Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Zastrzyk śmierci dla dziecka

Eutanazja dziecka w szpitalu
Eutanazja dziecka w szpitalu. Fot.: [kwangmoo] ©123RF.COM

Ho­lan­dia ja­ko pierw­szy kraj w Eu­ro­pie prze­pro­wa­dzi­ła eu­ta­na­zję dziec­ka w gru­pie wie­ko­wej od 1 do 12 lat. Spra­wa tra­fi­ła do pro­ku­ra­tu­ry. Wła­dze nie ujaw­nia­ją żad­nych szczegółów.

Ho­len­der­ska mi­ni­ster zdro­wia So­phie Her­mans po­twier­dzi­ła, że w Ni­der­lan­dach do­szło do pierw­sze­go udo­ku­men­to­wa­ne­go przy­pad­ku eu­ta­na­zji dziec­ka prze­pro­wa­dzo­nej na mo­cy prze­pi­sów obo­wią­zu­ją­cych od 2024 ro­ku. To re­gu­la­cje, któ­re roz­sze­rzy­ły do­tych­cza­so­we pra­wo i ob­ję­ły nim dzie­ci mię­dzy pierw­szym a dwu­na­stym ro­kiem życia.
Wcze­śniej ho­len­der­skie pra­wo do­pusz­cza­ło eu­ta­na­zję wy­łącz­nie w dwóch przy­pad­kach. Pierw­szy do­ty­czył no­wo­rod­ków na mo­cy tzw. Pro­to­ko­łu z Gro­nin­gen, przy­ję­te­go jesz­cze w 2005 ro­ku, któ­ry po­zwa­lał na zda­nie śmier­ci nie­mow­lę­tom z cięż­ki­mi, nie­ule­czal­ny­mi wa­da­mi. Dru­gi przy­pa­dek obej­mo­wał mło­dzież po­wy­żej dwu­na­ste­go ro­ku ży­cia, ale tyl­ko po speł­nie­niu bar­dzo ry­go­ry­stycz­nych wa­run­ków i w przy­pad­ku osób mię­dzy dwu­na­stym a szes­na­stym ro­kiem ży­cia, wy­łącz­nie za zgo­dą ro­dzi­ców. Dzie­ci mię­dzy pierw­szym a dwu­na­stym ro­kiem ży­cia znaj­do­wa­ły się po­za za­kre­sem tych przepisów.

Tym sa­maym od 2024 ro­ku żad­ne dziec­ko, nie­za­leż­nie od wie­ku, nie jest już w Ho­lan­dii wy­klu­czo­ne z moż­li­wo­ści le­gal­ne­go uśmiercenia.Władze nie ujaw­ni­ły żad­nych szcze­gó­łów do­ty­czą­cych dziec­ka: ani je­go wie­ku, ani płci, ani cho­ro­by, na któ­rą cierpiało.

Spra­wa w rę­kach prokuratury

Zgło­sze­nie do­ty­czą­ce uśmier­ce­nia dziec­ka wpły­nę­ło do spe­cjal­nej ko­mi­sji oce­nia­ją­cej te­go ro­dza­ju przy­pad­ki. Or­gan prze­ana­li­zo­wał do­ku­men­ta­cję i prze­pro­wa­dził roz­mo­wę z le­ka­rzem uczest­ni­czą­cym w eu­ta­na­zji. Opi­nia ko­mi­sji zo­sta­ła na­stęp­nie prze­ka­za­na do pro­ku­ra­tu­ry i to śled­czy ma­ją osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć czy dzia­ła­no zgod­nie z li­te­rą prawa.

Wła­śnie ten me­cha­nizm od po­cząt­ku wzbu­dzał nie­po­kój w śro­do­wi­sku me­dycz­nym, ale nie ta­ki, ja­kie­go moż­na by się spo­dzie­wać. Le­ka­rze nie oba­wia­ją się, że bę­dą zmu­sza­ni do za­bi­ja­nia dzie­ci. Oba­wia­ją się cze­goś wręcz prze­ciw­ne­go: że pro­ku­ra­tu­ra za­kwe­stio­nu­je le­gal­ność prze­pro­wa­dzo­nej przez nich eu­ta­na­zji i po­cią­gnie ich do od­po­wie­dzial­no­ści kar­nej. In­ny­mi sło­wy, chcą mieć pew­ność, że bę­dą mo­gli wy­ko­ny­wać te „pro­ce­du­ry” bez ry­zy­ka, że skoń­czy się to dla nich wy­ro­kiem są­du. Za­miast bro­nić ży­cia swo­ich naj­młod­szych pa­cjen­tów, do­ma­ga­ją się praw­nych gwa­ran­cji dla ich uśmiercania.

Co mó­wi ho­len­der­skie prawo?

Ho­len­der­skie prze­pi­sy prze­wi­du­ją sze­reg wa­run­ków, któ­re mu­szą zo­stać łącz­nie speł­nio­ne, aby eu­ta­na­zja dziec­ka by­ła le­gal­na. Ma­lec mu­si do­świad­czać cier­pie­nia uzna­ne­go przez le­ka­rzy za nie­moż­li­we do znie­sie­nia i nie­pod­da­ją­ce się żad­ne­mu sku­tecz­ne­mu le­cze­niu. Nie mo­że ist­nieć żad­na re­al­na per­spek­ty­wa po­pra­wy. Wy­ma­ga­na jest pi­sem­na zgo­da oboj­ga ro­dzi­ców. Prze­pi­sy ma­ją do­ty­czyć wy­łącz­nie dzie­ci, któ­rych śmierć jest nie­uchron­na i spo­dzie­wa­na w bli­skiej per­spek­ty­wie. Re­gu­la­cja obej­mu­je m.in. cięż­kie wa­dy wro­dzo­ne mó­zgu, ser­ca i płuc, a tak­że po­waż­ne cho­ro­by metaboliczne.

Gra­ni­ca, któ­rej nie na­le­ża­ło przekraczać

Trud­no pi­sać o tym przy­pad­ku bez wy­raź­ne­go na­zwa­nia te­go, czym jest w isto­cie: śmier­cią za­da­ną dziec­ku, któ­re nie jest zdol­ne do wy­ra­że­nia wła­snej wo­li. Zgo­da ro­dzi­ców nie zmie­nia te­go fak­tu. Czy pra­wo do ży­cia moż­na ode­brać ko­muś, kto ni­gdy nie mógł w tej spra­wie za­brać głosu?
Kry­ty­cy roz­sze­rze­nia ho­len­der­skie­go pra­wa od po­cząt­ku wska­zy­wa­li wła­śnie na tę fun­da­men­tal­ną asy­me­trię. Cho­re dziec­ko nie mo­że po­wie­dzieć „tak” ani „nie”. De­cy­zję po­dej­mu­ją do­ro­śli za ko­goś innego.

Dziec­ko nie mia­ło głosu

Eu­ro­pa prze­kro­czy­ła ko­lej­ną gra­ni­cę. Nie tę praw­ną, ale tę ludz­ką. Przez wie­ki cy­wi­li­za­cja za­chod­nia, za­ko­rze­nio­na w chrze­ści­jań­skim sza­cun­ku dla ży­cia, bu­do­wa­ła szpi­ta­le, ho­spi­cja i do­my opie­ki wła­śnie po to, by to­wa­rzy­szyć cier­pią­cym. Nie po to, by skra­cać im życie.
W Ho­lan­dii le­karz po­dał śmier­tel­ny za­strzyk dziec­ku, któ­re nie ro­zu­mia­ło, co się dzie­je. Któ­re być mo­że chcia­ło jesz­cze po­żyć. Ale jest jesz­cze coś, o czym mó­wi się zbyt ma­ło: me­dy­cy­na pa­lia­tyw­na po­tra­fi dziś sku­tecz­nie uśmie­rzać na­wet bar­dzo sil­ny ból. Ho­spi­cja dzie­cię­ce, opie­ka pa­lia­tyw­na, no­wo­cze­sne me­to­dy le­cze­nia ob­ja­wo­we­go, to nie są pu­ste sło­wa. To re­al­na al­ter­na­ty­wa, któ­ra po­zwa­la to­wa­rzy­szyć umie­ra­ją­ce­mu dziec­ku z mi­ło­ścią, bez za­da­wa­nia mu śmierci.

Od­po­wie­dzią na cier­pie­nie nie jest śmierć, lecz obec­ność, czu­łość i ulga w bó­lu. Ho­len­der­skie pra­wo nie za­py­ta­ło, czy zro­bio­no wszyst­ko, by to dziec­ko mo­gło odejść oto­czo­ne tro­ską, a nie strzykawką.

Ży­cie ludz­kie jest świę­te od po­czę­cia aż do na­tu­ral­nej śmier­ci. Nie dla­te­go, że tak sta­no­wi ja­kiś prze­pis, ale dla­te­go, że każ­dy czło­wiek na­wet naj­mniej­szy i naj­słab­szy, no­si w so­bie ob­raz Bo­ga. Żad­ne cier­pie­nie, choć­by naj­więk­sze, nie od­bie­ra mu tej god­no­ści. Żad­na ko­mi­sja le­kar­ska, ża­den pa­ra­graf, żad­na do­brze brzmią­ca na­zwa pro­ce­du­ry te­go nie zmieni.
Ro­dzi­ce tych dzie­ci prze­ży­wa­ją pie­kło i nie wol­no ich po­tę­piać. Ale spo­łe­czeń­stwo, któ­re za­miast oto­czyć ich i ich cho­re dzie­ci praw­dzi­wą opie­ką, tro­ską i obec­no­ścią, ofe­ru­je je­dy­nie spraw­nie prze­pro­wa­dzo­ną śmierć. To spo­łe­czeń­stwo, któ­re się pod­da­ło. Któ­re wy­bra­ło wy­go­dę za­miast miłości.

Spra­wa jest w to­ku. Pro­ku­ra­tu­ra nie ogło­si­ła jesz­cze swo­jej decyzji.

jb

Źró­dło: dorzeczy.pl

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj