Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Edukacja zdrowotna ma być obowiązkowa

Na lekcji
Na lekcji. Fot.: [oksix]©123RF.COM

Mi­ni­ster­stwo Edu­ka­cji Na­ro­do­wej ogło­si­ło, że jesz­cze w tym ro­ku szkol­nym mo­że za­paść de­cy­zja o wpro­wa­dze­niu obo­wiąz­ko­wej edu­ka­cji zdro­wot­nej. Choć dla re­sor­tu to krok w stro­nę zwięk­sze­nia pro­fi­lak­ty­ki, wie­lu ro­dzi­ców za­da­je po­waż­ne py­ta­nia o cha­rak­ter tre­ści, gra­ni­ce wy­cho­wa­nia i po­sza­no­wa­nie sumienia.

Dla ro­dzin, któ­re pra­gną wy­cho­wy­wać w du­chu wła­snych, za­ko­rze­nio­nych w wie­rze war­to­ści, nie jest to je­dy­nie kwe­stia ko­lej­ne­go punk­tu w szkol­nym pla­nie. To spra­wa fun­da­men­tal­na – do­ty­czą­ca toż­sa­mo­ści mło­de­go czło­wie­ka, je­go du­cho­we­go wzra­sta­nia oraz nie­zby­wal­ne­go pra­wa ro­dzi­ców do wy­cho­wa­nia, któ­re gwa­ran­tu­je Konstytucja.

30 proc. uczniów cho­dzi na za­ję­cia. To nie przy­pa­dek – ro­dzi­ce świa­do­mie bro­nią pra­wa do wychowania

Na edu­ka­cję zdro­wot­ną uczęsz­cza dziś oko­ło 920 ty­się­cy uczniów, czy­li nie­ca­łe 30 proc. upraw­nio­nych. MEN wska­zu­je wie­le przy­czyn ni­skiej fre­kwen­cji, ale mil­czy o naj­waż­niej­szej: ro­dzi­ce ma­so­wo wy­pi­sa­li dzie­ci, bo nie ma­ją pew­no­ści, czy no­we tre­ści bę­dą zgod­ne z ich wartościami.

Nie­chęć do za­jęć nie wy­ni­ka z nie­chę­ci do tro­ski o . Pro­blem po­ja­wia się wte­dy, gdy zdro­wie sta­je się pre­tek­stem do prze­ka­zy­wa­nia tre­ści: nie­zgod­nych z an­tro­po­lo­gią chrze­ści­jań­ską, bu­du­ją­cych wi­zję czło­wie­ka od­dzie­lo­ne­go od wia­ry i mo­ral­no­ści, pod­wa­ża­ją­cych ro­lę ro­dzi­ny ja­ko pierw­sze­go i naj­waż­niej­sze­go śro­do­wi­ska wychowawczego.

Ro­dzi­ce są pierw­szy­mi i naj­waż­niej­szy­mi wy­cho­waw­ca­mi swo­ich dzie­ci. Wła­śnie to – nie sta­ty­sty­ki – po­win­no być punk­tem wyj­ścia dla każ­dej re­for­my edukacyjnej.

Co na­praw­dę ma zna­leźć się w pro­gra­mie? Ro­dzi­ce chcą przej­rzy­sto­ści, nie deklaracji

Sło­wa wi­ce­mi­ni­ster, któ­ra wi­ną za ni­ską fre­kwen­cję obar­cza „ne­ga­tyw­ną kam­pa­nię pew­nych śro­do­wisk”, wie­lu ro­dzi­ców od­bie­ra ja­ko uprosz­cze­nie. Ar­gu­men­tu­ją, że ich de­cy­zje nie wy­ni­ka­ją z ma­ni­pu­la­cji czy po­li­ty­ki, lecz z au­ten­tycz­nej tro­ski o wy­cho­wa­nie wła­snych dzie­ci, zwłasz­cza po za­mia­nie do­tych­cza­so­we­go WDŻ – przed­mio­tu moc­no za­ko­rze­nio­ne­go w kon­cep­cji ro­dzi­ny – na edu­ka­cję zdro­wot­ną w nie do koń­ca zna­nym kształcie.

Ro­dzi­ce pod­kre­śla­ją, że pro­gram wpro­wa­dzo­ny w po­śpie­chu, z nie­ja­sny­mi tre­ścia­mi i bez re­al­nej kon­sul­ta­cji, bu­dzi na­tu­ral­ne pytania:

Ja­ki ob­raz czło­wie­ka bę­dzie na tych za­ję­ciach pre­zen­to­wa­ny? Czy uwzględ­ni się war­to­ści, któ­re dla wie­lu ro­dzin – tak­że ka­to­lic­kich – są fun­da­men­tem wy­cho­wa­nia? Czy szko­ła usza­nu­je pra­wo ro­dzi­ców do de­cy­zji zgod­nych z sumieniem?

Wi­ce­mi­ni­ster: edu­ka­cja zdro­wot­na jest po­trzeb­na. Ro­dzi­ce: po­trzeb­na, ale przejrzysta

Wi­ce­mi­ni­ster Piech­na-Wiec­kie­wicz mó­wi o ko­niecz­no­ści obo­wiąz­ko­we­go cha­rak­te­ru przed­mio­tu, by za­pew­nić „dzia­ła­nia pro­fi­lak­tycz­ne do­cie­ra­ją­ce do każ­de­go dziecka”.

To sło­wa waż­ne, bo – za­rów­no fi­zycz­na, jak i psy­chicz­na – to prze­strzeń, któ­rą ro­dzi­ce popierają.

Jed­no­cze­śnie przy­po­mi­na­ją, że pro­fi­lak­ty­ka nie mo­że ozna­czać do­myśl­ne­go pra­wa szko­ły do wkra­cza­nia w ob­sza­ry, któ­re tra­dy­cyj­nie na­le­żą do ro­dzi­ny. Szcze­gól­nie tam, gdzie do­ty­ka się te­ma­tów świa­to­po­glą­do­wych, wraż­li­wych mo­ral­nie, zwią­za­nych z doj­rze­wa­niem i relacjami.

Kon­sul­ta­cje za­po­wie­dzia­ne – ale czy bę­dą realne?

Wi­ce­mi­ni­ster za­po­wie­dzia­ła po­zy­ski­wa­nie opi­nii ro­dzi­ców, na­uczy­cie­li i uczniów, co wie­lu od­bie­ra ja­ko krok w do­brą stro­nę. Jed­nak po wy­po­wie­dziach o „ne­ga­tyw­nej kam­pa­nii” po­ja­wia się py­ta­nie, czy gło­sy osób kry­tycz­nie na­sta­wio­nych do kształ­tu przed­mio­tu zo­sta­ną po­trak­to­wa­ne po­waż­nie, czy je­dy­nie ja­ko prze­szko­da w pro­ce­sie legislacyjnym.

Ro­dzi­ce ocze­ku­ją, że dia­log bę­dzie rze­czy­wi­sty, a nie for­mal­ny – i że opi­nie ro­dzin zo­sta­ną po­trak­to­wa­ne z ta­ką sa­mą wa­gą, jak opi­nie eks­per­tów MEN.

Dla­te­go de­cy­zja o ewen­tu­al­nym wpro­wa­dze­niu obo­wiąz­ko­wej edu­ka­cji zdro­wot­nej nie bę­dzie tyl­ko kwe­stią ka­len­da­rza le­gi­sla­cyj­ne­go. Bę­dzie spraw­dzia­nem, czy pań­stwo wi­dzi w ro­dzi­cach part­ne­rów, czy tyl­ko ad­re­sa­tów ko­lej­nych rozporządzeń.

 

jb
Źró­dło: polskieradio24.pl/portalsamorzadowy.pl

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj