Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Natalia jak feniks. O odwadze zaczynania od nowa

O odwadze zaczynania od nowa
O odwadze zaczynania od nowa

Pa­ni Na­ta­lia ma 32 la­ta i wy­cho­wu­je dwo­je dzie­ci. Trud­no słu­chać o tym, że w jej wie­ku moż­na mieć za so­bą do­świad­cze­nia prze­mo­cy, pró­bę po­zba­wie­nia jej ży­cia oraz stra­tę dwój­ki dzie­ci, któ­re nie do­ży­ły na­wet ro­ku. Trud­no co­kol­wiek jej po­wie­dzieć. Bra­ku­je słów.

Pa­ni Na­ta­lia na po­cząt­ku roz­mo­wy py­ta, czy mu­si opo­wia­dać o do­mu ro­dzin­nym. To, że nie chce o tym mó­wić, mó­wi wię­cej niż nie­jed­na opowieść.

Dziś ro­dzi­ców miesz­ka­nie za­jął ko­mor­nik, a brat miesz­ka ką­tem u wu­ja. To tłu­ma­czy, dla­cze­go, gdy po­trze­bo­wa­ła po­mo­cy, zna­la­zła się w do­mu sa­mot­nej mat­ki. Spę­dzi­ła tam rok i osiem dni. To był do­bry czas. Mia­ła z dzieć­mi osob­ny po­kój, a od sióstr otrzy­ma­ła ogrom­ną po­moc. „Wiem, ile do­sta­łam – mó­wi dzi­siaj, gdy roz­ma­wia­my w ma­lut­kim miesz­ka­niu, któ­re uda­ło jej się wy­na­jąć. – Dzię­ki te­mu, że tam by­łam, mo­głam w ogó­le ru­szyć do przodu”.

Resz­ta to łatwizna

Pa­ni Na­ta­lia pra­cu­je na pro­duk­cji, skła­da szkla­ne ele­men­ty. Dźwi­ga­nie okien jest cięż­kie, ale pa­ni Na­ta­lia lu­bi swo­ją pra­cę, lu­bi też eki­pę, z któ­rą pra­cu­je. Do­ce­nia to, że pra­cu­je od go­dzi­ny 8 do 16 i zdą­ży za­wieźć i ode­brać dzie­ci ze szko­ły. Wcze­śniej pra­co­wa­ła w Żab­ce i chy­ba z cza­sem wró­ci do han­dlu. Choć naj­więk­szym jej ma­rze­niem jest jeź­dzić na tak­sów­ce. Że to nie bar­dzo bez­piecz­ne dla ko­bie­ty? „Po tym wszyst­kim, co prze­ży­łam, resz­ta to dla mnie łatwizna”.

Miał dwie twarze

„Nie uło­ży­ło mi się – pa­ni Na­ta­lia za­czy­na swo­ją opo­wieść, jak­by by­ła jed­ną z wie­lu hi­sto­rii ko­biet po roz­sta­niu. – Nie spo­tka­łam ta­kie­go męż­czy­zny, ja­kie­go po­win­nam. Mia­łam 17 lat, gdy po­zna­łam oj­ca mo­ich dziew­czy­nek. Wy­so­ki, przy­stoj­ny, z pra­wem jaz­dy. Im­po­no­wa­ło mi, że pra­co­wał. Po­tem oka­za­ło się, że miał dwie twa­rze. Po­czuł, że mo­że po­zwa­lać so­bie na wszyst­ko. Że sko­ro ma­my dzie­ci, to już od nie­go nie odej­dę. Był agre­syw­ny i psy­chicz­nie, i fi­zycz­nie. Po­tra­fił mnie ude­rzyć na­wet w cią­ży. Wię­ził mnie. Za­my­kał na klucz w miesz­ka­niu na ca­ły dzień. Stwier­dzo­no schi­zo­fre­nię. Za­czął du­żo pić. Raz pró­bo­wał mnie wy­rzu­cić z okna. Do­brze, że aku­rat są­siad szedł, za­uwa­żył to i mnie uratował.

Za du­ży smutek

Co tu du­żo mó­wić? Wy­pro­wa­dzi­łam się z dnia na dzień. Wy­na­ję­łam po­kój. Zna­la­złam pra­cę, ma­ma wte­dy jesz­cze mo­gła przy­cho­dzić do dzie­ci, a ja do pra­cy. Da­wa­łam radę.

Po­cząt­ko­wo on chciał kon­tak­tu z dzieć­mi, ale jak je przy­pro­wa­dza­łam, to zno­wu wy­la­ty­wał do mnie z rę­ka­mi. Dzie­ci pra­wie go nie zna­ją. W cór­ce to tkwi do dziś. Cza­sem ogar­nia ją smu­tek. Zbyt du­ży, jak na dziec­ko w jej wieku.

Tak więc nie ma go w na­szym ży­ciu. Nie wiem na­wet, gdzie jest i co ro­bi. Z fun­du­szu ali­men­ta­cyj­ne­go do­sta­ję 400 zł, bo on nie pła­ci nic.

Nie da­li­śmy rady

I tak ży­łam. Pra­co­wa­łam ca­ły czas. Po­zna­łam dru­gie­go męż­czy­znę. Ko­cha­łam go, a i on był bar­dzo za mną. Z nim się ukła­da­ło. Mo­że i by się ukła­da­ło do dziś. A mo­że nie.

Ale sta­ło się tak, że za­szłam w cią­żę bliź­nia­czą i uro­dzi­łam dwie có­recz­ki na po­cząt­ku siód­me­go mie­sią­ca. U jed­nej płu­ca na­wet nie ru­szy­ły, nie pod­ję­ły pra­cy. Ży­ła czte­ry dni. Dru­ga zmar­ła po miesiącu.

Z ich oj­cem roz­sta­li­śmy. Nie da­li­śmy ra­dy psy­chicz­nie. Nie po­tra­fi­ły­śmy po czymś ta­kim być ra­zem. Po czymś takim.

Pa­trzy­łam na nie­go i przy­po­mi­na­ło mi się wszystko.

In­ne po­dob­ne historie

Tu­taj w Gdań­sku za­czy­nam wszyst­ko od no­wa. Tak się cie­szę, że zna­la­złam to miesz­ka­nie. Ma­łe ale ta­nie. Przy­tul­ne. Du­żo jesz­cze bra­ku­je. Mu­szę np. go­to­wać co­dzien­nie, bo nie mam na ty­le du­że­go garn­ka, że­by ugo­to­wać na dwa dni. Wi­dzia­łam ta­ki po­rząd­ny gar­nek w Bie­dron­ce za 70 zł. Mo­że jak uzbie­ram pie­nią­dze, to bę­dzie jesz­cze ta pro­mo­cja. A jak nie, to bę­dzie inna.

Te­raz po pro­stu po­trze­bu­ję spo­ko­ju. Wspar­cia oczy­wi­ście też. Ale mo­ja ma­ma już te­raz sa­ma po­trze­bu­je po­mo­cy. Za to mam sio­stry za­kon­ne, któ­re pro­wa­dzą dom mat­ki i dziec­ka. I dziew­czy­ny, z któ­ry­mi tam miesz­ka­łam. Trzy­ma­my się ra­zem. Każ­da ma in­ną hi­sto­rię, ale tak na­praw­dę to prze­cież podobną.

Za­dbam jesz­cze bardziej

Py­ta pa­ni, czy dam so­bie ra­dę. Tak. Mam pro­stą od­po­wiedź: tak.

Ko­cham mo­rze, lu­bię stać na pla­ży i słu­chać, jak szu­mi. Mo­dlę się wte­dy i to mi bar­dzo po­ma­ga. Czu­ję, że ktoś z gó­ry nad na­mi czu­wa. Ale naj­więk­szą si­łę, ta­ką me­ga si­łę, to da­ją mi dzieci.

Na­wet przy naj­więk­szym za­ła­ma­niu to dla nich od­ra­dza­łam się – jak fe­niks z po­pio­łów. One są naj­waż­niej­sze. Ale o sie­bie też dbam. I za­dbam jesz­cze bardziej”.

 

Hi­sto­ria zo­sta­ła opi­sa­na zgod­nie z za­sa­da­mi za­cho­wa­nia ano­ni­mo­wo­ści bohaterki.

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj