Tylko życie ma przyszłość!
dr inż. Antoni Zięba

Film „Fantastic Four” – w centrum uwagi dziecko nienarodzone

Fot.: Kadr z oficjalnego trailera Fantastic Four (2025), Marvel Studios / YouTube
Fot.: Kadr z oficjalnego trailera Fantastic Four (2025), Marvel Studios / YouTube

W świe­cie ki­na, gdzie te­ma­ty­ka ro­dzi­ny i ma­cie­rzyń­stwa co­raz rza­dziej po­ja­wia się na pierw­szym pla­nie, naj­now­sza od­sło­na „Fan­ta­stic Fo­ur” przy­no­si coś za­ska­ku­ją­ce­go. Film Ma­rve­la nie tyl­ko opo­wia­da o su­per­bo­ha­te­rach ra­tu­ją­cych świat – uka­zu­je coś znacz­nie waż­niej­sze­go: war­tość ży­cia od je­go naj­wcze­śniej­szych chwil.

Sue Storm (Va­nes­sa Kir­by) i Re­ed Ri­chards (Pe­dro Pas­cal) ocze­ku­ją na­ro­dzin dziec­ka. Ich ra­dość po la­tach nie­płod­no­ści jest au­ten­tycz­na, szcze­ra i głę­bo­ko po­ru­sza­ją­ca. To nie jest po­bocz­ny wą­tek – nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko sta­je się ser­cem ca­łej fabuły.

Film nie po­ka­zu­je dziec­ka ja­ko „przy­szłej oso­by” czy ja­ko te­ma­tu po­bocz­ne­go. Po­ka­zu­je je ja­ko ko­goś re­al­ne­go – ja­ko czło­wie­ka, któ­ry już ist­nie­je, któr jest ko­cha­ny i któ­re­go war­to chronić.

I wła­śnie tu­taj po­ja­wia się pa­ra­doks, któ­ry trud­no zi­gno­ro­wać: mi­mo że film nie za­wie­ra żad­nych po­li­tycz­nych prze­słań ani de­kla­ra­cji, spo­tkał się z kry­ty­ką ze stro­ny śro­do­wisk proaborcyjnych.

Dla­cze­go? Bo po­ka­zu­je praw­dę, któ­rą wie­lu wo­li przemilczeć.

Naj­bar­dziej sym­bo­licz­na jest sce­na, w któ­rej Sue uży­wa swo­ich mo­cy, by zo­ba­czyć ma­leń­kie­go Fran­kli­na w ło­nie. Je­go wy­raź­na, ufor­mo­wa­na syl­wet­ka i uśmiech nie po­zo­sta­wia­ją złu­dzeń: ży­cie w ło­nie mat­ki to nie teo­ria – to rzeczywistość.

Va­nes­sa Kir­by w jed­nym z wy­wia­dów opowiadała:

„To by­ła dla mnie bar­dzo oso­bi­sta ro­la. Zro­zu­mia­łam, jak po­tęż­na jest si­ła ma­cie­rzyń­stwa. To nie jest coś bier­ne­go – to wal­ka, de­ter­mi­na­cja, bez­wa­run­ko­wa miłość.”

W fi­na­le fil­mu Sue po­świę­ca wła­sne ży­cie, by oca­lić sy­na. Dla niej nie ma więk­szej war­to­ści. Jak sa­ma ak­tor­ka póź­niej podkreśliła:

„Chcia­łam, że­by to by­ło praw­dzi­we. To nie by­ła wal­ka su­per­bo­ha­ter­ki. To by­ła wal­ka mat­ki. Ta­kiej, któ­ra zro­bi wszyst­ko, by chro­nić swo­je dziecko.”

I w tej pro­sto­cie wła­śnie kry­je się naj­więk­sza si­ła fil­mu. Bez wiel­kich ha­seł, bez mo­ra­li­zo­wa­nia – po pro­stu po­ka­zu­je, czym jest ży­cie, czym jest mi­łość, czym jest rodzina.

Dla­te­go ten film po­ru­sza. Dla­te­go bu­dzi emo­cje. I dla­te­go, choć nie mó­wi te­go wprost, tra­fia w sed­no spra­wy, któ­ra dla wie­lu po­zo­sta­je niewygodna.

Bo praw­da o war­to­ści ży­cia nie po­trze­bu­je ide­olo­gii. Wy­star­czy jed­no spoj­rze­nie mat­ki na swo­je dziec­ko – na­wet, a mo­że zwłasz­cza, to nienarodzone.

 

jb
Źró­dło: lifenews.com

 

Udostępnij
Tweetnij
Wydrukuj