Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

„Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie”

John Bruchalski
John Bruchalski

Są książ­ki, któ­re się czy­ta. I są ta­kie, któ­re się prze­ży­wa. Au­to­bio­gra­fia Joh­na Bru­chal­skie­go na­le­ży do tej dru­giej ka­te­go­rii. To nie­zwy­kle oso­bi­sta opo­wieść o dro­dze od za­gu­bie­nia do od­na­le­zie­nia sen­su wła­sne­go po­wo­ła­nia – za­rów­no ja­ko le­ka­rza, jak i człowieka.

Au­to­bio­gra­fia na­pi­sa­na przez Joh­na Bru­chal­skie­go we współ­pra­cy z Eli­se Da­niel to po­ru­sza­ją­ca opo­wieść o prze­mia­nie le­ka­rza gi­ne­ko­lo­ga, któ­ry prze­szedł dro­gę od wy­ko­ny­wa­nia abor­cji do sta­nia się jed­nym z naj­bar­dziej zna­nych obroń­ców ży­cia w ame­ry­kań­skiej me­dy­cy­nie. Książ­ka, wy­da­na w Pol­sce przez Wy­daw­nic­two Bia­ły Kruk, jest świa­dec­twem oso­bi­stym, re­li­gij­nym i za­wo­do­wym a za­ra­zem re­flek­sją nad ety­ką współ­cze­snej medycyny.

Le­karz roz­dar­ty mię­dzy ka­rie­rą a sumieniem

Au­tor pro­wa­dzi czy­tel­ni­ka przez wła­sną bio­gra­fię, od dzie­ciń­stwa w re­li­gij­nej ro­dzi­nie pol­skich imi­gran­tów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, przez stu­dia me­dycz­ne, aż po mo­ment przemiany.

Wia­ra by­ła waż­ną czę­ścią je­go dzie­ciń­stwa. Stu­dia me­dycz­ne i pre­sja śro­do­wi­ska na­uko­we­go stop­nio­wo zmie­ni­ły je­go spo­sób my­śle­nia. W świe­cie me­dy­cy­ny re­pro­duk­cyj­nej za­czę­to mu po­wta­rzać, że do­bry le­karz po­wi­nien ofe­ro­wać pa­cjent­kom „pe­łen za­kres usług”. Ozna­cza­ło to rów­nież wy­ko­ny­wa­nie aborcji.

Po­cząt­ko­wo pró­bo­wał uspra­wie­dli­wiać swo­je de­cy­zje. Uwa­żał, że po­ma­ga ko­bie­tom w trud­nych sy­tu­acjach ży­cio­wych. W książ­ce opi­su­je mo­men­ty, gdy sam sie­bie prze­ko­ny­wał, że to wła­ści­wa droga.

Pierw­sza aborcja 

Prze­ło­mo­wym mo­men­tem w je­go ży­ciu by­ła pierw­sza abor­cja, któ­rą prze­pro­wa­dził ja­ko stu­dent trze­cie­go ro­ku me­dy­cy­ny na Uni­wer­sy­te­cie Po­łu­dnio­wej Ala­ba­my. Do udzia­łu wy­brał go je­go pro­fe­sor i men­tor, dr Co­hen. Bru­chal­ski bar­dzo chciał udo­wod­nić, że jest do­brym stu­den­tem i nie za­wie­dzie swo­je­go na­uczy­cie­la. W pew­nym mo­men­cie uświa­do­mił so­bie jed­nak, że za chwi­lę za­trzy­ma ser­ce nie­na­ro­dzo­ne­go dziecka.

W książ­ce wspo­mi­na, że w tam­tej chwi­li po­ja­wi­ły się wąt­pli­wo­ści, ale od­su­nął je od sie­bie. Jak sam opi­su­je – po­zo­sta­wił Bo­ga po­za sa­lą operacyjną.

Głos su­mie­nia

Mi­mo że je­go ka­rie­ra roz­wi­ja­ła się da­lej, we­wnętrz­ny nie­po­kój nie zni­kał. Bru­chal­ski ni­gdy cał­ko­wi­cie nie wy­rzekł się wia­ry, zo­sta­ła ona je­dy­nie przy­tłu­mio­na przez pre­sję śro­do­wi­ska i au­to­ry­tet lu­dzi, któ­rych po­dzi­wiał. Na je­go dro­dze za­czę­ły po­ja­wiać się wy­da­rze­nia, któ­re zmu­sza­ły go do re­flek­sji nad tym, co ro­bi. Jed­nym z ta­kich mo­men­tów by­ła piel­grzym­ka do sank­tu­arium Mat­ki Bo­żej z Gu­ada­lu­pe w Mek­sy­ku. To wła­śnie tam, jak opi­su­je w książ­ce, usły­szał w ser­cu sło­wa: „Dla­cze­go Mnie ra­nisz?” To py­ta­nie sta­ło się dla nie­go po­cząt­kiem głę­bo­kie­go ra­chun­ku sumienia.

Me­dziu­go­rie – mo­ment przemiany

Osta­tecz­ny prze­łom w ży­ciu Joh­na Bru­chal­skie­go na­stą­pił pod­czas piel­grzym­ki do Me­dziu­go­rie w Bo­śni i Her­ce­go­wi­nie. Tam, jak opi­su­je w jed­nym z naj­bar­dziej po­ru­sza­ją­cych frag­men­tów książ­ki zro­zu­miał, że je­go po­wo­ła­nie ja­ko le­ka­rza po­win­no wy­glą­dać ina­czej. Pisze:

„Po po­wro­cie z Me­dziu­go­ria wie­dzia­łem, że mu­szę po­wie­dzieć naj­waż­niej­szym oso­bom w mo­im ży­ciu, iż w tym oto miej­scu zo­sta­łem po­wo­ła­ny do by­cia le­ka­rzem, któ­ry le­czy za­miast ranić.”

Te sło­wa sta­ły się punk­tem zwrot­nym w je­go życiu.

No­wa droga

Po tej du­cho­wej prze­mia­nie John Bru­chal­ski po­sta­no­wił ze­rwać z prak­ty­ka­mi, któ­re go­dzą w ży­cie nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci. Zro­zu­miał, że le­karz opie­ku­ją­cy się ko­bie­tą w cią­ży po­wi­nien trosz­czyć się o dwo­je pa­cjen­tów – mat­kę i dziecko.

Owo­cem tej de­cy­zji by­ło po­wsta­nie cen­trum gi­ne­ko­lo­gii i po­łoż­nic­twa Te­pey­ac OB/GYN w sta­nie Wir­gi­nia. Pla­ców­ka dzia­ła zgod­nie z za­sa­da­mi ety­ki chrze­ści­jań­skiej i po­ma­ga ko­bie­tom w cią­ży tak­że tym, któ­re znaj­du­ją się w trud­nej sy­tu­acji ma­te­rial­nej czy życiowej.

W 2000 ro­ku John Bru­chal­ski za­ło­żył rów­nież or­ga­ni­za­cję Di­vi­ne Mer­cy Ca­re, któ­rej ce­lem jest fi­nan­so­wa­nie opie­ki pre­na­tal­nej dla ko­biet po­trze­bu­ją­cych pomocy.

Hi­sto­ria opi­sa­na w tej książ­ce jest hi­sto­rią czło­wie­ka, któ­ry błą­dził, szu­kał i osta­tecz­nie od­na­lazł sens swo­je­go po­wo­ła­nia. Jak na­pi­sa­ła we wstę­pie je­go współpracowniczka

Ma­ry Le­na­burg, jest to: „hi­sto­ria na­wró­ce­nia, od­ku­pie­nia, od­na­le­zio­ne­go sen­su i misji”.

Si­łą tej książ­ki jest szcze­rość. John Bru­chal­ski nie pró­bu­je wy­bie­lać swo­jej prze­szło­ści ani ukry­wać błę­dów. Opo­wia­da o nich wprost, dzię­ki cze­mu je­go hi­sto­ria sta­je się czymś wię­cej niż au­to­bio­gra­fią, sta­je się świa­dec­twem wal­ki o sens za­wo­du le­ka­rza i o wier­ność wła­sne­mu su­mie­niu. Ta książ­ka po­tra­fi wstrzą­snąć, wzru­szyć i zmu­sić do re­flek­sji. Po­ka­zu­je, że na­wet czło­wiek, któ­ry zbłą­dził, mo­że od­na­leźć dro­gę po­wrot­ną. A cza­sem wła­śnie ta dro­ga sta­je się po­cząt­kiem no­wej misji.

Książ­ka do ku­pie­nia w księ­gar­ni „Bia­ły Kruk”.

 

jb

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj