Kilka tygodni temu Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu opublikowała na Instagramie nagranie. Aktywistka opisała, jak pomogła parze w usunięciu jednego z bliźniąt – nie dlatego, że zachodziły jakiekolwiek wskazania medyczne, ale dlatego, że dwójka dzieci nie mieściła się w planach rodziców.
Nagranie pojawiło się w sieci na początku maja. Wydrzyńska relacjonowała rozmowę telefoniczną z kobietą w dziesiątym tygodniu ciąży bliźniaczej. Kobieta dzwoniła z pytaniem o dostępność klinik aborcyjnych w Czechach i na Słowacji. Była w ciąży chcianej i planowanej, ale jak wyjaśniła aktywistka, ta ciąża bliźniacza „trochę zaskoczyła parę”. Para chciała mieć jedno dziecko, nie bliźnięta, dlatego zaczęła rozważać aborcję selektywną.
Wydrzyńska nie tylko wskazała kobiecie konkretne ośrodki, ale otwarcie przyznała, że to ona sama podsunęła jej to rozwiązanie.
Nawet Czesi mówią: nie
Dziennikarze, którzy postanowili zweryfikować narrację aktywistki, skontaktowali się z czeską kliniką ginekologiczną, przedstawiając scenariusz identyczny z tym opisanym przez Wydrzyńską. Czeski lekarz ginekolog jednoznacznie oświadczył, że w Czechach redukcja ciąży mnogiej na życzenie, bez wskazań medycznych i wad płodu, jest prawnie oraz etycznie niedopuszczalna.
To istotna informacja. Aktywistki z Aborcyjnego Dream Teamu lubią przedstawiać Europę Zachodnią jako wzorzec liberalnego podejścia do aborcji. Tymczasem nawet tam, jak pokazuje powyższy przykład, selektywna aborcja zdrowych dzieci bez wskazań medycznych napotyka na twarde granice prawne i etyczne.
„Uzupełniamy lukę w systemie”
Po fali krytyki organizacja nie wycofała się ze swojego stanowiska. Wydrzyńska broniła działania, posługując się argumentem, który warto przytoczyć w całości, bo dobrze ilustruje „logikę”, na której opiera swoją działalność Aborcyjny Dream Team. Aktywistka stwierdziła, że organizacja „uzupełnia lukę w systemie ochrony zdrowia”.
Trudno o bardziej przewrotne ujęcie sprawy. System ochrony zdrowia nie ma „luki” polegającej na tym, że nie oferuje zdrowym parom możliwości wyboru liczby urodzonych dzieci poprzez uśmiercenie jednego z nich w trakcie planowanej ciąży. To nie jest tzw. usługa medyczna ani w Polsce, ani w większości krajów europejskich.
Sprawą zajęło się już Ordo Iuris, które zgłosiło ją do prokuratury. Instytut przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 152 § 2 Kodeksu karnego, który penalizuje pomocnictwo w aborcji przeprowadzonej wbrew przepisom ustawy.
Krok po kroku w stronę aborcji bez żadnych ograniczeń
Sprawa jest ważna nie tylko sama w sobie, ale też jako symptom szerszego procesu. Aborcyjny Dream Team działa metodą stopniowego rozszerzania granic. Zaczyna się od najtrudniejszych przypadków – gwałtu, wad letalnych dziecka a kończy tam, gdzie jesteśmy teraz: na publicznym chwaleniu się pomocą w uśmierceniu zdrowego dziecka dlatego, że para spodziewała się jednego, a nie dwójki.
Warto przypomnieć przy tej okazji sprawę aborcji dziecka w dziewiątym miesiącu ciąży z Oleśnicy. Mimo ogromnego społecznego oburzenia prokuratura umorzyła postępowanie. Bezkarność zachęca do eskalacji.
Justyna Wydrzyńska jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktywistek Aborcyjnego Dream Teamu. To organizacja, która lekceważąc obowiązujące w Polsce prawo, pomaga kobietom w uśmiercaniu dzieci, co nie byłoby możliwe bez finansowania płynącego zza granicy.
Reakcja i jej brak
Sprawa wywołała zdecydowane reakcje z różnych stron, między innymi od polityków opozycji i hierarchów Kościoła. Ks. bp Józef Wróbel postawił pytanie wprost: „Czy można powiedzieć, że jedno dziecko wystarczy? To dziecko ma prawo do życia”.
Z drugiej strony część mediów głównego nurtu, zamiast rzetelnie opisać zdarzenie, skupiła się na kontekście politycznym – przedstawiając sprawę przede wszystkim jako element starcia między „prawicą” a środowiskami feministycznymi. Prokuratura jak dotąd milczy.
Pytanie, które pozostaje
Kilka tygodni po tym, jak nagranie obiegło internet, pozostaje pytanie, które żadne medium nie zadało wprost: czy ta kobieta w ogóle istnieje? Całą historię znamy wyłącznie z relacji samej Wydrzyńskiej, nie ma niezależnego potwierdzenia, że telefon w ogóle zadzwonił. Paradoks polega na tym, że dla oceny działalności Aborcyjnego Dream Teamu nie ma to większego znaczenia. Jeśli historia jest prawdziwa, organizacja pomogła w przestępstwie i chwali się tym publicznie.
Jeśli została wymyślona, oznaczałoby to świadome wykorzystanie fikcyjnego przypadku do przesunięcia granic i normalizacji określonych działań. W obu scenariuszach sprawa powinna zainteresować prokuraturę. Jak dotąd – nie zainteresowała.
jb
Źródło: ordoiuris.pl



