Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Razem z nami ratuj dzieci! Wpłać dar serca już dziś!

Razem z nami ratuj dzieci! Wpłać dar serca już dziś!

Ro­dzi­na Mar­ci­na jest jed­ną z 174 ro­dzin, ob­ję­tych w tym ro­ku na­szą po­mo­cą w ra­mach Fun­du­szu Dziec­ka Cho­re­go. Wpła­ca­jąc, po­ma­gasz ro­dzi­nom i wspie­rasz ra­to­wa­nie dzie­ci nienarodzonych.

580 Gra­mów

W hi­sto­rii Mar­cin­ka zu­peł­nie zwy­czaj­ne wy­da­rze­nia spla­ta­ją się z cu­da­mi, a mi­łość i ludz­ka życz­li­wość z bra­kiem em­pa­tii i bru­tal­ny­mi, le­kar­ski­mi ko­men­ta­rza­mi. Dla­te­go ro­dzi­ce chłop­ca czę­sto po­wta­rza­ją: „Gdy­by nie Pan Bóg…”.

To, co zwyczajne

Ewe­li­na i Ma­riusz Sza­łań­scy miesz­ka­ją w Kra­ko­wie. Po­zna­li się na stu­diach, póź­niej ra­zem tra­li do dusz­pa­ster­stwa, a osiem lat te­mu ślu­bo­wa­li so­bie mi­łość, wier­ność i uczci­wość. Nie­dłu­go po ślu­bie po­je­cha­li na piel­grzym­kę do Me­dju­gor­je. Tam za­pra­gnę­li zo­ba­czyć re­al­ne owo­ce swo­jej mi­ło­ści. – Pan Bóg bły­ska­wicz­nie od­po­wie­dział na na­sze pra­gnie­nie – wspo­mi­na z uśmie­chem Ewe­li­na. – I wiel­ka nie­spo­dzian­ka: ma­my bliź­nia­ki. Po­nie­waż każ­da cią­ża mno­ga jest cią­żą wy­so­kie­go ry­zy­ka, mu­sia­łam o sie­bie dbać. Roz­po­czę­li­śmy po­szu­ki­wa­nia do­bre­go gi­ne­ko­lo­ga, ale też chcie­li­śmy żyć nor­mal­nie w myśl za­sa­dy, że cią­ża to nie cho­ro­ba – opo­wia­da mama.

W 22. ty­go­dniu cią­ży Ewe­li­na zgło­si­ła się do szpi­ta­la, bo za­uwa­ży­ła de­li­kat­ne pla­mie­nia. Z za­le­ce­niem bez­względ­ne­go le­że­nia aż do roz­wią­za­nia zo­sta­ła w szpi­ta­lu – tak by­wa, tak się zda­rza. Jed­nak po dwóch ty­go­dniach pod­czas ba­da­nia USG oka­za­ło się, że Ewe­li­na już… ro­dzi, choć nie wy­stą­pi­ły żad­ne symp­to­my po­ro­du, jak odej­ście wód pło­do­wych czy skur­cze. – Co ro­bić? Na­tych­miast na po­ro­dów­kę! Je­den z le­ka­rzy po­wie­dział mi, że on „w cu­da nie wie­rzy”. Ja­kiś czas póź­niej do­wie­dzie­li­śmy, co ten nie­sto­sow­ny ko­men­tarz miał ozna­czać. Po pro­stu nikt nie da­wał na­szym dzie­ciom szans na prze­ży­cie – mó­wi ma­ma. – W koń­cu na­sze bliź­nia­ki mia­ły do­pie­ro po 24 ty­go­dnie – dodaje.

Gdy za­czął się po­ród, le­karz po­wie­dział, że on „w cu­da nie wie­rzy”. Nikt nie da­wał na­szym dzie­ciom szans na przeżycie.

To, co cudowne

Kil­ka­na­ście mi­nut póź­niej przez ce­sar­skie cię­cie uro­dzi­li się Ali­cja i Mar­ci­nek. Był 16 paź­dzier­ni­ka 2013 ro­ku. Na wcze­śnia­ki wa­żą­ce 570 i 580 gra­mów cze­ka­ła ka­ret­ka, któ­ra mia­ła je prze­wieźć pro­sto do Uni­wer­sy­tec­kie­go Szpi­ta­la Dzie­cię­ce­go w Kra­ko­wie-Pro­ko­ci­miu. Ro­dzi­ce usły­sze­li, że dzie­ci są w sta­nie… kry­tycz­nym, ale sta­bil­nym. Ali­cja i Mar­cin by­li pod­łą­cze­ni do re­spi­ra­to­rów i in­nych ru­rek z kro­plów­ka­mi i ży­wie­niem po­za­je­li­to­wym. U oby­dwoj­ga po­ja­wi­ła się sep­sa, có­recz­ka prze­szła też in­fek­cję grzybiczą.

Mi­mo to ro­dzi­ce mie­li po­wo­dy do ra­do­ści. Pierw­szy: ma­lu­chy prze ży­ły trud­ny po­ród. Dru­gi: w Ewe­li­ny pier­siach po­ja­wił się po­karm, któ­ry po od­cią­gnię­ciu lak­ta­to­rem po­da­wa­no no­wo­rod­kom pro­sto do żo­łąd­ka. Trze­ci: moż­li­wość kan­gu­ro­wa­nia Mar­cin­ka, czy­li przy­tu­la­nia go do cia­ła ro­dzi­ców. 5 li­sto­pa­da 2013 ro­ku, w trze­cim ty­go­dniu po na­ro­dzi­nach, Ewe­li­na i Ma­riusz ode­bra­li te­le­fon ze szpi­ta­la. Mi­mo pod­ję­tej re­ani­ma­cji Ali­cja, któ­ra od uro­dze­nia by­ła słab­sza od bra­ta, zmarła.

Razem z nami ratuj dzieci! Wpłać dar serca już dziś!

– W ka­te­go­rii ma­łe­go cu­du po­strze­ga­my też na­sze prze­ży­wa­nie ża­ło­by po cór­ce – mó­wi Ma­riusz. – Oczy­wi­ście, że bar­dzo by­śmy chcie­li, aby by­ła tu ra­zem z na­mi, ale nie roz­pa­cza­my, że nie na­uczy­li­śmy jej my­cia zę­bów lub jaz­dy na ro­we­rze. Wie­rzy­my, że Ali­cja ży­je z Bo­giem, czy­li z per­spek­ty­wy wia­ry – nic lep­sze­go nie mo­gło jej spo­tkać. W cza­sie, kie­dy cór­ka ode­szła, Mar­cin­ka wciąż cze­ka­ło spo­ro ope­ra­cji – do­po­wia­da­ją ro­dzi­ce. Ko­lej­nym cu­dem jest 3‑letnia, zdro­wa Łu­cja, bar­dzo znu­dzo­na na­szą roz­mo­wą, bo jest ty­le cie­kaw­szych rze­czy do zro­bie­nia od sie­dze­nia przy sto­le, oraz obec­ny stan syn­ka, któ­ry mi­mo wie­lu ob­cią­żeń, wy­ni­ka­ją­cych ze wcze­śniac­twa, cią­gle za­ska­ku­je po­stę­pa­mi w roz­wo­ju. Ale o tym za chwilę.

To, co brutalne

Od pię­ciu lat – bo ty­le skoń­czył Mar­ci­nek – Ewe­li­na i Ma­riusz po­zna­ją le­ka­rzy prze­róż­nych spe­cjal­no­ści, o któ­rych ist­nie­niu wcze­śniej nie mie­li zie­lo­ne­go po­ję­cia. Na przy­kład kie­dy sy­nek miał trzy la­ta i zdia­gno­zo­wa­no u nie­go pa­dacz­kę, pierw­szy raz w ży­ciu usły­sze­li o spe­cja­li­za­cji z epileptologii.

Ze szpi­tal­nych wspo­mnień wy­ła­nia­ją się ob­raz­ki wdzięcz­no­ści wo­bec pie­lę­gnia­rek i wspa­nia­łych le­ka­rzy, ale, nie­ste­ty, nie bra­ku­je też gorz­kich do­świad­czeń. – Z bra­kiem em­pa­tii i sza­cun­ku do mnie ja­ko ro­dzi­ca ze­tkną­łem się po raz pierw­szy tuż po po­ro­dzie. Le­karz wy­szedł z sa­li ope­ra­cyj­nej. Pa­trzy­łem na nie­go bła­gal­nie, że­by się cze­go­kol­wiek do­wie­dzieć, a on tyl­ko od nie­chce­nia rzu­cił: „Sio­stra pa­nu prze­ka­że”, i po­szedł. Kie­dy prze­wo­żo­no dzie­ci do szpi­ta­la dzie­cię­ce­go, do­sta­łem tyl­ko ma­łą kar­tecz­kę z in­for­ma­cją, że ma­lu­chy bę­dą w sa­li nu­mer 2 i że moż­na dzwo­nić po godz. 20. Ty­le. Nie mia­łem po­ję­cia, co z ni­mi, co z żo­ną – wspo­mi­na Ma­riusz. – Tak­że póź­niej wie­le ra­zy mie­li­śmy wra­że­nie, że mu­si­my się pro­sić o strzęp­ki in­for­ma­cji. W czwar­tej do­bie ży­cia Mar­ci­nek miał wy­le­wy krwi do mó­zgu III i IV stop­nia. Czy prze­cięt­ne­mu ro­dzi­co­wi mó­wi to co­kol­wiek o sta­nie je­go dziec­ka? – py­ta re­to­rycz­nie tata.

Razem z nami ratuj dzieci! Wpłać dar serca już dziś!

– Cio­sem by­ło dla nas py­ta­nie, czy chce­my, aby ra­to­wać Mar­cin­ka – do­da­je Ewe­li­na. – To le­karz mo­że za­dać ro­dzi­com ta­kie py­ta­nie? Prze­cież nie cho­dzi­ło o te­ra­pię da­rem­ną, o sztucz­ne utrzy­my­wa­nie go przy ży­ciu. Le­karz twier­dził, że ety­ka za­wo­do­wa ka­że mu o to za­py­tać, bo w szpi­ta­lu ja­koś to wszyst­ko dzia­ła, no a póź­niej wyj­dzie­my z sy­nem do do­mu i bę­dzie­my mu­sie­li ra­dzić so­bie sa­mi… Dla nas jest to i śmiesz­ne, i strasz­ne, że nie­któ­rym le­ka­rzom zda­je się, iż są jak Bóg, mo­gą wy­ro­ko­wać o czy­imś ży­ciu. Za praw­dzi­we au­to­ry­te­ty uwa­ża­my tych, któ­rzy, oczy­wi­ście, mó­wią praw­dę i rze­tel­nie in­for­mu­ją o sta­nie dziec­ka, ale sa­mi się nie pod­da­ją i nie od­bie­ra­ją na­dziei ro­dzi­com – do­da­je Ewelina.

In­nym ra­zem, gdy Sza­łań­scy sta­ra­li się o usu­nię­cie Mar­cin­ko­wi rur­ki tra­che­osto­mij­nej, usły­sze­li, że le­piej nie, bo u dzie­ci z „pro­ble­ma­mi mó­zgo­wy­mi” to się nie uda­je. – Czy na­praw­dę nie moż­na by­ło te­go po­wie­dzieć w in­ny spo­sób? – za­sta­na­wia­ją się.

To, co da­je siłę

Tym, co da­je si­łę, że­by każ­de­go dnia wstać z łóż­ka, jest dla Ewe­li­ny i Ma­riu­sza wia­ra. – Nie wie­my, jak by­śmy zno­si­li in­for­ma­cje o ko­lej­nych po­wi­kła­niach (od­kle­ja­ją­ca się siat­ków­ka, te­ra­ko­to­mia płuc itd.), gdy­by nie Pan Bóg. I nie wie­my, jak by­śmy się za­cho­wa­li, kie­dy za drzwia­mi trwa­ła re­ani­ma­cja dziec­ka, gdy­by­śmy nie mie­li per­spek­ty­wy ży­cia wiecz­ne­go – przy­zna­ją. Ra­do­ścią są też wszyst­kie po­stę­py Mar­cin­ka, któ­ry wpraw­dzie roz­wi­ja się du­żo wol­niej niż je­go ró­wie­śni­cy, ale prze­cież ma na swo­im kon­cie wie­le suk­ce­sów: prze­szedł z po­wo­dze­niem eks­pe­ry­men­tal­ne le­cze­nie oczu, po­że­gnał się z rur­ką tra­che­osto­mij­ną, od­dy­cha sa­mo­dziel­nie, za­czął cho­dzić do przed­szko­la, w któ­rym uczy się na­wią­zy­wa­nia kon­tak­tów z in­ny­mi dzieć­mi. Ni­gdy nie bę­dzie po­ro­zu­mie­wał się gło­sem, ale uczy się ko­mu­ni­ka­cji al­ter­na­tyw­nej i po chwi­li na­my­słu zde­cy­do­wa­nym ru­chem rę­ki po­ka­zu­je, że nie chce się te­raz ba­wić sa­mo­cho­da­mi, ale wo­li pusz­czać bań­ki mydlane.

Cho­ro­ba sy­na i wnu­ka bar­dzo zjed­no­czy­ła ro­dzi­nę. Ro­dzi­ce Ma­riu­sza za­cią­gnę­li kre­dyt na miesz­ka­nie, w któ­rym miesz­ka­ją mło­dzi, a ro­dzi­ce Ewe­li­ny z kie­lec­czy­zny prze­nie­śli się na sta­łe do Kra­ko­wa, że­by być pod rę­ką. Po­moc­ne są też kon­tak­ty z ro­dzi­ca­mi in­nych dzie­ci nie­peł­no­spraw­nych np. wspól­ne wyj­ścia mam na piz­zę or­ga­ni­zo­wa­ne przez ho­spi­cjum. – Cie­szy­my się tym, co ma­my, nie snu­je­my pla­nów na dzie­sięć lat do przo­du i wie­rzy­my, że to wszyst­ko ma sens – pod­su­mo­wu­ją Ewe­li­na i Ma­riusz, któ­rzy po­ka­zu­ją, że war­to „wie­rzyć w cu­da”, mieć na­dzie­ję i wal­czyć do koń­ca o ży­cie i god­ność swo­je­go dziecka.

Ja­kie są przy­kła­do­we kosz­ty opie­ki nad cho­ry­mi dziećmi?

  • Opa­ko­wa­nie 100 szt. strzy­ka­wek in­su­li­no­wych – oko­ło 58 zł;
  • Go­dzi­na fi­zjo­te­ra­pii – oko­ło 100 zł;
  • Uży­wa­ny pio­ni­za­tor – oko­ło 1000 zł.

Ro­dzi­na Ta­dzia i Rad­ka jest jed­ną z 174 ro­dzin, ob­ję­tych w tym ro­ku na­szą po­mo­cą w ra­mach Fun­du­szu Dziec­ka Cho­re­go. Wpła­ca­jąc, po­ma­gasz ro­dzi­nom i wspie­rasz ra­to­wa­nie dzie­ci nienarodzonych.

Ten dru­gi, co na­uczył się walczyć

Le­ża­łam w szpi­ta­lu w 27. ty­go­dniu cią­ży, gdy przy ba­da­niu KTG pie­lę­gniar­ka nie usły­sza­ła jed­ne­go z bliź­nia­ków. Na­tych­miast po­ja­wił się sztab le­ka­rzy. Za­da­li py­ta­nie: Czy po­świę­ci pa­ni jed­no dziec­ko, że­by dru­gie się uro­dzi­ło o cza­sie? Al­bo czy odej­mu­je pa­ni więk­sze­mu z bliź­nia­ków tę szan­sę i ra­tu­je­my obojga?

Na pierw­szych dwóch USG wy­cho­dzi­ła cią­ża po­je­dyn­cza – śmie­je się pa­ni Mał­go­sia, ma­ma Zo­si i To­si oraz czte­ro­let­nich bliź­nia­ków: Ta­dzia i Rad­ka. – Do­pie­ro na ba­da­niach pre­na­tal­nych w 15. ty­go­dniu cią­ży usły­sze­li­śmy: Wie­cie pań­stwo, że bę­dą bliźniaki?

Nie sły­szę jed­ne­go z bliźniaków

Już wte­dy się do­wie­dzia­łam, że bliź­nia­ki ma­ją jed­no ło­ży­sko. To jest nie­ko­rzyst­ne, bo war­to­ści od­żyw­cze nie­rów­no­mier­nie się roz­kła­da­ją. Przez to je­den bliź­niak jest więk­szy, a dru­gi mniej­szy. Za­czę­ły się co chwi­lę ba­da­nia, a w 25. ty­go­dniu już mnie po­ło­ży­li w szpitalu.

Dwa ty­go­dnie póź­niej, przy ba­da­niu KTG pie­lę­gniar­ka nie sły­sza­ła jed­ne­go z bliź­nia­ków. Na­tych­miast po­ja­wił się sztab le­ka­rzy. Za­da­li py­ta­nie: Czy po­świę­ci pa­ni jed­no dziec­ko, że­by dru­gie się uro­dzi­ło o cza­sie? Al­bo czy odej­mu­je pa­ni więk­sze­mu z bliź­nia­ków tę szan­sę i ra­tu­je­my obojga?

I tak za­czę­ła się walka.

Dwie mi­nu­ty, by zdążyć

Szyb­ko mnie uśpi­li. By­ło ma­ło cza­su – na wy­cią­gnię­cie obu chłop­ców mie­li dwie mi­nu­ty. To by­ły skraj­ne wcze­śnia­ki. Rad­ka stan był bar­dzo cięż­ki, a Ta­dzia kry­tycz­ny. Wa­żył 500 gra­mów. Przy ta­kiej wa­dze prze­ży­wa jed­no dziec­ko na dzie­sięć. Lub mniej.

Bar­dzo ma­ło pa­mię­tam z te­go cza­su. Pa­mię­tam jed­nak do­brze prze­ko­na­nie, że nie mo­gę się pod­dać, bo mu­szę wal­czyć nie tyl­ko dla bliź­nia­ków, ale i dla có­rek. Usły­sza­łam wte­dy ra­dę, że­by nie pa­trzeć w przy­szłość, nie my­śleć o kon­se­kwen­cjach tak skraj­ne­go wcze­śniac­twa, tyl­ko cie­szyć się tym, że dzi­siaj żyją.

Razem z nami ratuj dzieci! Wpłać dar serca już dziś!

Ta­dzio przy po­ro­dzie wa­żył za­le­d­wie 500 gramów.

Jak­by nit­kę przetykać

W siód­mej do­bie ży­cia Ta­dzio do­stał sep­sy, któ­ra zde­wa­sto­wa­ła je­go or­ga­nizm: do­szło do wy­bu­chu płu­ca – 9 ty­go­dni był pod re­spi­ra­to­rem, skle­iły się je­li­ta – le­kar­ka mó­wi­ła, że ich udraż­nia­nie by­ło, jak­by chcieć nit­kę przetykać.

Spę­dził w szpi­ta­lu 8 mie­się­cy, wy­jeż­dżał tyl­ko do in­ne­go szpi­ta­la na ope­ra­cje oczu. Nie­ste­ty, nie na­uczył się jeść, nie był w sta­nie sko­or­dy­no­wać od­dy­cha­nia i je­dze­nia. Do dziś jest od­ży­wia­ny przez PEG, przez strzy­kaw­kę, pro­sto do żołądka.

Ta­dzio w szpi­ta­lu, Ra­dek też – trzy mie­sią­ce, a w do­mu ma­lut­kie dziew­czyn­ki. Dzie­li­łam mię­dzy wszyst­kich czas, ale kon­se­kwen­cje te­go okre­su w za­cho­wa­niach dziew­czy­nek wi­dzę do dziś.

Ra­dzia ro­ko­wa­nia by­ły do­bre, nie by­ło więk­szych kom­pli­ka­cji – szyb­ko zszedł z tle­nu i gdy od­po­wied­nio urósł, wró­cił do do­mu. Kie­dy Ra­dzio wy­szedł, to od­cią­ga­łam po­karm, zo­sta­wia­łam go w ko­szy­ku u ma­my i je­cha­łam do Tadzia.

Re­zy­dent

Co do Ta­dzia, to część le­ka­rzy ka­za­ła na­sta­wiać się na naj­gor­sze. A je­den pro­fe­sor po­wie­dział, że Ta­dzio jest sil­ny, co wi­dać w ba­da­niach, ale też trze­ba wziąć pod uwa­gę, że w brzu­chu on był tym dru­gim – tym, któ­ry ca­ły czas wal­czył. Ta­dzio swo­ją si­łę bie­rze też z te­go eta­pu życia.

W szpi­ta­lu na­zy­wa­li go re­zy­dent. Gdy wy­cho­dził – wszy­scy się cie­szy­li. Zwy­kle dzie­ci po tak dłu­gim po­by­cie – je­śli opusz­cza­ły szpi­tal, to tyl­ko do hospicjum.

Po pan­de­mii by­ło już za późno

Do koń­ca ży­cia bę­dzie cier­piał wsku­tek nie­doj­rza­ło­ści ca­łe­go or­ga­ni­zmu, wszyst­kich or­ga­nów. Wszyst­ko miał cho­re: trzust­kę, płu­ca, ser­ce; miał prze­pu­kli­nę, za wy­so­ki cu­kier, tra­gicz­ną sa­tu­ra­cję. Nie­ste­ty, stra­cił wzrok w jed­nym oku. Za­cho­ro­wał na za­pa­le­nie płuc, przez co mi­nął nam ter­min u spe­cja­li­sty, po­tem nad­szedł co­vid i wszyst­kie ga­bi­ne­ty za­mknę­li. Gdy wresz­cie tra­fi­li­śmy do le­ka­rza, by­ło już za późno.

Są okre­sy, kie­dy jest le­piej, ale po­tem znów się co­fa. Za­czął jeść, ale prze­stał. Za­czął mó­wić ma­mata­ta, ale prze­stał. Tra­ci pa­mięć i róż­ne umie­jęt­no­ści, któ­re nabył.

Sześć ope­ra­cji

Obaj chłop­cy mie­li sil­ną dys­pla­zję oskrze­lo­wo-płuc­ną, więc bar­dzo czę­sto cho­ro­wa­li. Ra­no kich­nę­li – a wie­czo­rem już ka­ret­ka i pod tlen. Te­raz wi­dzi­my spo­rą po­pra­wę, bo prze­szli ope­ra­cje usu­nię­cia mig­dał­ków i dre­na­ży usznych. Dla Ta­dzia to by­ła szó­sta operacja.

Re­ha­bi­li­ta­cja czy­ni cu­da – i w te cu­da trze­ba wie­rzyć. Ta­dzio cho­dzi do spe­cjal­ne­go przed­szko­la, w któ­rym czy­ni wiel­kie po­stę­py. Sześć ra­zy w ty­go­dniu jeź­dzi­my na re­ha­bi­li­ta­cję. Cho­dzi do psy­cho­lo­ga, na in­te­gra­cję sen­so­rycz­ną, do neu­ro­lo­go­pe­dy i oste­opa­ty. W przed­szko­lu ma do­go­te­ra­pię, dźwię­ko­te­ra­pię i świa­tło­te­ra­pię. Ra­dzio ma in­te­gra­cję sen­so­rycz­ną, neu­ro­lo­go­pe­dę i opie­kę psychologa.

Bar­dzo du­ża zmiana

Więk­szość ba­dań, za­bie­gów i spe­cja­li­stów opła­ca­my pry­wat­nie. Po­dob­nie jak tur­nu­sy zdro­wot­ne, któ­re dla dwóch osób po­tra­fią kosz­to­wać kil­ka­na­ście ty­się­cy zło­tych. Po obec­nych zmia­nach praw­nych bę­dzie lepiej.

Od 1 stycz­nia do­sta­nie­my po­dwój­ne świad­cze­nie pie­lę­gna­cyj­ne – i na Ta­dzia, i na Rad­ka. Do tej po­ry by­ło tyl­ko jed­no. To bę­dzie dla nas du­ża zmia­na. Bar­dzo duża.

Razem z nami ratuj dzieci! Wpłać dar serca już dziś!

Ro­dzin­ną pa­sją jest od­kry­wa­nie wo­do­spa­dów. „Jed­ne­go dnia po gó­rach prze­szli­śmy 12 ki­lo­me­trów” – mó­wi z du­mą tata.

Mąż spo­ro pra­cu­je, czę­sto jest w tra­sie – wia­do­mo: że­by za­ro­bić. Bar­dzo po­ma­ga nam ma­ma, ale i tak jesz­cze do nie­daw­na spa­łam mak­sy­mal­nie czte­ry go­dzi­ny dzien­nie. Póź­no w no­cy jesz­cze trze­ba by­ło chłop­ców in­ha­lo­wać, czę­sto się du­si­li. Po ostat­nich ope­ra­cjach jest le­piej. Cho­dzę spać po pół­no­cy, a nie po drugiej.

„Zwy­czaj­ny” dzień

Za­czy­nam po szó­stej, od kar­mie­nia Ta­dzia. Po­tem szy­ku­ję spe­cjal­ne je­dze­nie dla Rad­ka, wy­pra­wiam dziew­czyn­ki do szko­ły. Gdy jest mąż, to bio­rę Ta­dzia do przed­szko­la i tam cze­kam na nie­go do go­dzi­ny 13. To spo­re od­le­gło­ści, bar­dzo du­że kosz­ty do­jaz­du i nie ma sen­su wra­cać. Go­rzej gdy zo­sta­ję sa­ma i wte­dy trze­ba jesz­cze Rad­ka za­wieźć na re­ha­bi­li­ta­cję. Wte­dy bio­rę Ta­dzia i cze­ka­my pod bu­dyn­kiem, aż Ra­dek skończy.

Dziew­czyn­ki, nie­ste­ty, ma­ją na róż­ne go­dzi­ny do szko­ły – jed­na na ra­no, dru­ga na po­łu­dnie. Wra­ca­ją szkol­nym au­to­bu­sem. Kie­row­ca zna na­szą sy­tu­ację, więc od­wo­zi je pod dom i cze­ka, aż wej­dą do środka.

Gdy już wszy­scy są w do­mu, jest mnó­stwo za­jęć przy dzie­ciach. Co­dzien­nie pra­cu­je­my, by uda­ło się ty­le zro­bić, że­by zdro­wym dzie­ciom by­ło lżej z ty­mi cho­ry­mi, gdy nas zabraknie.

Wie­rzy­my też, że me­dy­cy­na idzie do przo­du i znaj­dzie no­we moż­li­wo­ści np. dla oka Tadzia.

Coś dla siebie?

Tak szcze­rze? Cie­szy­my się, że jest, jak jest. Mo­gło w ogó­le nie być Ta­dzia, al­bo był­by dziec­kiem ca­łe ży­cie leżącym.

Sta­ra­my się tak wszyst­ko zor­ga­ni­zo­wać, że­by każ­dy miał coś dla sie­bie. Mąż – maj­ster­ko­wa­nie, dziew­czyn­ki – ma­lo­wa­nie, gim­na­sty­kę i ro­bót­ki. A ja? Chcia­ła­bym wspie­rać in­ne cho­re dzie­ci. Ma­rzę, by skoń­czyć kurs in­te­gra­cji sen­so­rycz­nej. To mnie trzy­ma, to bym chcia­ła dla sie­bie zro­bić. Sko­ro mo­je­mu Ta­dzio­wi ktoś po­mógł, to ja też chcę pomagać.

Ja­kie są przy­kła­do­we kosz­ty opie­ki nad cho­ry­mi dziećmi?

  • Gry­zak or­to­pe­dycz­ny  – oko­ło 58 zł;
  • Go­dzi­na fi­zjo­te­ra­pii – oko­ło 100 zł;
  • Kosz­ty mie­sięcz­nych do­jaz­dów na te­ra­pię – oko­ło 1000 zł.
Przelewy24

Prze­lew na te­le­fon nr: 508 055 755

BLIK

Wpłat na dzia­łal­ność sta­tu­to­wą Sto­wa­rzy­sze­nia moż­na do­ko­ny­wać na ra­chu­nek ban­ko­wy:
Bank Pe­kao SA Od­dział w Kra­ko­wie 93 1240 4650 1111 0000 5150 8401

Ra­chu­nek ban­ko­wy po­moc­ni­czy:
Bank Pe­kao SA Od­dział w Kra­ko­wie 43 1240 4650 1111 0010 3433 6484

Prze­le­wy z za­gra­ni­cy:
Bank Na­me: Bank Pe­kao SA Od­dzial w Kra­ko­wie
Ac­co­unt Na­me: Pol­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Obron­cow Zy­cia Czlo­wie­ka
Sort Co­de: 1240 4650
IBAN: PL 93 1240 4650 1111 0000 5150 8401
SWIFT Num­ber: PKOPPLPW

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj