fbpx

Opiekun osoby chorej też potrzebuje wsparcia

Połowę osób opie­ku­jących się chro­nicznie chorymi dotyka stres opiekuna. Zamiast pró­bować z nim walczyć, lepiej o nim opo­wie­dzieć. Z psy­cho­te­ra­peutą gru­powym Moniką Goriaczko roz­mawia Prze­mysław Radzyński.

Czym jest grupa wsparcia?

– To zyskujący na popu­lar­ności obszar pro­fi­laktyki zdrowia psy­chicznego. Metoda jest szeroko sto­sowana. Grupy samo­po­mocowe sku­piają się wokół wspólnego pro­blemu uczest­ników. Powszechnie znane są grupy wsparcia dla ano­ni­mowych alko­ho­lików; funk­cjonują też grupy samo­po­mocowe dla chorych na depresję albo chorych z zabu­rze­niami psy­cho­tycznymi (pro­wa­dzone głównie przy kli­nikach). Teo­re­tycznie ten rodzaj pomocy opiekun powinien otrzymać na poziomie rodziny. Praktyka pokazuje, że często jest ona nie­wy­star­czająca.

Dla­czego?

– W Polsce w takich sytu­acjach wsparcie insty­tu­cjo­nalne jest słabe, a nie­sa­mo­dzielnym czy nie­peł­no­sprawnym chorym opiekuje się naj­czę­ściej naj­bliższa rodzina. Główna odpo­wie­dzialność na ogół spada na barki jednej osoby. Uczestnicy spotkań często opo­wiadają o nie­zro­zu­mieniu np. ze strony rodzeństwa, które nie chce anga­żować się w opiekę nad chorym rodzicem. Poja­wiają się na tej linii pro­blemy komu­ni­ka­cyjne, nieraz bardzo poważne, a nie­kiedy eskalują do takiego stopnia, że wywołują kon­flikty trwające latami. Często kończy się to zerwaniem kon­taktu.

Dla kogo jest taka grupa?

– Dedy­kowana jest opie­kunom osób chorych prze­wlekle i nie­peł­no­sprawnych. Naj­czę­ściej są to człon­kowie rodziny, ale także osoby, które zawodowo pracują w ośrodkach opieki. Jest to grupa dla osób doro­słych, bez względu na status czy płeć; jest otwarta dla wszystkich.

Jakie zna­czenie – także tera­peu­tyczne – ma to zróż­ni­co­wanie wiekowe czy płciowe?

– Grupa wsparcia to małe labo­ra­torium spo­łeczne – w spo­łe­czeń­stwie koeg­zy­stują różni ludzie. W naszej grupie spo­tykają się osoby, które mogłyby być dla siebie rodzicami, a nawet dziadkami. Myślę, że wnosi to nie­ocze­kiwaną wartość, bo my nie pro­gra­mujemy wieku osób zapi­su­jących się do grupy. Dobór uczest­ników jest bardzo przy­padkowy, ale jak się okazuje, potrafią się dobrze zro­zumieć. Są na podobnym etapie swojego życia. Łączy ich też sposób prze­ży­wania pro­blemu.

W grupie mamy moż­liwość podzie­lenia się swoim pro­blemem, ale nikt na siłę nikogo „do tablicy” nie wywołuje – uczestnicy dzielą się na tyle, na ile mają ochotę i siłę.

Ale skoro mówimy cho­ciażby o różnicy wieku, to de facto uczest­ników grupy różni rodzaj opieki – nie­którzy zajmują się chorymi rodzicami, inni nie­peł­no­sprawnym dzieckiem czy współ­mał­żonkiem. Wydaje się, że są to różne rodzaje więzi czy mię­dzy­ludzkich relacji.

– Ale łączy je stres. Stres opiekuna. Łączy poczucie nie­zro­zu­mienia, bez­rad­ności, nie­kiedy poczucie pustki czy wręcz izo­lacji. W sytu­acjach, w których brakuje insty­tu­cjo­nalnej pomocy albo jest ona nie­do­stępna ze względu na koszty, opiekun nie­jed­no­krotnie ma wra­żenie, że dochodzi do ściany. Do tego narasta presja oto­czenia, które nie rozumie sytuacji, i wewnętrzna presja, bo opiekun zdaje się myśleć: „tylko ja mogę to zrobić”. Bywa, że opiekun sam jest „połamany”, jego ciało jest fizycznie spięte, bo ciężar odpo­wie­dzial­ności, który dźwiga na barkach, wydaje się za duży. Nagle w grupie spotyka osoby, od których słyszy, że one też tak mają.

Bywa, że ktoś, kto często opo­wiada o powta­rza­jącym się pro­blemie z higieną u starszej osoby z demencją, przy­chodzi na spo­tkanie z komu­ni­katem: „udało mi się”. Jak to się stało? Pomogły pod­po­wiedzi innej osoby, jakaś metoda, której spró­bował ktoś inny albo podzielił się tym, o czym słyszał lub gdzieś prze­czytał. Staramy się szukać spo­sobów w kontrze do bez­rad­ności, która z poziomu emocji przy­tłacza, ogarnia, rozlewa się i powoduje zagro­żenie kry­zysem psy­cho­lo­gicznym, kry­zysem ner­wowym u opiekuna.

50 proc. osób opie­ku­jących się chro­nicznie chorym dotyka stres opiekuna; sta­ty­styki mówią, że w prze­wa­ża­jącej więk­szości dotyczy to kobiet.

Dla­czego?

– Naj­czę­ściej to kobiety pełnią role opie­kuńcze lub czę­ściej o tym stresie mówią i sięgają po pomoc. Depresję, jako chorobę o różnym podłożu, dia­gnozuje się głównie u kobiet, ale praw­do­po­dobnie dlatego, że męż­czyźni rza­dziej zwracają się o pomoc spe­cja­li­styczną.

Z racji ról spo­łecznych, jakie pełnią kobiety (mamy, siostry, babcie, wnuczki), funkcje opie­kunów naj­czę­ściej to właśnie im przy­padają w udziale. Zawo­dowymi opie­kunkami prze­ważnie także są kobiety. Ale przez naszą grupę prze­wijają się też panowie – i młodsi, i w wieku eme­ry­talnym.

Co powinno skłonić opiekuna do zasta­no­wienia się nad tym, czy grupa wsparcia jest dla niego?

– Warto pomyśleć o grupie, kiedy ogarnia nas poczucie pustki, bez­rad­ności, znie­chę­cenia, widzenia tylko w czarnych barwach. Kiedy orien­tujemy się, że sami nie mamy sił albo towa­rzyszy nam pesy­mi­styczne nasta­wienie, ale również wtedy, kiedy – na poziomie uczuć – wzrasta w nas poczucie złości na pod­opiecznego, złości na samego siebie, co pro­wadzi w prostej linii do poczucia winy. To jest moment, w którym trzeba się zasta­nowić, czy nie warto poszukać pomocy w formie indy­wi­du­alnej kon­sul­tacji psy­cho­lo­gicznej albo grupy.

Opie­ku­nowie narażeni są na depresję. To jest choroba przez WHO zali­czana do cywi­li­za­cyjnych. W skrajnym nasi­leniu jest to choroba śmier­telna. Jest groźna i dla chorego, i dla jego oto­czenia.

Grupa wsparcia jest dla opiekuna formą pro­fi­laktyki czy wsparciem leczenia, gdy już zachoruje na depresję?

– Głównym zało­żeniem jest pro­fi­laktyka. Dlatego grupa jest dla osób, które zauważają u siebie pierwsze symptomy depresji. Nie­którzy z uczest­ników mówią o tym, że musieli korzystać z pomocy np. psy­chiatrów. Epizody depre­syjne nie są prze­ciw­ska­zaniem do udziału w grupie wsparcia, a wręcz prze­ciwnie – wyjście „do ludzi”, prze­kro­czenie swojej nie­chęci do kon­taktów spo­łecznych może działać tera­peu­tycznie.

Na czym polega dzia­łanie grupy wsparcia?

– Grupa wsparcia jest miejscem, gdzie można przyjść po to, aby się wygadać, gdzie można być usły­szanym bez oce­nia­jącego komen­tarza. Raczej nie udzielamy „dobrych rad”, a jedynie dzielimy się infor­ma­cjami, mówimy, jak to jest u nas, jak sobie radzimy w podobnej sytuacji; opo­wiadamy, co działa w naszym przy­padku, z pomocy jakiej insty­tucji korzy­stamy, jakiego reko­men­dujemy spe­cja­listę. W grupie mamy moż­liwość podzie­lenia się swoim pro­blemem, ale nikt na siłę nikogo „do tablicy” nie wywołuje – uczestnicy dzielą się na tyle, na ile mają ochotę i siłę. Grupa doskonale wyczuwa, kto w jakim jest nastroju w danym dniu, nawet jeśli sam tego nie mówi, bo przy­szedł akurat tylko posłucha, ogrzać się ciepłem grupy i zwy­czajnie pobyć.

Uczestnicy grupy zobo­wiązują się do dys­krecji i nie opo­wiadają na zewnątrz o tym, co usły­szeli w czasie spo­tkania. Nasza grupa ma akurat taką spe­cyfikę, że na spo­tka­niach jest sporo śmiechu i radości. Jest grupą z pozy­tywną energią.

Mówimy o śmiechu przez łzy…

– To prawda, bywa trudno, ale możemy zasto­sować formę mecha­nizmu obronnego, jakim jest poczucie humoru. Opie­ku­nowie bywają źli na samych siebie, na swoich pod­opiecznych, na swoją rodzinę – poprzez zła­panie dystansu do siebie radzą sobie z pro­blemami i wen­tylują trudne emocje. Opo­wia­dając w luźny sposób o codzien­ności, pomagają roz­ła­dować napięcie i swoje, i innych.

Ponadto prze­noszą nowe kon­takty poza nasze spo­tkania – uma­wiają się do kina, spo­tykają w mieście. To jest ważne, żeby oderwać się od swojej codzien­ności, wyjść z domu. Istotne jest także to, żeby pokazać reszcie rodziny, że my też musimy zadbać o siebie, o swoją kon­dycję, żeby mieć siłę podołać trudnym obo­wiązkom. W ramach pracy grupy mamy też wspólne wyjścia do insty­tucji kultury. Uczestnicy sami decydują o formie. Oferta jest szeroka: kino, teatr, muzeum, ogród bota­niczny itp.

Staramy się szukać spo­sobów radzenia sobie z bez­rad­nością, która z poziomu emocji przy­tłacza, ogarnia, rozlewa się i powoduje zagro­żenie kry­zysem psy­cho­lo­gicznym u opiekuna.

A propos sił mówimy też o kon­dycji fizycznej. W naszym pro­jekcie jest również gim­na­styka. Zwięk­szamy liczbę godzin, bo taką potrzebę sygna­lizują uczestnicy. Ona również pomaga roz­ła­dować napięcie na poziomie mięśni, prze­cią­żonego krę­go­słupa, bo stres powoduje dys­funkcje fizyczne. Jest to gim­na­styka relak­sa­cyjna, która daje instrukcję, co możemy sami zrobić w domu, żeby się roz­luźnić. Gim­na­stykę pro­wadzi fizjo­te­ra­peutka, która na codzień pracuje z osobami nie­peł­no­sprawnymi.

Czy coś wyklucza z uczest­nictwa w grupie?

– Grupa jest otwarta, więc można przyjść jeden raz i zobaczyć, na czym to polega. Jeśli ktoś stwierdzi, że to nie jest forma pomocy odpo­wiednia dla niego, to nie musi się pojawiać kolejny raz. Może się zdarzyć, że ktoś nie będzie sto­sował się do zasad panu­jących w grupie, co może być powodem do „natu­ralnego” wyklu­czenia tej osoby.

Jaka jest Pani rola jako pro­wa­dzącej?

– Grupy samo­po­mocowe z zało­żenia mogą radzić sobie same – bez pomocy spe­cja­listy. Z mojego punktu widzenia, obecność osoby przy­go­to­wanej do pro­wa­dzenia grupy, jest ważna. Każda osoba ma inny tem­pe­rament, następują inte­rakcje między uczest­nikami. Tera­peuta z zewnątrz, który nie przeżywa tego rodzaju pro­blemów, czuwa nad rela­cjami, które mogą stać się trudne. Pro­wa­dzący czuwa też nad prze­strze­ganiem kon­traktu: nie oce­niamy, nie kon­flik­tujemy się ze sobą, nie pouczamy, sza­nujemy swój czas.

Kon­se­kwencją obec­ności spe­cja­listy w grupie jest też moż­liwość indy­wi­du­alnych kon­sul­tacji. Zna­jomość z opie­kunem zachęca do większej otwar­tości i skon­sul­to­wania z nim bar­dziej oso­bi­stych spraw. Bywa to pomocne w pogłę­bieniu własnej terapii albo pod­jęciu decyzji o indy­wi­du­alnej psy­cho­te­rapii czy spe­cja­li­stycznym leczeniu. Z kon­sul­tacji tych mogą sko­rzystać również inni człon­kowie rodziny opiekuna, np. rodzeństwo lub dzieci osób nie­peł­no­sprawnych.

 

Monika Goriaczko – psy­cho­te­ra­peutka, od ponad trzech lat pro­wadzi grupę wsparcia przy Fun­dacji Evan­gelium Vitae we Wro­cławiu w ramach pro­jektu dofi­nan­so­wanego z budżetu Gminy Wrocław.

 

Może zainteresują Cię także inne poruszane przez nas zagadnienia?

%d bloggers like this: