Redakcja „Gazety Wyborczej” ogłosiła Człowieka Roku według czytelników. Tytuł przypadł Gizeli Jagielskiej. Lekarce, która przez pewien czas pracowała w szpitalu w Oleśnicy i zasłynęła z drastycznych aborcji. Historia jest jednak znacznie bardziej złożona niż podaje „Gazeta Wyborcza” i warto ją opowiedzieć rzetelnie.
Media mainstreamowe, w tym sama „Gazeta Wyborcza”, budują narrację o lekarce-bohaterce, prześladowanej przez środowiska pro-life i przez to zmuszonej do zmiany miejsca pracy. Rzeczywistość jest prozaiczna: Jagielska nie pracuje już w oleśnickim szpitalu, ponieważ nie wygrała formalnego konkursu na świadczenie usług medycznych. Dyrekcja placówki w osobie szefowej Agnieszki Cholewińskiej, jednoznacznie wyjaśniła, że postępowanie konkursowe, w tym na stanowisko kierownika oddziału ginekologiczno-położniczego, przeprowadzono zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa i wewnętrznymi procedurami. Konkurs miał charakter formalny i transparentny.
Tymczasem czytelnicy „Gazeta Wyborczej” nagradzają ją jako ofiarę. Czy przegrana w konkursie medycznym to teraz dowód prześladowania?
Między podziękowaniami a politycznym manifestem
Sama zainteresowana podczas uroczystości wygłosiła przemówienie, które trudno nazwać apolitycznym. Jagielska przyznała, że dwadzieścia lat temu, rozpoczynając specjalizację, nie wyobrażała sobie, że jej praca będzie „mieszana z polityką, z poglądami, z religią i z moralnością”. To szczere wyznanie, tyle że jego wymowę odwraca o sto osiemdziesiąt stopni to, co powiedziała zaraz potem.
Lekarka wprost nawoływała innych ginekologów, aby szli „tą drogą”, którą ona obrała, czyi drogą „pracy zgodnej ze standardami” i „zgodnej z tym, czego oczekują od nas kobiety”. W środowiskach medycznych i bioetycznych od lat toczy się debata o tym, co te „standardy” oznaczają w praktyce. Przecież odpowiedź jest jednoznaczna: chodzi o gotowość do wykonywania aborcji. Jagielska nie ukrywa, że właśnie to było źródłem całego zamieszania wokół jej osoby.
Nagroda „Gazeta Wyborczej” staje się zatem nie wyróżnieniem za wybitne osiągnięcia medyczne, lecz publicznym manifestem ideologicznym, zachętą dla kolejnych lekarzy, by odrzucali klauzulę sumienia i wpisywali się w aborcyjny aktywizm.
Klauzula sumienia. Prawo, nie „przemarsze”
W przemówieniu Jagielskiej pojawiło się zdanie o „przemarszach organizacji pro-life, zakłócaniu pracy, hejcie”. Nie można przemilczeć, że środowiska pro-life mają pełne prawo konstytucyjne i moralne do manifestowania poglądów, pikietowania i wyrażania sprzeciwu wobec aborcji. To nie jest żaden „hejt”. To obywatelski głos sumienia.
Warto też pamiętać, że lekarze w Polsce mają zagwarantowane ustawowo prawo do odmowy wykonania świadczenia niezgodnego z ich sumieniem. Klauzula sumienia to nie anachronizm ani przejaw nietolerancji, to fundament wolności sumienia, chroniony przez standardy demokratyczne i przez samą Europejską Konwencję Praw Człowieka. Lekarka, która publicznie deprecjonuje to prawo, wkracza w obszar, który wykracza daleko poza medycynę.
„Człowiek Roku” jako narzędzie narracji
„Gazeta Wyborcza” jest pismem o jasno zdefiniowanej linii programowej. Wybór Jagielskiej na Człowieka Roku nie jest neutralnym gestem. To sygnał skierowany do środowisk lekarskich, do polityków i do opinii publicznej. Sygnał mówiący: oto wzór do naśladowania.
Tytuł Człowieka Roku powinien trafić do kogoś, kto dokonał czegoś wybitnego, uratował życie, zbudował coś trwałego, zmienił świat na lepsze. Lekarze zdobywają takie wyróżnienia za pionierskie operacje, za lata misyjnej pracy w najtrudniejszych warunkach, za odkrycia, które przedłużają ludzkie życie. Jagielska nie figuruje w tej kategorii. Jej „osiągnięciem” jedynym, które interesuje „Gazetę Wyborczą” jest gotowość do uśmiercania nienarodzonych dzieci i publiczne manifestowanie tej gotowości.
Mówiąc wprost: „Gazeta Wyborcza” nagrodziła lekarza za wykonywanie aborcji. Nie otulajmy tego w eufemizmy o „standardach” i „prawach kobiet”. Na jednej szali leżą nienarodzeni, czyli istoty ludzkie w najwcześniejszym stadium swojego życia, z bijącym sercem, z własnym DNA, z własną tożsamością biologiczną. Na drugiej ideologiczny projekt, który od lat próbuje wmówić Polsce, że pozbawienie ich życia jest aktem odwagi i postępu.
W tej wojnie o znaczenie słów „Człowiek Roku” przestaje być wyróżnieniem. Staje się manifestem. Staje się instrukcją obsługi dla kolejnych lekarzy: rób to, co ona a zostaniesz okrzyknięty bohaterem. Odmów, a skończy się na hejcie, nagonkach i nacisku, żebyś zmienił zawód. To nie jest zachęta do dobrej medycyny. To jest presja, żeby zrezygnować z sumienia.
I właśnie dlatego głos pro-life w tej debacie nie jest krzykiem fanatyków na marginesie. To głos tych, którzy pamiętają, że medycyna przez wieki budowała swój autorytet na jednej fundamentalnej zasadzie: primum non nocere, po pierwsze nie szkodzić. Kiedy ta zasada zaczyna mieć wyjątki zależne od wieku pacjenta i jego zdolności do samoobrony, coś w istocie lekarskiego powołania zostaje złamane – cicho, urzędowo i z nagrodą w ręku.
jb
Źródło: mojaolesnica.pl



