Drugie imię Kasi

Nauka: wygrała olim­piadę filo­zo­ficzną, skoń­czyła dwa kie­runki studiów, pisze dok­torat o war­tości życia w bio­etyce. Sport: potrafi pływać, gra w tenisa sto­łowego. Zain­te­re­so­wania: pro­wadzi blog, pisze powieść. Życie towa­rzyskie: ma sym­patię i planuje ślub. Szkoda, gdyby jej nie było.

– Gdy byłam nasto­latką, nie uwa­żałam, że zespół Turnera jest czymś, co mnie defi­niuje – mówi 26-letnia Kata­rzyna Waliczek z Krakowa. – Jednak dziś, gdy tak wiele mówi się o tzw. prawie do aborcji ze względu na nie­ule­czalną chorobę dziecka, moja wada gene­tyczna stała się jakby moim drugim imieniem – dodaje.

Nie­którzy mówią o Kasi, że jest „żywym dowodem” albo „cho­dzącym argu­mentem”. Fakt – dok­to­rantka z Krakowa jest po prostu „uza­sad­nieniem”, że każde życie ma wartość.

Dia­gnoza

Już przed naro­dzinami rodzice Kasi wie­dzieli, że coś jest nie tak. Z pod­sta­wowych badań pre­na­talnych, czyli analizy krwi mamy i USG, wynikały pewne „nie­pra­wi­dło­wości”, ale nikt nie zachęcał rodziców do wyko­nania dodat­kowych testów gene­tycznych. Jedyną lekarską sugestią była aborcja, która dla rodziców Kasi nie wcho­dziła w grę. Po prostu była ich dzieckiem – od początku kochanym, chcianym, naj­wspa­nialszym.

O tym, że córka choruje na zespół Turnera (ZT), dowie­dzieli się, gdy dziew­czynka miała 10 lat. Późna dia­gnoza tego scho­rzenia to, jak mówi Kasia, standard. Zespół Turnera polega na uszko­dzeniu (lub braku) jednego z chro­mo­somów X. Powszechnie uważa się, że ZT to zabu­rzenia wzrostu, pro­blemy z płod­nością. „Tur­nerki” (choroba dotyka tylko dziew­czynki) zwykle są niższe, jednak dzięki terapii hor­mo­nalnej osiągają wzrost ponad półtora metra – Kasia ma 154 cm. Zazwyczaj też rodzą się z nie­pra­wi­dłowo roz­wi­niętymi jaj­nikami i w kon­se­kwencji nie mogą mieć dzieci. Nisko­ro­słości i bez­płod­ności mogą towa­rzyszyć wady wro­dzone narządów wewnętrznych (np. serca, nerek) lub choroby prze­wlekłe (np. cukrzyca, nie­do­słuch), jednak nie jest to regułą. Jedynie u 5 proc. dziew­czynek występuje nie­peł­no­sprawność inte­lek­tualna. – Oprócz tego, że wolniej rosłam i szybciej męczyłam się na WF-ie, nie róż­niłam się od swoich kole­żanek i kolegów. Mogę stu­diować, pra­cować, roz­wijać pasje i spełniać marzenia. Funk­cjonuję nor­malnie. Moje myślenie o cho­robie ogra­nicza się do połknięcia jednej tabletki dziennie – mówi Kasia.

1100 – tyle aborcji prze­pro­wa­dzono w Polsce w 2016 r. z powodu „praw­do­po­do­bieństwa cięż­kiego i nie­od­wra­calnego uszko­dzenia płodu albo nie­ule­czalnej choroby zagra­ża­jącej życiu” (dane Mini­sterstwa Zdrowia).

Ten dzień

Docie­kliwa dok­to­rantka z Krakowa zawsze miała pęd do wiedzy. Czytała więcej, niż wymagano w szkole, chętnie się uczyła. Pamięta, że w czwartej klasie pod­sta­wówki poznawała sta­ro­żytną Grecję. – Tuż po moich naro­dzinach miałam bardzo poważne pro­blemy zdro­wotne. Na lekcji historii po raz pierwszy dotarło do mnie, że gdybym uro­dziła się w Sparcie, nikt by o mnie walczył. Choć nie znałam jeszcze takich pojęć jak aborcja czy eugenika, poczułam, że byłoby to strasznie nie­spra­wie­dliwe. I smutne – wspomina Kasia.

Gdy poszła do liceum, zachwyciła się filo­zofią i odkryła Pana Boga – już nie „tra­dy­cyjnego” ze świętego obrazka, ale żywego i obecnego.

Także w szkole średniej zain­te­re­sowała się ruchem pro-life i tematem aborcji. – Pewnego dnia posta­no­wiłam, że przy­gotuję na bio­logię referat o ZT. Nie­którzy z moich zna­jomych wie­dzieli, że żyję z taką dia­gnozą, inni nie domy­ślili się tego do końca LO. Prze­ko­pując internet w poszu­ki­waniu wia­ry­godnych infor­macji, natknęłam się na prze­ra­żające dane: z badań prze­pro­wa­dzonych w 11 krajach Unii Euro­pej­skiej wynikało, że zabija się ponad 60–80 proc. dzieci nie­na­ro­dzonych, u których roz­po­znano zespół – opo­wiada.

Wiedza i nadzieja

Kasia znów przy­po­mniała sobie sta­ro­żytną Spartę i pomy­ślała, że nie­wiele się zmieniło. A potem pomy­ślała o mamach, które noszą pod sercem dzieci „z dia­gnozą”. – Jestem pewna, że gdyby miały wiedzę i mogły choć przez chwilę poroz­mawiać z dorosłą „tur­nerką”, zmie­niłyby zdanie na temat aborcji i nie uwa­żałyby jej za dobre „roz­wią­zanie”. Zoba­czyłyby, że przecież jestem szczę­śliwa – prze­konuje dziew­czyna. Bazując na bogatym doświad­czeniu rozmów z mamami spo­dzie­wa­jącymi się narodzin obcią­żonej gene­tycznie córeczki, Kasia mówi, że od lekarzy i spo­łe­czeństwa nie oczekują pod­po­wiedzi, jak „usunąć”, ale wiedzy i nadziei. Młodzi rodzice są często zosta­wieni sami sobie. Spada na nich ogrom infor­macji, z którymi zostają sami i często nie­wiele z tego rozu­mieją: jakieś chro­mosomy, hormon wzrostu, nie­płodność. Potrzebują sko­rzystać z doświad­czenia osób, które już przeszły tę drogę. Chcą się radzić, do jakich spe­cja­listów chodzić i jakie badania wyko­nywać. Pragną mieć pewność, że zrobili dla swojego dziecka wszystko, co było w ich rękach. Z drugiej strony liczą na cień nadziei i szansę na szczę­śliwe życie. Kasia mówi im wtedy tak: „To wasze dziecko. Nie jesteście gor­szymi rodzicami tylko dlatego, że jest chore i ono też nie jest gorsze. Jak będziecie żyć? Nor­malnie! Nie patrzcie na córkę tylko przez pryzmat choroby. Ona też powie pierwsze słowo, ona też zrobi pierwszy krok. Na to cze­kajcie i tym się cieszcie”.

60–80 proc. – tyle dziew­czynek z podej­rzeniem zespołu Turnera ginie przed naro­dzeniem (Claus Gra­vholt, Epi­de­mio­lo­gical, endo­crine and meta­bolic features in Turner Syn­drome, European Journal of Endo­cri­nology, 2004, nr 151, str. 659).

Nie ma lep­szych i gor­szych

Nikt nie ma więk­szego prawa do wypo­wia­dania się na temat aborcji euge­nicznej jak osoby, które w maje­stacie okrutnego prawa można było na nią skazać, a one żyją.

Kata­rzyna Waliczek, szczę­śliwa „tur­nerka”: – Chorobę powinno się leczyć, a nie likwi­dować chorego. Aborcja, choć przed­stawia się ją jako naj­lepsze, empa­tyczne roz­wią­zanie, nie niesie żadnego dobra. Wręcz prze­ciwnie, zabija nie­winne dziecko i rani jego mamę. Aborcja wpro­wadza też podział na lep­szych i gor­szych, a to jest zwy­czajnie nie­spra­wie­dliwe. I jest też w aborcji wielki paradoks. Zwo­len­ników zabi­jania poczętych dzieci kojarzy się z wol­nością, akcep­tacją mniej­szości, popra­wianiem jakości życia i wyrów­ny­waniem szans osób nie­peł­no­sprawnych. Tylko jak zawal­czymy o te war­tości, jeśli zabijemy wszystkich, którzy mogliby ich nas nauczyć?

 

Ulotka do pobrania i roz­po­wszech­niania: Drugie imię Kasi

Może zainteresują Cię także inne poruszane przez nas zagadnienia?

%d bloggers like this: