jeż­dża­ją tyl­ko raz, aby za­wie­rzyć zmar­łe dziec­ko i swo­ją ro­dzi­nę Ser­cu Bo­że­mu. Są jed­nak i ta­cy ro­dzi­ce, któ­rzy przy­jeż­dża­ją od kil­ku lat, i to ab­so­lut­nie nie świad­czy o ża­ło­bie pa­to­lo­gicz­nej. Wprost prze­ciw­nie. Ci ro­dzi­ce przy­jeż­dża­ją już nie po to, aby za­wie­rzać, ale by dzię­ko­wać za dar ży­cia swo­je­go dziec­ka. Ro­dzi­ce dzie­lą się pięk­nym świa­dec­twem, że z ro­ku na rok ina­czej prze­ży­wa­ją tę szcze­gól­ną pieśń uwiel­bie­nia i dzięk­czy­nie­nia za dar ży­cia dziec­ka, któ­rą rok­rocz­nie śpie­wa­my z roz­świe­tlo­ny­mi świe­ca­mi – Ma­gni­fi­cat. Do­świad­cza­ją co­raz więk­szej ra­do­ści, pas­chal­nej ra­do­ści” – mó­wi dr Piotr Guzdek.

Do wa­ha­ją­cych się kie­ru­je sło­wa głę­bo­ko oso­bi­ste – sam w tym ro­ku prze­ży­wa ża­ło­bę po stra­cie swo­je mamy.

„W tym ro­ku, sam prze­ży­wa­jąc ża­ło­bę po zmar­łej ma­mie, w szcze­gól­ny spo­sób to­wa­rzy­szy mi re­flek­sja, czy kto­kol­wiek mo­że zdo­być się na od­wa­gę, by skie­ro­wać za­pro­sze­nie do osie­ro­co­nych, któ­rzy mie­rzą się z naj­bar­dziej dru­zgo­cą­cym ro­dza­jem stra­ty – śmier­cią dziec­ka. I tu z po­mo­cą przy­cho­dzi Sło­wo Bo­że. Pra­gnę ofia­ro­wać ro­dzi­com od­po­wiedź Pio­tra z Ewan­ge­lii św. Ja­na na py­ta­nie Je­zu­sa, czy i apo­sto­ło­wie chcą odejść, kie­dy sły­szą trud­ną na­ukę o ży­ciu mał­żeń­skim do­ma­ga­ją­cym wy­rze­cze­nia. A jest to głę­bo­ko po­ru­sza­ją­ca od­po­wiedź na py­ta­nie, z któ­rym sa­mi ro­dzi­ce mo­gą kon­fron­to­wać się w do­świad­cze­niu ża­ło­by – czy i wy chce­cie od­jeść? W ob­li­czu śmier­ci po­zo­sta­je nam jed­nak tyl­ko jed­na od­po­wiedź: „«Pa­nie, do ko­góż pój­dzie­my? Ty masz sło­wa ży­cia wiecz­ne­go” (J 6,  68) – mó­wi wzruszony.

Trud­no o lep­sze zaproszenie.

 

jb

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj