Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

„Nie, nigdy. Nie wolno zabijać dzieci!”. Warszawa uczciła Sługę Bożą Stanisławę Leszczyńską

Pomnik Stanisławy Leszczyńskiej
Pomnik Stanisławy Leszczyńskiej. Fot.: Bartosz Buk/um.warszawa.pl

War­sza­wa uczci­ła Słu­gę Bo­żą Sta­ni­sła­wę Lesz­czyń­ską. Bo­ha­ter­kę, któ­ra w pie­kle Au­schwitz po­wie­dzia­ła Men­ge­le „nie”.

Są po­sta­cie, któ­re hi­sto­ria po­wo­łu­je do świa­dec­twa w chwi­lach ab­so­lut­ne­go upad­ku ludz­ko­ści. Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska by­ła jed­ną z nich. Zwy­kła łódz­ka po­łoż­na, mat­ka czwor­ga dzie­ci, ko­bie­ta głę­bo­kiej wia­ry – zna­la­zła się w miej­scu, gdzie mor­do­wa­nie by­ło sys­te­mem, a ra­to­wa­nie ży­cia ak­tem he­ro­izmu. I nie cof­nę­ła się.

W czwar­tek, 8 ma­ja bie­żą­ce­go ro­ku w 130. rocz­ni­cę jej uro­dzin, a za­ra­zem w Dniu Pol­skiej Po­łoż­nej, War­sza­wa od­da­ła jej hołd, na ja­ki od daw­na za­słu­gi­wa­ła. Przed Szpi­ta­lem Kli­nicz­nym im. Księż­nej An­ny Ma­zo­wiec­kiej od­sło­nię­to po­mnik Słu­gi Bo­żej, po­ru­sza­ją­cą rzeź­bę au­tor­stwa An­drze­ja Re­ne­sa. Przed­sta­wia ona ko­bie­tę w pa­sia­ku, z obo­zo­wym nu­me­rem na pier­si i bia­łym far­tu­chem po­łoż­nej, któ­ra osła­nia ra­mio­na­mi dwo­je no­wo­rod­ków. Trud­no wy­obra­zić so­bie bar­dziej przej­mu­ją­cy i wy­mow­ny sym­bol od­wa­gi, czło­wie­czeń­stwa i poświęcenia.

Msza, ho­mi­lia i sło­wa, któ­re zostają

Uro­czy­sto­ści roz­po­czę­ły się Mszą świę­tą w ko­ście­le sióstr wi­zy­tek. Prze­wod­ni­czył jej me­tro­po­li­ta kra­kow­ski ksiądz kar­dy­nał Grze­gorz Ryś. Ten sam, któ­ry ja­ko ar­cy­bi­skup łódz­ki wzno­wił w 2020 ro­ku uśpio­ny przez la­ta pro­ces be­aty­fi­ka­cyj­ny Lesz­czyń­skiej. W ho­mi­lii się­gnął do Li­stu św. Paw­ła do Rzy­mian: „Je­że­li Bóg z na­mi, któż prze­ciw­ko nam?”. To nie był przy­pad­ko­wy do­bór tekstu.

Ksiądz Kar­dy­nał mó­wił o Bo­gu ja­ko bez­in­te­re­sow­nym da­rze z sie­bie i wska­zy­wał, że Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska by­ła ży­wym ob­ra­zem te­go Bo­ga po­śród obo­zo­we­go pie­kła. Przy­po­mi­nał, że więź­niar­ki, le­ka­rze i ona sa­ma dzia­ła­ły w wa­run­kach, w któ­rych każ­dy oca­lo­ny przez nich czło­wiek na­za­jutrz mógł tra­fić do ko­mo­ry ga­zo­wej. Wie­dzie­li o tym. I trwa­li przy swoim.

„To, co ona mo­gła zro­bić, to przy­jąć po­ród w ab­so­lut­nie nie­go­dzi­wych wa­run­kach, ale w naj­bar­dziej czło­wie­czy spo­sób. Przy­jąć, być przy ko­bie­cie, któ­ra ro­dzi, dać jej po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa na ten je­den moment”

– mó­wił kar­dy­nał Ryś i do­dał: „Ona nie tyl­ko zna­ła Bo­ga, któ­ry jest da­rem z sie­bie, ale by­ła Je­go obrazem!”.

Po­mnik ja­ko drogowskaz

Po Mszy świę­tej, przed szpi­ta­lem, abp Ad­rian Gal­bas po­świę­cił po­mnik i wy­gło­sił sło­wa, któ­re do­brze od­da­ją sens ca­łej uro­czy­sto­ści. Po­wie­dział, że po­mni­ki nie są je­dy­nie ozdo­bą ulic ani lek­cją hi­sto­rii – są dro­go­wska­za­mi. I przy­po­mniał sło­wa wy­ku­te u stóp rzeź­by, sło­wa sa­mej Sta­ni­sła­wy Lesz­czyń­skiej: Nie, ni­gdy! Nie wol­no za­bi­jać dzieci!

Wy­po­wie­dzia­ła je w ob­li­czu roz­ka­zu dok­to­ra Jo­se­fa Men­ge­le, któ­ry na­ka­zał za­bi­jać no­wo­rod­ki ro­dzą­ce się w obo­zie. Od­mó­wi­ła. I przez bli­sko dwa la­ta, od de­por­ta­cji w kwiet­niu 1943 ro­ku aż do wy­zwo­le­nia obo­zu 26 stycz­nia 1945, przy­ję­ła po­nad trzy ty­sią­ce po­ro­dów. W ba­ra­ku, w bru­dzie, w gło­dzie, bez żad­nych środ­ków me­dycz­nych, ja­kie dziś uwa­ża­my za oczy­wi­ste. Pod­czas żad­ne­go z tych po­ro­dów nie stra­ci­ła mat­ki ani dziec­ka – choć z trzech ty­się­cy no­wo­na­ro­dzo­nych obóz prze­ży­ło za­le­d­wie oko­ło trzydziestu.

„Dzię­ku­ję Ci, Stanisławo”

W uro­czy­sto­ściach wzię­ła udział Ewa Ma­chaj-An­to­sie­wicz. Ko­bie­ta, któ­ra 20 grud­nia 1944 ro­ku przy­szła na świat w Au­schwitz-Bir­ke­nau. To wła­śnie Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska ode­bra­ła jej po­ród. Pa­ni Ewa ma dziś po­nad osiem­dzie­siąt lat. Sta­ła pod po­mni­kiem i mó­wi­ła z drże­niem w głosie:

„Dzi­siaj mó­wię jesz­cze raz: dzię­ki Ci, dzię­ki Sta­ni­sła­wo. Bo­że, dzię­ku­ję Ci za to, że po­zwo­li­łeś mi wyjść z te­go piekła”.

Bio­gra­fia nie­zwy­kłej zwyczajności

Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska uro­dzi­ła się 8 ma­ja 1896 ro­ku w Ło­dzi, w ro­bot­ni­czej ro­dzi­nie Za­mbrzyc­kich na Ba­łu­tach, dziel­ni­cy nę­dzy i ha­rów­ki. Oj­ciec chwy­tał się do­ryw­czych prac sto­lar­skich, mat­ka pra­co­wa­ła w fa­bry­ce. Ro­dzi­na nie mia­ła nic po­nad to, co niezbędne.

Sta­ni­sła­wa wy­szła za mąż za Bro­ni­sła­wa Lesz­czyń­skie­go, ze­cer z za­wo­du. W 1920 ro­ku prze­pro­wa­dzi­ła się do War­sza­wy, by kształ­cić się w Szko­le Po­łoż­ni­czej przy Ka­ro­wej. Szko­łę ukoń­czy­ła z wy­róż­nie­niem. Przez ko­lej­ne de­ka­dy by­ła zwy­kłą łódz­ką po­łoż­ną: przyj­mo­wa­ła po­ro­dy, pa­trzy­ła jak ro­dzą się dzie­ci, by­ła przy ko­bie­tach w naj­trud­niej­szych chwi­lach. Nikt nie mógł wte­dy wie­dzieć, że ta ko­bie­ta zo­sta­nie wy­sta­wio­na na pró­bę, wo­bec któ­rej bled­ną wszel­kie wy­obra­że­nia o ludz­kich granicach.

Do obo­zu tra­fi­ła z cór­ką Syl­wią 17 kwiet­nia 1943 ro­ku. Nada­no im ko­lej­ne nu­me­ry: 41335 i 41336. Obaj sy­no­wie, Sta­ni­sław i Hen­ryk tra­fi­li do Gu­sen i Mauthausen.

Przed wy­jaz­dem do obo­zu, jak­by prze­czu­wa­jąc co ją cze­ka, ukry­ła w prosz­ku do zę­bów cer­ty­fi­kat ukoń­cze­nia szko­ły po­łoż­nych. Gdy obo­zo­wa aku­szer­ka za­cho­ro­wa­ła, zgło­si­ła się do Men­ge­le. Ten się zgo­dził, ale po­sta­wił wa­ru­nek: każ­de uro­dzo­ne dziec­ko ma być trak­to­wa­ne ja­ko mar­twe. Usły­szał w od­po­wie­dzi: Nie, ni­gdy. Nie wol­no za­bi­jać dzieci.

Dro­ga na ołtarze

Po woj­nie Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska pra­co­wa­ła ja­ko po­łoż­na do 1958 ro­ku. Swo­je wspo­mnie­nia prze­ka­za­ła sy­no­wi i na ich pod­sta­wie po­wstał Ra­port po­łoż­nej z Oświę­ci­mia, opu­bli­ko­wa­ny w 1965 ro­ku i bę­dą­cy do dziś wstrzą­sa­ją­cym do­ku­men­tem epo­ki. Zmar­ła 11 mar­ca 1974 ro­ku w Łodzi.

Pro­ces be­aty­fi­ka­cyj­ny otwar­to w ar­chi­die­ce­zji łódz­kiej w mar­cu 1992 ro­ku. Przez la­ta to­czył się nie­mra­wo, za­trzy­ma­ny w 1997 ro­ku mię­dzy in­ny­mi z po­wo­dów po­li­tycz­nych, zwią­za­nych z trwa­ją­cy­mi wów­czas pra­ca­mi nad Kon­sty­tu­cją RP i spo­rem o za­pis do­ty­czą­cy ochro­ny ży­cia ludz­kie­go. Wzno­wił go do­pie­ro ar­cy­bi­skup Ryś w ma­ju 2020 ro­ku, mia­nu­jąc no­we­go po­stu­la­to­ra. Etap die­ce­zjal­ny za­mknię­to 11 mar­ca 2024 ro­ku, do­kład­nie w pięć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę śmier­ci Słu­gi Bo­żej. Ak­ta pro­ce­su tra­fi­ły do Dy­ka­ste­rii Spraw Ka­no­ni­za­cyj­nych w Watykanie.

Do be­aty­fi­ka­cji bra­ku­je cu­du. Wszy­scy, któ­rym nie­obo­jęt­ne jest ludz­kie ży­cie i wszy­scy, któ­rych do­ty­ka hi­sto­ria tej ko­bie­ty, ma­ją po­wód, by się o ten cud modlić.

Ma­tecz­ka

Więź­nio­wie obo­zu, na­wet nie­miec­cy straż­ni­cy na­zy­wa­li ją Ma­tecz­ką. To sło­wo mó­wi wszyst­ko. W miej­scu, któ­re zo­sta­ło zbu­do­wa­ne po to, by nisz­czyć, ona bu­do­wa­ła. Da­wa­ła bez­pie­czeń­stwo, cie­pło, god­ność do­kład­nie wte­dy, gdy sys­tem ro­bił wszyst­ko, by te sło­wa sta­ły się pu­stym dźwiękiem.

Dziś Dzień Pol­skiej Po­łoż­nej ob­cho­dzo­ny jest 8 ma­ja, w dniu jej uro­dzin. Co ro­ku w Ło­dzi i w Oświę­ci­miu przy­po­mi­na się jej imię. Po­mnik w War­sza­wie, któ­ry sta­nął pod szpi­ta­lem przy któ­rym nie­gdyś pra­co­wa­ła, jest ko­lej­nym zna­kiem, że Pol­ska nie zapomniała.

A in­skryp­cja u je­go stóp nie­chaj brzmi jak me­men­to! Nie tyl­ko dla hi­sto­ry­ków i nie tyl­ko w rocz­ni­ce: Nie, ni­gdy! Nie wol­no za­bi­jać dzieci!

 

jb
Źró­dło: um.warszawa.pl, www.hli.org.pl

 

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj