Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Obowiązkowa edukacja zdrowotna wchodzi do klas już za tydzień

Dzieci w szkolnych ławkach
Dzieci w szkolnych ławkach. Fot.: [smile19] ©123RF.COM

Od wrze­śnia 2026 ro­ku w pol­skich szko­łach obo­wiąz­ko­wo po­ja­wi się no­wy przed­miot – edu­ka­cja zdro­wot­na. Za ofi­cjal­ną na­zwą kry­je się ide­olo­gicz­ny pro­jekt, któ­ry od po­cząt­ku bu­dził po­waż­ne za­strze­że­nia ro­dzi­ców, na­uczy­cie­li i śro­do­wisk bro­nią­cych tra­dy­cyj­nych wartości. 

Cho­ciaż część tre­ści zwią­za­nych z sek­su­al­no­ścią for­mal­nie po­zo­sta­je fa­kul­ta­tyw­na, eks­per­ci ostrze­ga­ją: to kla­sycz­ny ma­newr „go­to­wa­nia żaby”.

Klę­ska fre­kwen­cji, któ­rej nie da się zamaskować

W po­przed­nim ro­ku szkol­nym aż 70 proc. uczniów szkół pod­sta­wo­wych i po­nad­pod­sta­wo­wych wy­pi­sa­ło się z za­jęć z edu­ka­cji zdro­wot­nej. W nie­któ­rych mia­stach fre­kwen­cja spa­da­ła jesz­cze ni­żej – w Rze­szo­wie wy­nio­sła za­le­d­wie 14,5 proc., w Po­zna­niu 32,9 proc., a w Go­rzo­wie Wiel­ko­pol­skim 35,7 proc. To wy­raź­ny sy­gnał, że pol­skie spo­łe­czeń­stwo – tak­że część wy­bor­ców obec­nej ko­ali­cji – nie chce te­go przed­mio­tu dla swo­ich dzieci.

Nie­któ­rzy pró­bu­ją bro­nić edu­ka­cji zdro­wot­nej, po­rów­nu­jąc ją do sta­re­go przed­mio­tu „wy­cho­wa­nie do ży­cia w ro­dzi­nie” (WDŻ). To jed­nak nie dzia­ła. WDŻ w ostat­nich la­tach tra­ci­ło uczniów na­tu­ral­nie – bo wszy­scy wie­dzie­li, że za­raz znik­nie z pla­nu lekcji.

Edu­ka­cja zdro­wot­na to coś zu­peł­nie in­ne­go. To był fla­go­wy pro­jekt mi­ni­ster Bar­ba­ry No­wac­kiej i ca­łe­go rzą­du. Mi­mo te­go aż 70 pro­cent uczniów się z niej wy­pi­sa­ło. Zo­sta­ło tyl­ko oko­ło 30 procent.

To nie jest zwy­kła nie­chęć do za­jęć do­dat­ko­wych. To wy­raź­na oce­na spo­łe­czeń­stwa: no­wy przed­miot nie zy­skał za­ufa­nia rodziców.

Co tak na­praw­dę zo­sta­ło w obo­wiąz­ko­wej podstawie?

Re­sort edu­ka­cji ogło­sił, że tre­ści „sek­su­al­ne” bę­dą fa­kul­ta­tyw­ne. Brzmi to jak kom­pro­mis. W prak­ty­ce jed­nak wie­le kon­tro­wer­syj­nych ele­men­tów prze­nie­sio­no do czę­ści obo­wiąz­ko­wej pod szyl­dem praw czło­wie­ka, prze­ciw­dzia­ła­nia dys­kry­mi­na­cji czy zdro­wia psychicznego.

W pod­sta­wie programowej:

  • mał­żeń­stwo i związ­ki nie­for­mal­ne trak­to­wa­ne są równorzędnie,
  • roz­pad ro­dzi­ny przed­sta­wia­ny jest ja­ko coś „nor­mal­ne­go”,
  • ma­cie­rzyń­stwo po­ja­wia się głów­nie w kon­tek­ście za­gro­żeń dla zdro­wia psy­chicz­ne­go ko­bie­ty, a nie ja­ko war­tość, któ­rą na­le­ży chro­nić i wspierać,
  • zni­ka ja­sny za­pis o sza­cun­ku dla ży­cia ludz­kie­go od po­czę­cia do na­tu­ral­nej śmier­ci. Zo­sta­je je­dy­nie ogól­ni­ko­wa for­mu­ła o god­no­ści czło­wie­ka „na wszyst­kich eta­pach życia”.

 

Dla ro­dzi­ców i wszyst­kich, któ­rzy uzna­ją pra­wo do ży­cia za fun­da­ment, to zmia­na o ogrom­nym zna­cze­niu. Kon­sty­tu­cja RP chro­ni ma­cie­rzyń­stwo i ży­cie. Pod­sta­wa pro­gra­mo­wa edu­ka­cji zdro­wot­nej idzie w prze­ciw­nym kierunku.

Ide­olo­gia pod płasz­czy­kiem „zdro­wia”

Przed­miot nie ogra­ni­cza się do kla­sycz­nych te­ma­tów zdro­wot­nych. Ucznio­wie ma­ją uczyć się „roz­po­zna­wać dez­in­for­ma­cję do­ty­czą­cą zmian kli­ma­tu” i wska­zy­wać wy­łącz­nie „wia­ry­god­ne źró­dła”. De­ba­ta na­uko­wa w tej dzie­dzi­nie wciąż trwa, a mi­mo to szko­ła ma na­rzu­cać jed­ną nar­ra­cję. Po­dob­nie wy­glą­da blok o „mo­wie nie­na­wi­ści” po­ję­ciu, któ­re od lat by­wa wy­ko­rzy­sty­wa­ne do wy­ci­sza­nia gło­sów kry­tycz­nych wo­bec abor­cji czy ide­olo­gii gender.

Efekt? Dziec­ko mo­że wyjść ze szko­ły z prze­ko­na­niem, że wy­ra­ża­nie le­gal­nych, kon­ser­wa­tyw­nych po­glą­dów jest czymś złym i wy­klu­cza­ją­cym. To już nie edu­ka­cja zdro­wot­na. To for­mo­wa­nie światopoglądu.

Co mo­gą zro­bić rodzice?

Sy­tu­acja nie jest bez wyj­ścia. Ro­dzi­ce wciąż ma­ją prawo:

  1. Wy­pi­sać dziec­ko z fa­kul­ta­tyw­ne­go blo­ku do­ty­czą­ce­go wy­cho­wa­nia seksualnego.
  2. Mo­ni­to­ro­wać, co fak­tycz­nie dzie­je się na za­ję­ciach obo­wiąz­ko­wych i reagować.
  3. Pro­te­sto­wać pu­blicz­nie i do­ma­gać się re­al­ne­go po­sza­no­wa­nia praw rodzicielskich.
  4. W wy­bo­rach roz­li­czyć tych, któ­rzy wpro­wa­dza­ją ide­olo­gię do szkół kosz­tem war­to­ści kon­sty­tu­cyj­nych i chrześcijańskich.

Do­świad­cze­nie ubie­głe­go ro­ku po­ka­zu­je, że mo­bi­li­za­cja ro­dzi­ców dzia­ła. Im wię­cej ro­dzin świa­do­mie ko­rzy­sta ze swo­ich praw, tym trud­niej bę­dzie for­so­wać ko­lej­ne eta­py te­go projektu.

Edu­ka­cja po­win­na słu­żyć do­bru dziec­ka, a nie ide­olo­gii. Szko­ła nie mo­że sta­wać się miej­scem, w któ­rym wła­dza pań­stwo­wa ogra­ni­cza wpływ ro­dzi­ców na for­ma­cję etycz­ną i re­li­gij­ną ich po­tom­stwa. Zwłasz­cza wte­dy, gdy w grę wcho­dzi fun­da­ment, ja­kim jest sza­cu­nek dla ży­cia ludz­kie­go od po­czę­cia. Ży­cie jest da­rem. I żad­na „edu­ka­cja zdro­wot­na” nie po­win­na te­go da­ru relatywizować.

Ro­dzi­ce wciąż ma­ją pra­wo wy­pi­sać dziec­ko z fa­kul­ta­tyw­ne­go blo­ku do­ty­czą­ce­go wy­cho­wa­nia seksualnego:

jb
Źró­dło: dorzeczy.pl

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj